- Już z samych zapowiedzi, że spółki muszą być głęboko zrestrukturyzowane wynika, że może nam zabraknąć mocy wydobywczych po tej głębokiej restrukturyzacji – powiedział dla wnp.pl na początku roku minister energii Krzysztof Tchórzewski.
Polska energetyka obawia się niedoboru węgla w ciągu następnych lat. Zdaniem ministra to konsekwencja zaniedbań politycznych poprzedniego rządu.
– W kopalniach nie uruchamiano ścian wydobywczych, nie realizowano inwestycji. Obecnie konieczna jest odbudowa frontu inwestycyjnego. Front wydobywczy musi się poszerzać – powiedział Tchórzewski.
Surowca można szukać poszerzając możliwości istniejących kopalń, budując nowe obiekty lub importując surowiec zza granicy. Tę trzecią opcję rozważa największy polski eksporter węgla, Węglokoks. Zapewnia jednak, że importowany węgiel nie jest konkurencją dla polskiego.
– W samym tylko 2016 roku podmioty prywatne sprowadziły do Polski ok. 8 mln ton surowca. Sprowadzany jest węgiel o bardzo specyficznych parametrach, którego w Polsce nie ma. Ze względu na wymagania ochrony środowiska, duża część polskich ciepłowni zmuszona jest kupować surowiec o niskim zasiarczeniu właśnie zza granicy. Węglokoks, jako spółka skarbu państwa, rozważa udział w tym procesie, co pozwoliłoby na większą kontrolę importu – wyjaśnia rzecznik prasowy Węglokoksu Paweł Cyz.
Skąd miałby być sprowadzany węgiel? Tego na razie nie wiadomo. Węglokoks zapewnia tylko, że źródłem importu nie będzie Rosja. Z kolei minister Tchórzewski wolałby w ogóle uniknąć konieczności importu zza granicy i zwiększać krajowe wydobycie.
Według jego oceny w latach 2019-2021 musi być zbudowana przynajmniej jedna kopalnia, a w ciągu kolejnych pięciu lat – dwie. Potencjalnie mógłby powstać na Lubelszczyźnie lub na Śląsku.