Opłata emisyjna weszła w życie. Spółki paliwowe uspokajają, eksperci przewidują wzrost cen

Od 1 stycznia zaczęła obowiązywać opłata emisyjna. Nakłada ona obowiązek doliczania 80 zł netto do każdego 1000 litrów paliwa. Największe spółki paliwowe twierdzą, że nie przełoży się to wzrost cen. Eksperci są bardziej sceptyczni i przewidują przerzucenie opłaty na kierowców.
Zobacz wideo

Opłata emisyjna, wprowadzona przez Sejm w zeszłym roku, zaczęła obowiązywać. Ustawa, którą parlament uchwalił w zeszłym roku, powołała do życia Fundusz Niskoemisyjnego Transportu. Trafia do niego 15 proc. z 80 zł netto za każde 1000 litrów paliwa wprowadzonego na rynek. Reszta zasila Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Eksperci od początku prac nad ustawą ostrzegali, że opłata jest formą podatku, która ostatecznie zostanie przerzucona na kierowców. Państwowi giganci paliwowi twierdzili jednak, że koszty dodatkowej opłaty wezmą na siebie.

Jak donosi TVN24 swoje stanowisko podtrzymują. 

Zyskujemy przekonanie, że wprowadzenie opłaty emisyjnej nie będzie skutkować wzrostem cen dla naszych klientów detalicznych. W naszej polityce cenowej kierujemy się bowiem budowaniem długofalowych relacji z klientami

- twierdzi Orlen w oświadczeniu przesłanym redakcji. 

Lotos podkreśla z kolei, że opłata emisyjna to tylko jeden z wielu czynników wpływających na ostateczną cenę paliwach na stacjach.

Eksperci bardziej realistyczni

Według Urszuli Cieślak z BM Reflex obecne niskie ceny paliw na świecie opłatę paliwową pozwalają jeszcze "ukryć". Przyjdzie jednak moment, kiedy kierowcy ją odczują.

Mimo zapewnień ministra energii oraz krajowych producentów paliw, wprowadzenie nowego obowiązku będzie oznaczało wzrost cen hurtowych, a w konsekwencji wyższe ceny detaliczne

- stwierdziła cytowana przez TVN24. 

Czytaj też: Wpadka w programie Czyste Powietrze. Nabór wniosków wstrzymany

Z szacunków Biura Analiz Sejmowych kierowców opłata emisyjna ma kosztować od 2 do 2,5 mld złotych. Koncerny paliwowe, szczególnie te państwowe, mogą zwlekać z wliczeniem dopłaty do ceny paliwa. Rozciągnięcie zmiany w czasie może sprawić, że stanie się ona mało dostrzegalna. Ostatecznie jednak, wbrew zapewnieniom władz, koszty nowego quazi-podatku poniosą właściciele aut. 

Więcej o: