We wtorek powinniśmy poznać nazwisko nowego premiera Wielkiej Brytanii i wydaje się wysoce prawdopodobne, że będzie nim Boris Johnson, były minister spraw zagranicznych w rządzie Theresy May, były burmistrz Londynu i przede wszystkim od lat eurosceptyk. W poniedziałek bowiem zakończy się głosowanie członków Partii Konserwatywnej w sprawie następcy brytyjskiej premier.
Boris Johnson gra twardo o fotel szefa rządu, przedstawia się jako ten, który w końcu wyprowadzi Wielką Brytanię z Unii. I zapowiada, że zrobi to jeszcze w wyznaczonym terminie – do 31 października. Powtarza przy tym, że stanie się tak bez względu na to, czy uda się osiągnąć porozumienie z Brukselą czy nie. Tzw. no-deal brexit jest dla niego scenariuszem akceptowalnym, co zresztą powtórzył wyraźnie w ubiegłym tygodniu.
W efekcie brytyjski funt zanurkował. W środku tygodnia jego notowania spadły do poziomów najniższych od końca sierpnia ubiegłego roku – za jednego funta trzeba było zapłacić np. tylko niecałe 4,71 zł.
Spadek notowań brytyjskiej waluty po wypowiedziach o możliwym opuszczeniu Wspólnoty bez umowy nie dziwi. To łączyć należy z prognozami gospodarczymi, że brexit bez umowy oznacza dla Wielkiej Brytanii pełnowymiarową recesję.
Wg przewidywań np. Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w powyższym scenariuszu, angielska gospodarka skurczy się do końca 2020 roku aż o 2 proc. Za tym pójdzie zapewne dalsze osłabienie funta, problemy setek firm, wzrost bezrobocia, problemy na granicach i wzrost napięcia w Irlandii Północnej.
Brexit bez umowy? Parlament nie chce ryzyka
Większość brytyjskich posłów obawia się takiego scenariusza, dlatego w czwartek przegłosowało ważną poprawkę do ustawy o Irlandii Północnej utrudniającą przyszłemu premierowi Wielkiej Brytanii próbę czasowego zawieszenia parlamentu w celu wymuszenia wyjścia kraju z Unii Europejskiej bez porozumienia.
Nowy zapis zobowiązuje rząd do udzielania posłom ciągłych i regularnych informacji na temat postępu w negocjacjach dotyczących utworzenia nowego rządu w Irlandii Północnej, co tym samym gwarantuje częste posiedzenia parlamentu.
To bardzo utrudnia nowemu szefowi rządu możliwość zawieszenia obrad Izby Gmin w celu przeforsowania brexitu bez umowy, czego – jak wiemy – nie wyklucza Boris Johnson.
Smaczku całej historii dodaje fakt, że poprawka przeszła również głosami 17 posłów Partii Konserwatywnej głosujących wbrew rządowym instrukcjom w tej sprawie. Ponadto w głosowaniu nie wzięło udział kilku ministrów w rządzie May, którzy wcześniej otwarcie sugerowali swoje poparcie dla zapisu. Wśród nich był np. minister finansów Philip Hammond i minister sprawiedliwości David Gauke.
Głosowanie w brytyjskim parlamencie korzystnie wpłynęło na notowania funta. Zyskał kilka groszy, wracając do wycen sprzed ostatnich wypowiedzi Johnsona o wyjściu z Unii bez umowy.
Co dalej z brexitem? Tego nie wiemy, ale jedno wydaje się pewne – wśród brytyjskich polityków ci, którzy nie chcą umowy z Unią są w mniejszości. Przynajmniej na razie.