Grupowe pozwy frankowiczów utknęły w gąszczu procedur. Pięć lat czekania na wyrok lub pieniądze

Frankowicze, którzy myśleli, że zwiększają swoje szanse na wygraną z bankiem, przystępując do pozwu zbiorowego, mogą z czasem poczuć się nieco zawiedzeni. W przypadku jednego tylko procesu toczącego się w Warszawie pięć lat zajęło ustalanie kwestii formalnych. Wydanie wyroku może zająć nawet drugie tyle.
Zobacz wideo

Przed warszawskim sądem okręgowym ruszyć ma wkrótce proces zbiorowy wytoczony jednemu z banków przez ponad pięć tysięcy frankowiczów. Przystąpienie do procesu zbiorowego wydawać się mogło rozsądnym posunięciem - koszty związane z obsługą prawną mogą być w tym wypadku niższe, większa jest za to presja na bank.

W przypadku tego konkretnego sporu, dotyczącego 3228 umów, trudno mówić jednak o sukcesie kredytobiorców, bo na wyznaczenie rozprawy trzeba było czekać aż pięć lat. Tyle, jak czytamy w "Rzeczpospolitej", zajęło ustalanie samych tylko kwestii formalnych. Może to oznaczać, że na rozstrzygnięcie przyjdzie poczekać kolejne pięć lat. 

Podobnych sytuacji jest w Polsce więcej - od 2010 roku do sądu trafiły 234 grupowe pozwy frankowiczów, rozpatrzono jedną trzecią, pieniędzy nie dostał jeszcze nikt. 

Frankowicze czekają na kluczowy wyrok

Sprawa kredytu we frankach jest gigantycznym obciążeniem nie tylko dla sektora bankowego, lecz także sądów. Te do tej pory w odmienny sposób interpretowały kluczową sprawę klauzuli, na podstawie której obliczana jest wysokość rat. Arbitralny sposób ustalania kursu waluty przeliczanej później na złotówki uznawany jest za niedozwolony. Nie wiadomo jednak, czy oznacza to, że nieważna jest cała umowa kredytowa, czy tylko jej fragment "odpowiedzialny" za przeliczanie franków na złotówki.

Tę kwestię wkrótce rozstrzygnąć ma TSUE. W maju rzecznik generalny TSUE wydał opinię (oczywiście niewiążącą, aczkolwiek mogącą wskazywać, co orzeknie Trybunał) pozytywną dla frankowiczów. Gdyby ziściło się najgorsze rozstrzygnięcie dla banków, mogłoby ono kosztować cały sektor bankowy ok. 60 mld zł, czyli około czterokrotność rocznych zysków - szacuje Związek Banków Polskich. Koszty mogłyby pójść w górę, gdyby z roszczeniami zaczęli występować także klienci, którzy już spłacili swoje kredyty we frankach.

Kredyty frankowe mogą zadać cios gospodarce

Nie tylko ZBP boi się kosztów związanych z kredytami frankowymi. Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, dostrzega realne niebezpieczeństwo dla Polski w wyroku, który wydać ma Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" stwierdził on, że na skutek korzystnego wyroku "duża część sektora bankowego będzie musiała mocno przykręcić kurek z kredytami ze względów kapitałowych". Wedle Borysa "tym kanałem możemy sobie sprowadzić poważne problemy w gospodarce".

Czytaj też: Kredyt w złotych, odsetki jak we frankach. Przed tym scenariuszem drżą banki w Polsce. Jest blisko

Kiedy możemy spodziewać się orzeczenia TSUE? To zależy m.in. od tempa tłumaczenia dokumentów. Pierwotnie mówiło się, że orzeczenie zapadnie jeszcze w lipcu, potem że w sierpniu, teraz niepewny wydaje się nawet wrzesień.