Jazda bez biletu się nie opłaca. Długi gapowiczów przekroczyły 354 mln zł. Rekordzistami Ślązacy

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD) jazda bez biletu nie jest skutecznym sposobem na zaoszczędzenie pieniędzy. Suma niezapłaconych mandatów przekroczyła właśnie 354 mln zł, a średni dług za podróż na gapę wyniósł 408 zł.

Ponad 70 proc. gapowiczów, którzy nie zapłacili za przejazd komunikacją miejską lub pociągiem, mieszka w czterech województwach: śląskim (21 proc.), łódzkim (18 proc.), wielkopolskim (17 proc.) i mazowieckim (16 proc.). Są winni przewoźnikom prawie 292 mln zł, czyli ponad 84 proc. łącznego zadłużenia wynikającego z jazdy bez biletu.

Średni dług za jazdę bez biletu wyniósł 408 zł, ale w woj. śląskim sięga on aż 1592 zł. Dla porównania w woj. pomorskim jest to zaledwie 179 zł.

Kim jest statystyczny gapowicz

Bez biletu zdecydowanie częściej podróżują mężczyźni. Stanowią blisko 66 proc. osób ukaranych mandatami. 

Co ciekawe, wbrew panującemu stereotypowi, nie są to głównie studenci próbujący zaoszczędzić kilka złotych na bilecie. Osoby do 25 roku życia stanowią zaledwie 16 proc. wszystkich dłużników zgłaszanych przez przewoźników. Najczęściej bez biletu jeżdżą osoby w wieku od 26 do 35 lat (34 proc.) Ci między 36 a 45 rokiem życia to ponad 22 proc. gapowiczów.

Z danych zebranych przez KRD wyłania się jeszcze jeden wniosek, który zwrócił szczególną uwagę osób na co dzień zajmujących się zadłużeniem Polaków.

- Okazuje się, że jazda bez biletu, to nie tylko specyficzne hobby, które ma dostarczyć adrenaliny. To objaw albo poważnych kłopotów finansowych, albo wyjątkowej nieuczciwości. Aż 64 proc. gapowiczów ma jeszcze długi u wierzycieli z innych branż i to na dziesięciokrotnie większą kwotę, bo aż 3,4 mld zł – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Okazuje się, że większość osób ukaranych mandatem (63 proc.) jest winna pieniądze innym wierzycielom. Rekordzista ma do uregulowania rachunki nie tylko u przewoźnika, ale jeszcze w 21 innych firmach i instytucjach.

- Od kilku lat obserwujemy, że przybywa dłużników, którzy mają więcej niż jeden dług.
Przyczyny są dwojakiego rodzaju. Część tych osób jest ewidentnie nieuczciwa i to jest ich sposób na życie. Zaciągają kolejne zobowiązania z góry zakładając, że nie będą ich spłacać, są dobrze obeznani z prawem, często agresywni, mają też niewątpliwy talent do koloryzowania rzeczywistości. Najpierw zaczynają od tego, że nie płacą za przejazd, potem przestają regulować inne rachunki. Druga grupa to
ci, którzy przeliczyli się z własnymi możliwościami finansowymi i kupili na kredyt więcej, niż są w stanie spłacić. W ich przypadku nieskasowany bilet to efekt złej sytuacji finansowej i szukania oszczędności – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso, partnera Krajowego Rejestru Długów.

+++

Jacek Gadzinowski: Nie trzeba pracować 10 godzin dziennie, żeby osiągnąć sukces [NEXT TIME]