Jak Turcja może uratować swoją gospodarką? Cztery scenariusze dla Erdogana

Turecka gospodarka jest nad przepaścią. Władze muszą powstrzymać gwałtowny spadek wartości liry - inaczej dziesiątkom firm zadłużonych w dolarach grozi upadłość. Co może teraz zrobić turecki rząd razem z tamtejszym bankiem centralnym?

W poniedziałek lira straciła wobec dolara niemal 7 proc., w piątek prawie 14 proc. W sumie od początku roku wartość tureckiej waluty zmniejszyła się o ponad 80 proc. Sytuacja, mówiąc krótko, jest więc rozpaczliwa i niewiele tu zmienia fakt, że we wtorek lira zyskała do południa około 5 proc. To zdecydowanie za mało.

Jeżeli kurs liry pozostanie dłużej na aktualnych poziomach lub jeszcze spadnie, los dziesiątków tureckich przedsiębiorstw i banków jest zagrożony. Są mocno zadłużone w walutach obcych, które – po spadku wartości liry – gwałtownie podrożały. Szacuje się, że wartość tego długu sięga aż 220 mld dol. To ogromne pieniądze.

Gospodarka Turcji znajduje się więc – bez najmniejszej przesady - nad przepaścią i władze muszą jak najszybciej sięgnąć dostępne narzędzia. Wbrew pozorom takich nie brakuje – świat i ekonomiści wiedzą już, co należy robić w wypadku pełnowymiarowego kryzysu walutowego. Dostępnych opcji jest kilka.

Czytaj więcej: Kryzys walutowy w Turcji uderza w złotego. Frank i dolar najdroższe od ponad roku.

Przede wszystkim podwyżka stóp procentowych

Kiedy rośnie inflacja i spada wartość waluty, najprostszym, skutecznym i sprawdzonym wielokrotnie lekarstwem jest podwyżka stóp procentowych. Po niej tonąca waluta znowu zaczyna być atrakcyjna dla inwestorów, wraca zaufanie do niej, kapitał przestaje uciekać za granicę, zmniejsza się zainteresowanie droższymi już kredytami, maleje presja inflacyjna – przegrzana gospodarka wraca na normalne tory.

Po to rozwiązanie jednak nie chce sięgnąć Erdogan. Nowy sułtan, jak bywa nazywany prezydent Trucji z powodu swoich autorytarnych zapędów, jest przekonany, że podwyżka stóp procentowych to samo zło, sprzeciwiał się jej wielokrotnie w przeszłości, dążąc do utrzymania wysokiego, ponadprzeciętnie szybkiego wzrostu PKB.

W efekcie Erdogan jest nie tylko współodpowiedzialny za przegrzanie gospodarki i aktualny kryzys walutowy, ale sprzeciwiając się dalej podwyżkom stóp, spycha turecką gospodarkę na jeszcze groźniejsze wody.

Sztywny kurs walutowy

Niektórzy ekonomiści uważają, że sytuacja jest już na tyle zła, że rząd powinien odejść od wolnorynkowego ustalania kursu waluty i wprowadzić jej sztywny kurs – sięgający przy tym po działające już na świecie rozwiązanie w postaci tzw. izby walutowej.

To rozwiązanie jednak ma też wady. Wprowadzenie izby walutowej oznacza koniec suwerenności polityki monetarnej Turcji. Bank centralny straci prawo emisji pieniądza, nie będzie samodzielnie ustalał stóp procentowych, co w efekcie spowoduje, że turecka gospodarka będzie bardziej wrażliwa na wstrząsy zewnętrzne, a żyjemy w czasach kiedy szeroko rozumiane ryzyko polityczno-gospodarcze wzrasta.

Wprowadzenie kontroli przepływu kapitału

Są też ekonomiści, którzy uważają, że turecki rząd jak najszybciej powinien wprowadzić obostrzenia dotyczące handlu walutami i przekazywaniu ich za granicę. Trzeba jak najszybciej ich zdaniem powstrzymać trwającą już ucieczką kapitału za granicę.

Problem w tym, że ten proces już trwa i, po drugie, pewne zaostrzenie kontroli przepływu kapitału powinno być działaniem zintegrowanym z innymi, a nie jedynym.

Ponadto nie można tu przesadzić – to dodatkowo może wystraszyć inwestorów. Już sama zapowiedź obostrzeń w przepływie kapitału, powoduje zwiększoną presję na walutę kraju, który myśli o takich rozwiązaniach.

Akcja ratunkowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego

No i ostatnim poważnym rozwiązaniem, które może rozważyć turecki rząd jest sięgnięcie po pomoc międzynarodową i kredyty z MFW. Podobnie zrobiło w przeszłości wiele krajów, których gospodarka zaczęła balansować nad przepaścią.

Niestety to rozwiązanie nierealne i trudne z dwóch powodów. Po pierwsze, Erdogan nie zgodzi się na utratę części suwerenności gospodarczej – a to jest tu nieuniknione.

Po drugie, do tej pory programy MFW pomagały krajom, których wydatki publiczne były rozpasane i gdzie w budżecie państwa były pustki. W Turcji sytuacja jest nieco inna – trzeba pomóc głównie zadłużonym firmom i bankom. Program ratunkowy byłby więc inny, trzeba by go było starannie wymyślić, co mogłoby być trudne i czasochłonne.

Tak więc, podsumowując, Erdogan i jego ludzie mają bardzo trudny orzech do zgryzienia. A zegar tyka. Każdy dzień kryzysu walutowego pogarsza sytuację tureckich firm i banków.

Zbigniew Grycan: Dobrze mi się wiodło, bo przede wszystkim dbałem o jakość swoich produktów [NEXT TIME]