W brytyjskiej tradycji politycznej takie gesty są rzadkością. W Partii Konserwatywnej to największy taki bunt od pół wieku. Anna Soubry, Sarah Wollaston i Heidi Allen zasiadły dziś w ławach opozycji, obok ośmiorga byłych reprezentantów Partii Pracy.
Heidi Allen tłumaczyła swoją decyzję poczuciem, że ugrupowanie przesunęło się na prawo i utraciło społeczną wrażliwość, jaką - jej zdaniem - wykazywało w czasach Davida Camerona i rządów koalicyjnych z Liberalnymi Demokratami. "Nie mogę już reprezentować rządu i partii które odwracają wzrok od cierpienia najbardziej wrażliwych członków społeczeństwa. Cierpienia które pogłębiliśmy, choć mogliśmy mu ulżyć" - mówiła polityk.
Anna Soubry przekonywała, że ugrupowanie przejęła grupa "twardogłowych, prawicowych dziwaków, którzy zniszczyli każdego przywódcę Konserwatystów w ciągu ostatnich czterdziestu lat". Skrytykowała ugrupowanie za wrogą - jej zdaniem - retorykę wobec imigrantów unijnych.
W wydanym wcześniej oświadczeniu czytamy, że według trójki polityków brexit zdominował funkcjonowanie partii i przekreślił modernizację, jaką miała ona w ostatnich latach przechodzić. Anna Soubry zaapelowała też do członków innych ugrupowań, by przyłączyli się do nowej grupy.
Czytaj więcej: Brexit. Brytyjskie firmy gromadzą zapasy. Chcą zabezpieczyć się przed najgorszym
May: Partia prowadzi przyzwoitą politykę
Decyzję posłanek skrytykował konserwatysta Damian Green. W rozmowie z BBC podkreślił, że choć rozumie ich rozżalenie, to gdy sprawa brexitu zostania
załatwiona będzie można zająć się polityką społeczną, której domagały się byłe już posłanki Partii Konserwatywnej. "Wiele jest emocji, ale trzeba patrzeć długoterminowo i myśleć o tym, co jest najlepsze dla kraju" - mówił Damian Green.
Premier May wyraziła żal z powodu rezygnacji i podkreśliła, że jej partia ciągle prowadzi politykę "przyzwoitą, umiarkowaną i patriotyczną".
Trzecie miejsce w sondażu
Tak zwana Grupa Niezależna powstała w wyniku rozłamu w Partii Pracy. Politycy lewicy przekonywali w poniedziałek, że ugrupowanie zostało "porwane przez twardą lewicę", jego lider Jeremy Corbyn po cichu sprzyja brexitowi, a członkowie radykalnego skrzydła partii, dziś dominującego na jej szczycie, mają na koncie antysemickie wypowiedzi. Grupa liczy teraz 11 członków, tylu samo co Liberalni Demokraci.
Dzisiejszy sondaż dla pracowni YouGov pokazuje, że grupa - która formalnie nie jest partią - osiągnęłaby w wyborach trzecie miejsce, wyprzedzając Liberałów. Brytyjski system rozdzielania mandatów preferuje jednak duże partie, a w przypadku mniejszych ugrupowań pokaźna liczba głosów często nie przekłada się na miejsca w parlamencie, o czym przekonali się w przeszłości między innymi Liberalni Demokraci czy członkowie UKIP - Partii Niepodległości.