W pierwszej połowie roku w Europie powstały farmy wiatrowe o łącznej mocy 4,9 GW - czytamy w raporcie opublikowanym w czwartek przez WindEurope, największą europejską organizację branży wiatrowej. To więcej o 400 MW niż w tym samym okresie ubiegłego roku.
Większa części nowych mocy wiatrowych przypada na farmy uruchomione na lądzie (onshore) - 2,9 GW. Jednak największą elektrownię napędzaną siłą wiatru uruchomiono ostatnio na morzu - moc instalacji Hornsea 1 zbudowanej u wybrzeży brytyjskich sięga 1,2 GW. To największa obecnie morska farma wiatrowa na świecie. Jej moc jest większa od pojedynczego nowego bloku naszej elektrowni węglowej w Opolu.
Na lądzie najwięcej wiatraków w pierwszym półroczu zbudowali Francuzi - 523 MW. Na drugim miejscu są Szwedzi, którzy uruchomili turbiny wiatrowe o mocy 459 MW. Potem Niemcy - 287 MW, Włosi - 286 MW i Ukraińcy - 262 MW.
Czytaj więcej: PGE wyłączyła elektrownię, która "służyła" od czasów stanu wojennego
Polska wypada 10 razy słabiej niż Rosja
Na tym tle bardzo blado już wpadają np. Rosjanie, którzy uruchomili farmy o mocy ledwo 50 MW i tragicznie Polacy, na samym końcu zestawienia, z wynikiem 5 MW – 10 razy gorszym od Rosjan.
Fatalny wynik Polski to pochodna tzw. ustawy odległościowej z 2016 roku uchwalonej przez rząd Beaty Szydło, która w praktyce zablokowała budowę nowych farm wiatrowych w Polsce. Wprowadzono bowiem wymóg, że taka elektrownia nie może powstać w odległości bliższej od budynku mieszkalnego, niż wynosi 10-krotność wysokości całego masztu z łopatami skrzydła. Ta regulacja praktycznie zredukowała do zera miejsca, gdzie mogą powstać farmy wiatrowe. Efekt jest bowiem taki, że można je budować wyłącznie w parkach narodowych lub na morzu. To pierwsze jest niemożliwe, a drugie bardzo kosztowne.
Czytaj więcej: Naimski zapowiada "Węgiel plus". W Polsce będzie aż sześć reaktorów jądrowych
Zatem od czasu wejścia w życie ustawy odległościowej w Polsce powstają już tylko nieliczne elektrownie wiatrowe. To te, dla których niezbędne ustalenia i zgody udało się uzyskać jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów.
Przez to tracimy miliony złotych. Teraz bowiem prąd z elektrowni wiatrowych jest najtańszym źródłem energii, co widać już nie tylko na zachodzie Europy, ale również w Polsce. W trakcie ubiegłorocznych rządowych aukcji na jego dostawę inwestorzy wiatrowi posiadający projekty, których nie dotknęła jeszcze ustawa odległościowa, oferowali ceny energii grubo poniżej 200 zł/MWh, czyli znacznie poniżej obecnych cen energii na polskim rynku hurtowym.
Rząd nie chce zmian
Rząd nie chce zmienić fatalnych regulacji ustawy odległościowej – nowelizując ostatnio przepisy dotyczące odnawialnych źródeł energii, nie zdecydował się na to, nieco za to ułatwiając montowanie małych instalacji fotowoltaicznych, w tym na dachach domów jednorodzinnych.
Europa idzie inną drogą. W raporcie WindEurope czytamy, że w pierwszym półroczu zainwestowano na Starym Kontynencie 8,8 mld euro w budowę farm wiatrowych w najbliższej przyszłości. Przez to w ciągu 2-3 lat pojawią się nowe wiatraki o mocy 5,9 GW.
Tekst pochodzi z bloga PortalTechnologiczny.pl.