Truskawki obrodziły, ale nie ma komu ich zbierać. "O Polakach nawet nie myślę. Ukraińcy nigdy tak mnie nie załatwili"

Tegoroczny sezon będzie dla plantatorów i sadowników nerwowy. Owoce obrodziły, pogoda dopisuje, ale część zbiorów może zgnić na polach, bo mimo rekordowych stawek, brakuje rąk do pracy.

Rolnicy i sadownicy co roku narzekają na problem ze znalezieniem pracowników, ale tym razem naprawdę mogą mieć kłopot, którego nie da się rozwiązać ściągnięciem do pomocy całej rodziny.

Pracownicy z Ukrainy już w poprzednim sezonie wyczuli, że pracy w Polsce jest pod dostatkiem i można przebierać w ofertach. A jak się wybiera między zasuwaniem w pełnym słońcu od rana do wieczora, a pracą w usługach w mieście, to rozterki nie trwają długo.

Rafał jest sadownikiem z okolic Grójca. Uprawia łącznie 10 ha ziemi. Głównie jabłka, gruszki i śliwki. Różne odmiany. Wszystko dobrane tak, żeby zbiory rozłożyły się na lipiec, sierpień i wrzesień. W szczycie sezonu potrzebuje 12 pracowników, choć i 10 sprawnych da radę. Przy 8 robi się nerwowo.

- W tym roku na razie mam sześciu Ukraińców i mizerne perspektywy na ściągnięcie choćby dwóch dodatkowych osób. O Polakach nawet nie myślę, po prostu nie chcę. Cztery lata temu zatrudniłem kilku miejscowych. Po pierwszej tygodniówce zniknęli na trzy tygodnie. Wrócili, jak się skończyły pieniądze na alkohol. Ja rozumiem patriotyzm i "nasi górą", ale owoc nie poczeka, aż pracownik się namyśli. Ukraińcy nigdy tak mnie nie załatwili - opowiada Rafał.

Swoim pracownikom oferuje nocleg i pełne wyżywienie. O nic nie muszą się już martwić. Za wszystko potrąca 27 zł dziennie. Sprawny zbieracz zarabia u niego tyle w mniej niż dwie godziny. 

- Wykup jedzenia jest obowiązkowy. Ja na tym grosza nie zarabiam, nawet trochę dokładam. A każę im płacić dlatego, bo przyjeżdżają na kilka miesięcy do pracy fizycznej, muszą dobrze jeść, mieć siły, dobrze się czuć, być zdrowi - tłumaczy sadownik.

W przerobionym na hotel pracowniczy budynku (dotacja z UE) pokoje są dwu osobowe. W każdym pojedyncze łóżka, szafa, stolik, fotel, telewizor. Na korytarzu dwie łazienki, jedna dla pań, druga dla panów. No i stołówka, na której wydawane są trzy posiłki dziennie.

- Jak to się dzieje, że mimo dobrych warunków bytowo-płacowych masz problem z pracownikami? - pytam Rafała.

- Młodzi poszli do miasta, a starsi już nie muszą przyjeżdżać na zarobek, bo teraz robią to za nich dorosłe dzieci, a te, jak powiedziałem, wybrały metropolie - podsumowuje sadownik.

Poza wymianą pokoleń dochodzi możliwość czasowej pracy na zachodzie. Jest co prawda dalej, język mniej przyjazny od polskiego, no i kultura inna, ale da się to wszystko przeżyć, kiedy płacą trzy razy tyle co u nas. A holenderską truskawkę zbiera się podobno lżej niż polską.

Stawki w Polsce, stawki za granicą

W polskim rolnictwie wciąż króluje praca akordowa, najczęściej uzależniona od indywidualnych zbiorów. Przykładowo w tym roku można zarobić nawet 4 zł za łubiankę trsukawek. Czy to dużo? Zależy jak na to spojrzymy. W 2010 r. płacono 2 zł, więc mamy wzrost wynagrodzenia o 100 proc. Ani pensja minimalna, ani średnia krajowa nie rosną w takim tempie. Dodajmy jednak, że to górne widełki, a większość ofert waha się między 2 a 3 zł, choć w ogłoszeniach spotkać można odważnych, którzy proponują 1,2 zł od łubianki.

Ile łubianek można zebrać w godzinę? To zależy: od truskawki, czy duża, mała i ile owoców na krzaku. Pogody - jak gorąco, to gorzej idzie. Sprawności zbieracza. Jeden zbierze 10 łubianek w ciągu dnia, drugi 10 w godzinę. Reguły nie ma. Zarobek przy zbiorach jest więc dość nieprzewidywalny, a rotacja pracowników duża. 

U naszych zachodnich sąsiadów preferowane są stawki godzinowe wahające się między 9 a 10 euro. W pozostałych krajach Unii sytuacja wygląda podobnie. Nie ma się jednak co łudzić, że przy stawce godzinowej będzie się można trochę poobijać. Wszyscy plantatorzy mają wyznaczone normy, w których trzeba się wyrabiać.

Od dobowego zarobku również należy odliczyć koszt zakwaterowania i ubezpieczenia. To od 9 do kilkunastu euro. Pozostaje jeszcze wyżywienie.

Nowa umowa cywilnoprawna dla pomocników rolników

Na początku maja prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę dotyczącą pomocy przy zbiorach, która wprowadza od 18 maja nowy rodzaj umowy cywilnoprawnej zawierającej ubezpieczenie zdrowotne i wypadkowe dla pracowników sezonowych. Umowę można podpisać z pomocnikiem na maksimum 180 dni.

W praktyce to ograniczona czasowo umowa o dzieło, która gwarantuje pracownikowi objęcie opieką medyczną na czas podjętej pracy. Tak jak w przypadku tradycyjnego dzieła w jej przypadku nie obowiązuje ustawa o wynagrodzeniu minimalnym i stawce godzinowej, z pracownikiem można więc rozliczać się akordowo.

Brak minimalnego wynagrodzenia zbulwersował związkowców. "Solidarność" stwierdziła, że to powrót do czasów parobków, a Piotr Szumlewicz z OPZZ "legalizacją brutalnego wyzysku, który stanie się smutną codziennością". Jego obawy dotyczą sytuacji, w której ze względu na brak ustawowych progów, pracodawca będzie mógł legalnie zapłacić pracownikowi nawet 1 zł za godzinę.

- Nazywanie pomocników parobkami jest nie na miejscu. Jeżeli ktoś dziś używa takich słów, to nie ma pojęcia, jaka jest sytuacja na wsi - skomentował w rozmowie z kadry.abc.com Wiktor Szmulewicz, Prezes Zarządu Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Zdaniem Szmulewicza ten typ umowy jest rozwiązaniem wyczekiwanym przez rolników i pracowników, ponieważ gwarantuje im nie tylko legalność współpracy, ale również opiekę zdrowotną, a w rolnictwie o wypadek nie trudno. Jest też swego rodzaju próbą walki o emigrantów zarobkowych, bez których sobie nie poradzimy.

-  Teraz, kiedy pracownicy z Ukrainy mogą pracować w całej Europie, musimy zachęcić ich, żeby zostali w Polsce, nie jechali dalej. Trzeba im zabezpieczyć podstawowe rzeczy, poza płacą oczywiście, miejscem noclegowym i wyżywieniem. Dlatego tak ważne jest ubezpieczenie wypadkowe i zdrowotne - tłumaczył Szmulewicz.

Nowy rodzaj umowy ma jeszcze jeden atut, zarówno dla pracodawcy jak i pracownika jest stosunkowo niedrogi. Pracodawca ma obowiązek zapłacić za pracownika składki zdrowotne. Obecnie ich wysokość wynosi 184 zł miesięcznie. Pracownik płaci jedynie podatek od zarobionych pieniędzy. 

Nie ma komu zbierać, jest komu kupować

Obecnie w całym kraju koszt truskawek waha się między 6 a 9 zł za kilogram w detalu w zależności od regionu i jakości owocu.

W zeszłym roku zebrano w Polsce 178 tysięcy ton truskawek. Jeśli sprawdzą się prognozy plantatorów, tegoroczny wynik może przekroczyć granicę 200 tysięcy ton.

Na razie ceny spadają w zadowalającym dla konsumentów tempie. Na największej warszawskiej giełdzie warzyw i owoców na Broniszach w ciągu tygodnia cena truskawka staniała o 25 proc. Za kilogram owoców płacono już od 3 do 6 zł.

+++

Dominika Nowak: Czasem tylko dzięki szalonej odwadze, można zacząć działać [NEXT TIME]