Prezes bankrutującego Air Berlin dostanie miliony, a tysiące pracowników trafi na bruk. Niemcy oburzeni

Thomas Winkelmann objął stanowisko prezesa Air Berlin w lutym 2017 r. Jego zadaniem było postawienie tanich linii na nogi. Jak się okazuje, przed bankructwem zabezpieczył głównie siebie.

W umowie Winkelmanna znalazła się klauzula, która gwarantuje mu, że nawet w razie niepowodzenia lub wypowiedzenia umowy, będzie otrzymywał wynagrodzenie podstawowe w wysokości 950 tys. euro do 2021 roku. Dodatkowo w pierwszym roku pracy otrzyma premię wynoszącą przynajmniej 400 tys. euro - podaje Deutsche Welle.

To nie koniec. Jak podaje dziennik "Die Welt", w pierwszym dniu pracy Winkelmann otrzymał 300 tys, euro, ponieważ jego obowiązki były związane z dużym stresem. Przysługujące mu uposażenie, w łącznej wysokości do 4,5 mln euro, zostało objęte gwarancją bankową. 

Być może warunki kontraktu wynegocjowane przez Winlelmanna nie budziłyby takich emocji, gdyby równocześnie na bruk nie szło 8,5 tys. pracowników upadającej linii.

Niemcy oburzeni

Jak podaje DW, szef monachijskiego Instytutu Badań nad Gospodarką (Ifo) Clemens Fuest wezwał szefa upadłej linii Air Berlin do zrezygnowania z części uposażenia, argumentując, że taka postawa byłaby moralna. "Kasowanie milionów, kiedy ich pracownicy idą na bezrobocie, z pewnością nie jest wzorowym zachowaniem" - tłumaczył.

Równocześnie dodał, że jest przeciwny ingerencji państwa w prywatne, biznesowe ustalenia. - "Jeśli właściciel prywatnego przedsiębiorstwa gwarantuje jednemu z menedżerów wysokie uposażenie także wtedy, kiedy jego działalność nie przynosi oczekiwanych skutków, to możemy to uznać za niezbyt nierozsądne, ale skoro ów menedżer opłacany jest przez właściciela firmy z jego własnych pieniędzy, to nie widzę powodów, dla których państwo miałoby to uniemożliwiać" - mówił Clemens Fuest.

Za formalnym uregulowaniem wysokości uposażeń menedżerów opowiadają się politycy z partii Zielonych i SPD, którzy chcą poruszyć tę sprawę podczas nowej kadencji Bundestagu.

W pierwszej połowie października Lufthansa podpisała porozumienie o przejęciu znacznej części biznesu linii Air Berlin. Dzięki temu niskokosztowy Eurowings, należący do największego niemieckiego przewoźnika, przejmie część połączeń Air Berlin - w tym prawdopodobnie loty z Polski

Air Berlin, druga co do wielkości linia lotnicza w Niemczech. Wejście w procedurę upadłościową ogłosiła w połowie sierpnia bieżącego roku. Związane to było głównie z faktem, że jej główny udziałowiec - linie Etihad z Abu Dhabi - zdecydował się nie udzielać spółce dalszego wsparcia finansowego.

Firma, mimo działań restrukturyzacyjnych, już od kilku lat borykała się ze sporymi problemami finansowymi. Na powierzchni utrzymywało ją finansowanie posiadającego ponad 29 proc. udziałów Etihad Airways - arabska firma kupiła udziały w 2012 r. Po ponad 6 latach w Etihad zdecydowano jednak, że nie można dalej pompować pieniędzy w przynoszącą straty firmę, której stan "pogarszał się ostatnio w niespotykanym tempie".

+++

Magazyn Porażka: Media kreują wyspy szczęśliwości, które dla wielu są po prostu nieosiągalne [NEXT TIME]