1 sierpnia PiS spełni kolejną z obietnic, którą Jarosław Kaczyński złożył w lutym tego roku. W życie wejdą bowiem przepisy zwalniające osoby poniżej 26. roku życia z podatku dochodowego PIT.
Młodzi pracownicy zyskają sporo - w zależności od pensji od 1,3 tys. do blisko 6 tys. zł rocznie. To, co pozostanie w kieszeniach zatrudnionych, nie wpłynie ani do budżetu centralnego, ani do samorządów. I to właśnie z tego powodu część lokalnych władz mocno protestuje przeciwko nowym przepisom. Jak podaje portal PIT.pl, w tym roku koszt uszczuplenia wpływów z podatku wyniesie 400 mln zł, a w przyszłym przekroczy miliard.
Największe miasta domagają się od rządu rekompensat - podaje Radio ZET, dodając, że sama Warszawa stracić może na tym 140 mln zł. Władze stolicy już skierowały pismo do premiera.
Posłowie zdecydowali się na wprowadzenie progu dochodowego po to, by PIT dla młodych nie stał się sposobem na wyprowadzanie pieniędzy. Podatek 0 proc. będzie więc obowiązywał do kwoty 85 528 zł rocznie. Ci, którzy zarobią więcej, zapłacą podatek wyłącznie od kwoty większej od progu.
Próg w tym roku jest proporcjonalnie mniejszy - wynosi 35 636,67 zł, obowiązuje do końca roku.
Czytaj też: Ile można zyskać na zerowym podatku? Liczymy co do złotówki
Młodzi zyskają już w tym roku - ale w kieszeni poczują to dopiero od stycznia. Do końca 2019 r. zaliczki na podatek dochodowy będą odprowadzane tak jak do tej pory. Wyjątek będzie stanowiła sytuacja, gdy pracownik złoży u pracodawcy wniosek o niepobieranie zaliczek na podatek.
Od 2020 r. zwolnienie młodych osób z podatku będzie już automatycznie uwzględnione przy wyliczaniu zaliczek na podatek, a więc wyższe będą dochody "na rękę".