Brexit. Co zrobi Boris Johnson? "Wprowadził w błąd królową", "powinien zrezygnować". Komentarze

Brytyjski Sąd Najwyższy uznał, że Boris Johnson zdecydował o zawieszeniu prac parlamentu niezgodnie z prawem. Politycy z opozycyjnych partii wzywają premiera do rezygnacji ze stanowiska. Na nieco ponad miesiąc przed datą brexitu chaos w Wielkiej Brytanii tylko się powiększa.

"Decyzja o tym, by doradzić Jej Wysokości prorogację parlamentu była niezgodna z prawem, ponieważ skutkowała frustrowaniem lub uniemożliwieniem parlamentowi wypełniania jego konstytucyjnych funkcji, bez rozsądnego uzasadnienia" - powiedziała przewodnicząca Sądu Najwyższego Brenda Hale, ogłaszając wyrok w tej sprawie.

Wielka Brytania: Sąd Najwyższy uznał, że premier nie miał prawa zawiesić parlamentu

Decyzja 11 sędziów podjęło jednogłośnie. Oznacza ona, że tak naprawdę zarządzona przez Borisa Johnsona przerwa w obradach od 10 września do 14 października jest niebyła - parlament może więc wrócić do prac - to zależy już od jego organów, w tym od speakera Izby Gmin. John Bercow już powiedział, że parlament powinien niezwłocznie się zebrać.

Co ma zrobić Boris Johnson?

Jak donosi reporter Sky News, Downing Street uznaje nadzwyczajność decyzji, ale nie będzie jej komentować, dopóki nie zapozna się ze szczegółami wyroku.

Boris Johnson jest teraz w Nowym Jorku, gdzie poleciał na szczyt ONZ. Nie zareagował jeszcze na postanowienie Sądu Najwyższego. Tymczasem politycy partii opozycyjnych - Partii Pracy, szkockiej SNP, Zielonych i walijskiej Plaid Cymru - wzywają go do dymisji.

"Zapraszam Borisa Johnsona do rozważenia jego pozycji" - powiedział lider labourzystów Jeremy Corbyn.

"Stanowisko Borisa Johnsona jest nie do utrzymania i powinien mieć odwagę, by zrezygnować" - mówiła z kolei rzeczniczka SNP Joanna Cherry. Według szefa Partii Brexit Nigela Farage'a zawieszenie prac parlamentu było "najgorszą decyzją polityczną w historii", choć obwinia on za nią przede wszystkim głównego doradcę Borisa Johnsona, Dominica Cummingsa - "szarą eminencję" brexitu.

Liderka Liberalnych Demokratów Jo Swinson uznała, że Boris Johnson "Wprowadził w błąd królową i kraj oraz bezprawnie uciszył przedstawicieli ludzi".

Boris Johnson zdecydował o zawieszeniu prac parlamentu - prorogacji - na pięć tygodni, do 14 października - czyli tak naprawdę tuż przed datą brexitu, wyznaczoną na 31 października. Brexitu, do którego premier chce doprowadzić, nawet za cenę wyjścia Wielkiej Brytanii bez umowy, co groziłoby chaosem prawnym, organizacyjnym i uderzyłoby w gospodarkę.

>>>Londyn spiera się z Brukselą przede wszystkim o zapis dotyczący tak zwanego irlandzkiego backstopu. Najnowsze informacje na ten temat znajdują się tutaj: Brexit. Ciemne chmury nad Borisem Johnsonem. Donald Tusk: "Bez przełomu. Bez załamania. Bez czasu do stracenia"

Zgodnie z brytyjskimi zasadami (skomplikowanej, niespisanej konstytucji), prorogacja musiała być zatwierdzona przez królową Elżbietę. Głowa państwa brytyjskiego jest z zasady neutralna politycznie, stąd decyzję podjęła sugerując się radą premiera.

Brexit znów do przedłużenia?

Decyzja Sądu Najwyższego dotyczy bardziej praktyki politycznej na Wyspach niż samego brexitu, jednak nie pozostanie bez wpływu na ten proces. Przede wszystkim, wcześniejsze wybory parlamentarne są bardzo prawdopodobne, co zapewne pociągnęłoby za sobą kolejne przedłużenie artykułu 50. Traktatu o UE, czyli kolejne opóźnienie brexitu - a Johnson zapewniał, że tego nie zrobi. Premier może nadal próbować negocjacji z Unią, ale jak na razie nie widać w nich nie tylko przełomu, ale nawet postępu. No i nawet jeśliby coś wynegocjował, to jest spora szansa, że parlament, w którym nie ma większości, i tak go by nie poparł.

Zobacz wideo