BlackBerry wraca. Tym razem jako rekin w branży oprogramowania

Kiedy sięgamy myślami do "Wielkich Upadłych", jedną z pierwszych przychodzących na myśl firm jest właśnie BlackBerry. Ale ostatnie raporty finansowe pokazują, że sprawy idą w jak najlepszym kierunku.

Pod przywództwem dyrektora generalnego Johna Chena, który to objął stanowisko w listopadzie 2013 roku przy bardzo pesymistycznych przewidywaniach, firma wraca jako gigant w branży oprogramowania, kładący szczególny nacisk na bezpieczeństwo.

Na giełdzie kanadyjskiej akcje BlackBerry wzrosły o 8,7 proc. do pułapu 12,50 dolarów kanadyjskich, w Ameryce zaś aż o 9,6 proc., co oznacza cenę 10,12 dolara za akcję. Firma ogłosiła przychód w wysokości 249 milionów dolarów, całkowity natomiast przychód w tym roku fiskalnym ma oscylować pomiędzy 920 a 950 milionów dolarów.

Rozbito tym samym w pył najbardziej nawet optymistyczne prognozy analityków, spodziewających się maksymalnie 220 milionów. Agencja Reutera podała, że analitycy brali pod uwagę nawet taki scenariusz, iż udziałowcy najprawdopodobniej nie zarobią nic. Zysk w kwartale, który skończył się 31 sierpnia 2017 roku, wyniósł 19 milionów dolarów.

BlackBerry przed rokiem zaprzestało samodzielnej produkcji telefonów i zleciło to firmom zewnętrznym. Ruch ten okazał się strzałem w dziesiątkę, odpadły bowiem straty związane ze sprzętem, a te od lat niepokojąco rosły.

Nie może więc dziwić fakt, że najlepiej wypadł dział oprogramowania i usług, gdzie przychód wzrósł o 26 procent w odniesieniu do tego samego kwartału ubiegłego roku i wyniósł 196 milionów dolarów.

Wygląda na to, że coś, co pięć lat temu wydawało się nie do pomyślenia, kiedy to BlackBerry wróżono szybką śmierć z powodu klapy ich telefonicznego biznesu za sprawą konkurencji ze strony iPhonów i Androida, właśnie staje się faktem - przyszłość BlackBerry zaczyna rysować się w coraz jaśniejszych barwach.

+++

Jak przez lata zmieniał się smartphone od Apple?