Piloci: Strajk generalny w LOT od 1 maja. Prezes LOT: Sąd go zakazał

Strajk generalny ma rozpocząć się 1 maja i trwać do odwołania. Pod referendum w tej sprawie podpisało się sześć związków zawodowych pracowników LOT. Władze spółki twierdzą, że protest jest nielegalny i starają się zabezpieczyć płynność ruchu, organizując personel, który m.in. ze względu na rodzaj umowy do strajku przystąpić nie może.

1 maja piloci i personel pokładowy przyjdą do pracy, ale nie będą wykonywać swoich obowiązków. Taką wolę wyraziło 92 proc. pracowników należących do związków zawodowych biorących udział w referendum w sprawie przystąpienia do strajku generalnego.

Prezes LOT Rafał Milczarski co prawda podczas czwartkowej konferencji przekonywał, że strajk jest nielegalny i wyrażał wątpliwość, czy w ogóle do niego dojdzie, ale dziś musiał zmierzyć się z faktem, że 1 maja blisko 1,5 tys. osób odmówi wykonywania obowiązków. Późnym popołudniem w piątek prezes poinformował natomiast, jak podaje PAP, że strajku zakazał także warszawski sąd okręgowy.

LOT zapewnia, że zrobi wszystko, by pomóc pasażerom, jeżeli dojdzie do strajku. W tym celu powołano sztab kryzysowy, którego zadaniem jest zebranie obsady lotów przewoźnika na 1 maja.

W strajku, jeśli rzeczywiście do niego dojdzie, nie będą mogły brać udziału osoby zatrudnione na umowy cywilnoprawne, gdyż nie przysługuje im prawo do zrzeszania się w związkach zawodowych. Jeżeli więc LOT ustali grafik pracy tak, że do obsługi wyznaczonych lotów skieruje wyłącznie osoby na umowach B2B, wtedy takie połączenia będą realizowane.

Sytuacja jest nerwowa i trudna do przewidzenia. Wiele zależy od tego, jak 1 maja zachowają się pracownicy, którzy mają stawić się na pierwszej zmianie. Jeżeli oni nie wejdą na pokład, najprawdopodobniej pociągną za sobą resztę.

Główne żądania związkowców dotyczą wzrostu wynagrodzeń. Przede wszystkim domagają się oni przywrócenia regulaminu wynagrodzeń z 2010 roku. Kiedy firma była zagrożona bankructwem, zgodzili się na zmianę sposobu naliczania pensji pod warunkiem, że dawne zasady wrócą w 2016 roku. Obecny system jest ich zdaniem niesprawiedliwy. Pracownicy wskazują, że prawie połowa ich pensji uzależniona jest od dodatków, dlatego nie są w stanie przewidzieć, ile zarobią.

Zarzucają również spółce, że chwali się swoją świetną kondycją finansową, ale nie przekłada się to na podwyżki dla pracowników.

+++

Jakub B. Bączek: Gdy sportowiec zaczyna wygrywać, to później robi to regularnie [NEXT TIME]

Więcej o: