Płaca minimalna 4 tys. zł za cztery lata. "Jeśli PiS się uda, będzie to przewrót kopernikański w ekonomii"

- Gdyby to było takie proste, że można podnieść wynagrodzenie minimalne i nagle gospodarka staje się dużo bardziej innowacyjna, to już ktoś by to gdzieś wymyślił i zrobił. Myślę, że jeśli PiS-owi to się uda, to będzie to naprawdę przewrót kopernikański w ekonomii - komentuje obietnicę podniesienia płacy minimalnej aż do 4 tys. zł brutto na koniec 2023 r. ekonomista Ignacy Morawski.
Zobacz wideo

Jedną z głównych obietnic wyborczych PiS, wyrażonych podczas sobotniej konwencji w Lublinie, jest bardzo szybki wzrost płacy minimalnej. O ile dziś wynosi ona 2250 zł, o tyle w 2020 r. ma wynosić już 2600 zł brutto, na koniec 2020 r. 3 tys. zł brutto, a na koniec 2023 r. aż 4 tys. zł. Premier Mateusz Morawiecki tłumaczył, że ten ruch ma zmusić polskie firmy, aby przestały konkurować tanią siłą roboczą, a zaczęły walczyć innowacyjnością i automatyzacją.

Od 2015 do 2019 r. płaca minimalna wzrosła o 500 zł - z 1750 zł do 2250 zł brutto. Czyli - o 28,5 proc. Pomiędzy 2019 a 2023 rokiem, jeśli oczywiście PiS zrealizuje swoją zapowiedź - będziemy mieli do czynienia z wzrostem o 1750 zł, a więc o blisko 80 proc. Co więcej - o ile dziś płaca minimalna stanowi nieco ponad 40 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, o tyle za cztery lata może dojść nawet do 60 proc. (choć oczywiście trudno to dokładnie prognozować, bo nie wiadomo, jakie będą średnie pensje w Polsce za cztery lata). Taka relacja - jak zauważa Ignacy Morawski, ekonomista z serwisu Spotdata.pl -  będzie prawdopodobnie wyższa niż w jakimkolwiek innym kraju OECD. Przyrównując z kolei płacę minimalną do mediany wynagrodzeń (kwoty, ponad którą i poniżej której zarabia równo po połowie Polaków), za cztery lata może ona stanowić nawet i 70 proc.

.. Spotdata.pl

Wydaje mi się, że została przekroczona istotna granica. Do tej pory zmiany, które wprowadzał rząd, w dużej mierze polegały na naśladowaniu krajów Europy Zachodniej - budowania państwa dobrobytu opartego o duże wydatki społeczne. Teraz doszliśmy do momentu, gdy nasz rząd chce sam wyznaczać trendy. To rozwiązanie dotyczące płacy minimalnej jest bardzo radykalne. Wiele wskazuje na to, że możemy być krajem o zdecydowanie najwyższej płacy minimalnej [w relacji do przeciętnego wynagrodzenia czy mediany - red.] w krajach OECD

- komentuje w rozmowie z next.gazeta.pl Ignacy Morawski, dodając, że w jego opinii nie powinniśmy przekraczać z płacą minimalną 50 proc. średniego wynagrodzenia.

Jakie będą konsekwencje bardzo szybkiego wzrostu płacy minimalnej?

Wydaje się, że zatrudnienie części osób będzie zupełnie nieopłacalne. Najgorsze jest to, że pracę mogą często tracić najsłabsi, najsłabiej wykształceni. Ponadto część firm, które opierają się na pracownikach zarabiających dużo mniej niż te nowe poziomy płacy minimalnej, może nie wytrzymać na rynku i paść. Inny negatywny efekt może być taki, że firmy będą podnosić ceny. Szczególnie firmy usługowe, które w dużej mierze opierają się na pracy manualnej, np. fryzjerzy, mechanicy samochodowi, sprzątacze, ochroniarze itd.

- prognozuje Morawski. Z drugiej strony, ekonomista zwraca uwagę, że w wskutek bardzo szybkiego wzrostu płacy minimalnej firmy mogą zwiększyć inwestycje w automatyzację i innowacje.

To jest główny argument rządu - premier mówił, że kończymy z modelem rozwoju opartym o niskie płace. To jest de facto próba regulacyjnego wymuszenia na firmach podniesienia innowacyjności. Rzeczywiście jest tak, że kiedy praca staje się droższa, to firmy mają więcej bodźców, żeby inwestować w efektywność. Sądzę, że jesteśmy w takim okresie, kiedy przechodzimy transformację rynku pracy - jest trudniej o pracowników, i stają się oni coraz drożsi. Prawdopodobnie jest to długookresowa zmiana. Ale jeżeli jest to proces tak gwałtowny, jak ma być zaaplikowany, to moim zdaniem wiele firm nie zdąży się dostosować. Nie dlatego, że nie może, ale dlatego, że proces zwiększania efektywności jest długi, to jest proces uczenia się

- zwraca uwagę Morawski. 

To jest tak, jakby komuś kazać przejść z pierwszej klasy do czwartej czy piątej, i mówić, że teraz wszystkie dzieci zdają egzamin na poziomie szóstoklasisty. Kto jest niżej, musi się podciągnąć. Jak ktoś jest w czwartej klasie, to się nie podciągnie. Gdyby to było takie proste, że można podnieść wynagrodzenie minimalne i nagle gospodarka staje się dużo bardziej innowacyjna, to już ktoś by to gdzieś wymyślił i zrobił. Myślę, że jeśli PiS-owi to się uda - i wyższe płace przełożą się na wyższą innowacyjność i efektywność - to będzie to naprawdę przewrót kopernikański w ekonomii. Uważam, że generalnie mechanizm "wyższa cena pracy = więcej inwestycji w efektywność" jest słuszna, ale nie w takim tempie

- komentuje ekonomista.

Morawski zaznacza przy tym, że podnoszenie płacy minimalnej jest coraz popularniejszym na świecie sposobem na wyrównywanie nierówności społecznych. Zauważa, że w Polsce dość istotnie podniesiono płacę minimalną w ostatniej dekadzie i negatywne efekty były mniejsze niż się obawiano.

Sądzę, że sam pomysł, aby płaca minimalna rosła czy to równo ze średnią płacą czy nawet minimalnie wyżej, nie jest zły. Natomiast skala i tempo wydają mi się zbyt duże. Do wbicia gwoździa można zastosować młotek albo młot pneumatyczny. Wydaje mi się, że teraz stosuje się młot pneumatyczny. A nie o to chodzi - można złamać deskę, gwóźdź...

- komentuje Morawski dodając, że w jego opinii koszty drastycznej podwyżki płacy minimalnej przeważą nad korzyściami i rząd ze swojej obietnicy płacy minimalnej 4 tys. zł brutto na koniec 2023 r. będzie się wycofywał. "Będą niuansować, wydłużać" - uważa ekonomista.