Już 13 listopada w Sądzie Okręgowym w Warszawie ma rozpocząć się pierwsza rozprawa w sprawie pozwu zbiorowego, który złożyli właściciele aut marki Volkswagen we współpracy ze Stowarzyszeniem Osób Poszkodowanych Przez Spółki Grupy Volkswagen AG. Pozew dotyczy samochodów z wadliwymi silnikami, które fałszują poziom emisji zanieczyszczeń przy pomiarach.
Warszawski proces będzie więc kolejną odsłoną Dieselgate, która sprawia VW problemy od paru lat. Przypomnijmy, że dwa lata temu okazało się, że od 2008 roku na rynek trafiło 11 milionów aut z silnikami diesla nie spełniającymi norm emisji zanieczyszczeń. W samej Polsce było to ćwierć miliona pojazdów. W celu ukrycia faktu, że silniki emitują więcej zanieczyszczeń niż powinny, koncern stosował specjalne oprogramowanie fałszujące wyniki pomiarów – samochody wykrywały czy znajdują się w trybie testowym i dostosowywały pracę silnika tak, by emitować podczas testów mniej zanieczyszczeń.
W Polsce Volkswagen miał przeprowadzić akcję serwisową polegającą na wymianie oprogramowania. Jednak właściciele pojazdów marek należących do VW (Seat, Skoda, Audi, Porsche oraz Volkswagen) skarżą, się na powolny przebieg akcji oraz problemy poserwisowe. Dlatego też niektórzy poszkodowani przez Dieselgate przystąpili do pozwu zbiorowego.
Polscy klienci Volkswagena mają umiarkowane żądania. Domagają się od koncernu łącznie 100 milionów złotych (ok. 30 tysięcy na jednego) w ramach rekompensaty za powstałe szkody – na przykład obniżenie wartości pojazdu przy jego ewentualnej odsprzedaży. W USA, jak twierdzi Bankier.pl Volkswagen AG wypłaciło już 20 miliardów dolarów w podobnej sprawie. Faktycznie więc, Polacy mają skromne oczekiwania wobec niemieckiego koncernu.