Ministerstwo Finansów chce opodatkować Google, Facebooka i Netflixa. Przepisy jeszcze w tym roku

Ministerstwo Finansów pracuje nad tzw. podatkiem cyfrowym. Jeszcze w tym roku nową daniną mieliby zostać objęci internetowi giganci jak np. Facebook, Google czy Netflix.
Plany rządu może pokrzyżować jednak sam Donald Trump.

O tym, że Ministerstwo Finansów pracuje nad podatkiem cyfrowym, poinformowało RMF FM.Resort potwierdził to Polskiej Agencji Prasowej. Według informacji radia, ustawa dotycząca nowego podatku miałaby zostać wprowadzona jeszcze w tej kadencji Parlamentu.

To, że rząd chciałby objąć nową daniną elektronicznych gigantów, wiadomo już przynajmniej od kilku miesięcy. Premier Mateusz Morawiecki w marcu, przedstawiając źródła finansowania tzw. piątki Kaczyńskiego, wskazywał właśnie m.in. na "sprawiedliwe opodatkowanie zysków gigantów cyfrowych". Zakładano wówczas, że w ten sposób uda się ściągnąć ok. 1 mld zł rocznie.

Nie chodzi o pieniądze?

Znacznie ostrożniejsze szacunki Ministerstwo Finansów przedstawiło natomiast w kwietniowej Aktualizacji Planu Konwergencji. Wówczas bowiem szacowano dochody z tego podatku w Polsce w 2020 r. na ok. 217,5 mln zł. Resort finansów jako datę planowanego wejścia w życie podatku cyfrowego wskazywało 1 stycznia 2020 r.

Niedostosowanie obecnych, międzynarodowych zasad opodatkowania przedsiębiorstw do realiów XXI wieku i wyzwań wynikających z cyfryzacji gospodarki powoduje konieczność stworzenia specjalnego narzędzia, którego celem jest sprawiedliwe opodatkowanie przedsiębiorstw cyfrowych

- tłumaczy Ministerstwo Finansów konieczność opodatkowania firm cyfrowych, takich jak np. Google, Facebook, Amazon, Apple, Netflix, Spotify, Twitter czy Uber.

RMF FM sugeruje, że podatek cyfrowy nie ma wyłącznie charakteru fiskalnego - w tym sensie, że ok. 220 mln zł rocznie dodatkowych wpływów nie jest kwotą, która w istotny sposób wpłynie na kondycję finansową państwa. Może chodzić także o pewien efekt pokazania, że rząd ściąga pieniądze od zagranicznych gigantów, a nie tylko małych, polskich firm.

Rząd zniecierpliwiony

Warto przypomnieć, że Bruksela już w zeszłym roku rozpoczęła prace nad unijnym podatkiem cyfrowym. Według projektu dyrektywy Komisji Europejskiej, stawka daniny miałaby wynosić 3 proc. od poziomu przychodów. Płaciłyby ją firmy osiągające globalnie przychody na poziomie min. 750 mln euro, a łączna kwota podlegających opodatkowaniu przychodów na terenie Unii przekracza 50 mln euro.

Tyle, że projekt nie uzyskał wówczas wymaganego jednomyślnego poparcia wszystkich państw. Nie wiadomo, czy i kiedy wspólny unijny podatek wejdzie więc w życie, dlatego Polska chce - bazując na projekcie Komisji Europejskiej - wprowadzić u siebie podatek cyfrowy samodzielnie. Zresztą osttnio zrobiła to już np. Francja, inne kraje też to rozważają (np. Włochy, Hiszpania). 

Trump stanie na drodze?

Podatek cyfrowy, czy to w Polsce czy w innych krajach Unii, płaciłyby m.in. firmy amerykańskie. To, rzecz jasna, nie podoba się Donaldowi Trumpowi. 

"Wall Street Journal" w zeszłym tygodniu pisał wręcz o tym, że podatek cyfrowy uchwalony przez francuski parlament może rozpocząć wojnę handlową między Francją a USA. Znając poglądy prezydenta Stanów Zjednoczonych trudno oczekiwać, aby jego administracja pozostała obojętne na wprowadzanie przez inne kraje dodatkowych obciążeń podatkowych dla amerykańskich firm.

Już pojawiają się groźby wobec Francji, a trudno oczekiwać, żeby Polskę potraktowano łagodnie. W Waszyngtonie po decyzji Francji już otworzono dochodzenie dotyczące tego, że francuski podatek cyfrowy jest nieuczciwy, bo dyskryminuje amerykańskie firmy. Droga do taryf odwetowych ze strony USA jest otwarta. W czerwcu część członków Senackiej Komisji Finansów, powołując się na prawo podatkowe, zachęcało sekretarza skarbu Stevena Mnuchina do podwojenia podatków na francuskie firmy.

Ustawa dotyczy konkretnie firm technologicznych. To pole przewagi konkurencyjnej USA. Próg przychodów, od którego firma będzie objęta podatkiem (globalnie min. 750 mln euro rocznie, we Francji 25 mln euro) wygodnie omijają niemal wszystkie francuskie firmy technologiczne. Intencja jest tak kiepsko zakamuflowana, że równie dobrze mogliby oni uchwalić ustawę nakładającą podatek na firmy, których nazwy rymują się do "moogle" albo "hamazon"

- kpił z francuskiej ustawy "Wall Street Journal".