Ledwo, ale zdążył. Prezydent Duda podpisał zmianę ustawy o użytkowaniu wieczystym

Na godziny przed 1 stycznia, gdy "z automatu" miliony działek oddanych w użytkowanie wieczyste przejdą na własność ich użytkowników, pod nowelizacją naprawiającą bardzo poważny błąd w pierwotnej wersji ustawy znalazł się podpis prezydenta Andrzeja Dudy.
Zobacz wideo

Choć pierwotna ustawa o przekształceniu użytkowania wieczystego w prawo własności została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę w sierpnia 2018 r., już trzeba było ją zmieniać. Co więcej, żeby nie powstał jeszcze większy miszmasz, trzeba było ze zmianą "wyrobić" się do końca 2018 r. Wygląda na to, że się udało.

W czym problem? W skrócie - chodziło o to, że po likwidacji użytkowania wieczystego, 1 stycznia 2019 r. właścicielami gruntów m.in. pod blokami mieszkalnymi staną się nie tylko osoby fizyczne (właściciele mieszkań), ale także m.in. spółdzielnie mieszkaniowe, spółki Skarbu Państwa (właściciele mieszkań zakładowych), firmy posiadające mieszkania na wynajem, czy deweloperzy realizujący budowy. W przypadku przedsiębiorstw mogłoby to oznaczać, że otrzymały od państwa niedozwoloną pomoc publiczną. A to wpędziłoby je w gigantyczne problemy finansowe. Potrzebna była więc zmiana ustawy.

Jak to możliwe?

Ale zacznijmy od początku. Wszyscy nowi właściciele gruntów będą musieli uiszczać tzw. opłatę przekształceniową - co roku przez 20 lat. Roczna opłata będzie wynosiła tyle, ile ostatnia roczna opłata za użytkowanie wieczyste - czyli 1 proc. wartości działki.

Łącznie więc tak naprawdę nowy właściciel gruntu zapłaci za niego tylko ok. 20 proc. wartości. Reszta - 80 proc. wartości działki czy udziału w działce - będzie "podarowane". O ile dla osób fizycznych to nie problem, o tyle w przypadku przedsiębiorców mogłoby to stanowić dla nich niedozwoloną pomoc publiczną. 

Zgodnie z przepisami, wsparcie publiczne dla jednego przedsiębiorcy może wynieść w ciągu trzech lat 200 tys. euro  - czyli ok. 860 tys. zł. Jeśli po przekształceniu okazałoby się, że przedsiębiorca "zyskał" więcej - musiałby całą nadwyżkę zwrócić. I to natychmiast - choć tak naprawdę korzyść (w postaci braku wnoszenia opłat) odczułby dopiero po 20 latach, kiedy np. deweloperzy już dawno nie byliby właścicielami gruntu.

Przy działkach deweloperskich wartych czasem dziesiątki milionów złotych, skala przekroczenia poziomu dozwolonej (rzekomej) pomocy publicznej byłaby olbrzymia. Przekształcenie jest automatyczne i obligatoryjne, nie można się na nie nie zgodzić. Prawo własności do gruntu mogłoby więc być bardzo kosztownym i niechcianym prezentem!

Wielu deweloperów stanęłoby w obliczu upadłości. Jeden z największych deweloperów w kraju oszacował, że w samym 2019 roku musiałby zwrócić 400 mln złotych

- alarmował niedawno Polski Związek Firm Deweloperskich.

Jak nowelizacja ustawy rozwiąże ten problem? Przedsiębiorca, który nie będzie zainteresowany "zasadą 20 opłat" (i ewentualną dopłatą w przypadku przekroczenia limitu pomocy publicznej), będzie mógł złożyć oświadczenie o zamiarze wnoszenia opłat z tytułu przekształcenia przez dłuższy okres. W przypadku gruntów pod mieszkaniami będzie to 99 lat (zgodnie z zaznaczonym na żółto fragmentem projektu nowelizacji). Kluczowe będzie to, aby oświadczenie złożyć najpóźniej do 1 kwietnia 2019 r.

.. .

Co zmieni nowelizacja? Łączna wartość wszystkich opłat przekształceniowych wyniesie właściwie tyle, co wartość gruntów, więc o żadnej pomocy publicznej dla przedsiębiorców nie będzie mowy. To zmiana na gorsze tylko pozornie. Wszak np. dla dewelopera to i tak bez znaczenia, bo za kilka czy kilkanaście miesięcy, gdy wybuduje budynek, i tak przestanie być właścicielem gruntu. 

Szybka ścieżka gdy sprzedajesz mieszkanie

Nowelizacja podpisana 31 grudnia przez prezydenta Dudę pomoże także osobom, które planują na początku 2019 r. np. sprzedać swoje mieszkanie (pod których grunt zostanie przekształcony 1 stycznia).

Takie osoby konieczne do zawarcia aktu notarialnego zaświadczenie o przekształceniu użytkowania wieczystego w prawo własności otrzymają w terminie "tylko" 30 dni od dnia złożenia wniosku. "Tylko" - bo z pierwotnej wersji ustawy wynikało, że na zaświadczenie takie osoby będą czekały po złożeniu wniosku maksymalnie aż cztery miesiące.