Amerykański sąd federalny z Nowego Jorku wydał decyzję, na podstawie której Donald Trump, prezydent USA, a także jego biuro rachunkowe, mają przekazać prokuraturze dokumentację podatkową za osiem ostatnich lat - podaje "The Guardian". Gazeta podkreśla, że chodzi zarówno o wydatki prywatne jak i służbowe.
Jednocześnie sąd stwierdził, że próba ukrycia się w tej sytuacji za prezydenckim immunitetem mogłaby stawiać Donalda Trumpa ponad prawem.
Warto podkreślić, że Donald Trump jest pierwszym od 40 lat prezydentem , który nie chce ujawnić swoich informacji podatkowych. W trakcie swojej kampanii prezydenckiej dzisiejszy przywódca USA zapewnił, że to zrobi.
Sprawa ma związek z umową zawartą z aktorką porno Stephanie Clifford działającą pod pseudonimem Stormy Daniels. Na podstawie umowy zawartej pod koniec kampanii wyborczej Donalda Trumpa wypłacono jest 130 tys. dol. w zamian za milczenie na temat aktu seksualnego, do którego doszło w roku 2006 r. pomiędzy nią a dzisiejszym prezydentem USA.
W związku ze śledztwem, które wszczęto po przekazaniu pieniędzy, skazano już byłego prezydenckiego prawnika Michaela Cohena. Został skazany za składanie fałszywych zeznań i oszustwa podatkowe.
Amerykański prezydent wyrok zdążył skomentować na Twitterze. Stwierdził, że "radykalna lewica poniosła porażkę na wszystkich frontach, dlatego naciska na lokalnych prokuratorów, by znaleźli coś na Trumpa". "Coś takiego nie przydarzyło się nigdy żadnemu prezydentowi" - stwierdził Trump.
Sędzia, który wydał wyrok ws. amerykańskiego prezydenta nominację uzyskał od Billa Clintona, polityka Partii Demokratycznej, w czasie jego prezydentury.
W styczniu 2018 roku, jak już informowaliśmy, "The Wall Street Journal" opublikował tekst, z którego wynikało, że prawnik prezydenta Donalda Trumpa Michael D. Cohen miał pośredniczyć w 2016 r. w wypłaceniu Stephanie Clifford (aktorce porno znanej jako Stormy Daniels) 130 tys. dolarów za "zachowanie poufności".
Na początku marca Stormy Daniels pozwała jednak prezydenta USA, twierdząc, że umowa, którą podpisała na miesiąc przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych, jest "wadliwa". Na dokumentach brakuje podpisu Donalda Trumpa, aktorka i jej prawnik uważają, że kontrakt nie jest ważny.
Biały Dom zaprzeczył, by pomiędzy Stephanie Clifford a Donaldem Trumpem dochodziło wcześniej do bliższych kontaktów.
Czytaj też: Donald Trump straszy, że "zniszczy gospodarkę" Turcji. Lira mocno w dół
Z kolei Daniels w programie "60 minut" w CBS opowiedziała o swoim rzekomym romansie z Trumpem. Opisywała, że przyszły wówczas prezydent USA dostawał od niej klapsy magazynem z nim samym na okładce. Według Daniels sytuacja z klapsami sprawiła, że Trump otworzył się i zaczął z nią rozmawiać.