Brexit. Brytyjski prawnik: "Jesteśmy nad przepaścią i widać tylko twardy ląd"

- Jestem załamany tym, że nasza dotychczasowa reputacja kraju pragmatycznego, rozsądnego, dającego przykład innym została zniszczona przez brexit. Jesteśmy podzieleni, nie wiemy, czego chcemy - mówi dr Stephen Terrett, prawnik z kancelarii SSW, British Law Centre. Brytyjski parlament odrzucił umowę z UE ws. brexitu.
Zobacz wideo

Sromotna porażka Theresy May w sprawie umowy brexitowej z UE. Zaskoczenie?

Dr Stephen Terrett, kancelaria SSW, British Law Centre: To nie jest żadne zaskoczenie, bo takie były przewidywania, że umowa z UE będzie odrzucona. Na pewno wrażenie może robić rozmiar porażki premier May. Jesteśmy nad przepaścią i patrzymy kilka tysięcy metrów w dół, a tam widać tylko twardy ląd. To oznacza, że możliwe jest teraz np. przedłużenie terminu brexitu, czyli 29 marca nie byłby dniem wyjścia z UE. Albo brexit bez umowy, ale w tym scenariuszu prawdopodobnie tylko prezydent Donald Trump i Władimir Putin będą się cieszyć. Oczywiście poza tymi Brytyjczykami, którzy uważają, że brak umowy z UE to już lepsza umowa. 

Opozycja już wzywa premier Theresę May do natychmiastowej rezygnacji.

Już jest wniosek o wotum nieufności dla rządu May, czyli w środę będzie debata, czy rząd konserwatystów i unionistów przetrwa. Zobaczymy, czy w tym tygodniu będziemy mieli jeszcze ten rząd. To bardzo ciekawa sytuacja, bo ci konserwatyści, którzy głosowali przeciwko umowie z UE, czyli de facto przeciwko premier May wcale nie muszą głosować przeciwko niej w środę. Prawdopodobnie będą chcieli uratować własne pozycje w parlamencie. A zatem w środę premier May może wygrać. Decydujący będzie głos unionistów, którzy zapowiedzieli, że zagłosują z Partią Pracy. Mamy dużą niepewność, jest milion różnych scenariuszy zakończenia tej historii. 

Rozważmy trzy scenariusze. Pierwszy: Wielka Brytania zostaje w UE.  

Ta opcja wymagałaby przedłużenie okresu wypowiedzenia członkostwa w UE, czyli 29 marca nie byłby datą wyjścia. Jestem zaskoczony tą arogancją Wielkiej Brytanii i parlamentu. Oni debatują tak, jakby to były tylko ich decyzje. A przecież one należą także do 27 państw UE. To nie jest coś, co Wielka Brytania może samodzielnie zdecydować. To musi być zatwierdzone przez UE i wcale nie jest powiedziane, że reszta krajów na to się zgodzi. Myślę na przykład o Hiszpanii, jeżeli Wielka Brytania poprosi, żeby termin brexitu był przedłużony o rok, to Hiszpania może chcieć najpierw porozmawiać o Gibraltarze. Pamiętajmy, że jako byłe imperium zdenerwowaliśmy niejeden kraj w naszej historii. Teraz to może wrócić w tych negocjacjach.

Opcja druga, czyli brexit bez umowy z UE.

To byłaby totalna porażka. Bylibyśmy jedynym krajem na świecie bez umów handlowych. Wiem, że już w Wielkiej Brytanii ludzie kupują jedzenie w puszkach, zapasy robią też sklepy. Jeżeli chodzi o świeże produkty, a większość pochodzi z Hiszpanii, to nikt nie jest w stanie powiedzieć, na jakiej podstawie będzie można importować pomidory czy awokado dzień po brexicie. Kilka razy słyszałem wywiady polityków z Partii Konserwatywnej, którzy uważają, że to żaden problem, bo dzień po brexicie tez będzie handel. Przecież to nie jest dziecinnie proste, wymiana handlowa dziś opiera się na umowach międzynarodowych, takie są fakty. 

Jest jeszcze np. opcja kolejnego referendum.

Opcja trzecia według mnie jest taka, że rząd wygrywa wotum zaufania w środę i ma trzy dni na przedstawienie planu B. Z tego, co czytam, premier Theresa May mówi, że we wtorek dowiedzieliśmy się tylko, czego parlament nie popiera, ale nie wiemy, co parlament właściwie popiera. Ilu jest posłów, tyle jest pomysłów na brexit. Jeżeli będzie jakaś umowa, to najpierw parlament musi się zdecydować na jej ostateczny kształt, a nie tylko odrzucać wszystkie pomysły.

Z tego wszystkiego wyłania się totalny chaos.

UE od pierwszych dni negocjacji była solidarna, a to, co robi Wielka Brytania, to jest porażka. Jestem załamany tym, że nasza dotychczasowa reputacja kraju pragmatycznego, rozsądnego, dającego przykład innym została zniszczona przez brexit. Jesteśmy podzieleni, nie wiem, czego chcemy. Pięć lat temu bym z tego żartował, dziś jestem zbulwersowany i patrzę na to z rozpaczą.