Maciej Wisławski, rajdowy mistrz Europy: Polacy potrzebują edukacji drogowej od przedszkola

Robert Kędzierski
W niedzielę na warszawskich Bielanach doszło do tragedii. Kierowca bmw wjechał w rodzinę przechodzącą przez pasy. Zginęła jedna osoba. Wypadek skłania do ponownego stawiania pytań o kulturę jazdy Polaków i ich podejście do bezpieczeństwa. Redakcja Next Gazeta.pl rozmawiała na ten temat z Maciejem Wisławskim, wybitnym kierowcą rajdowym.
Zobacz wideo

Maciej Wisławski, zdobywca tytułu rajdowego mistrza Europy, w rozmowie z Next Gazeta.pl ocenił, co ma największy wpływ na bezpieczeństwo drogowe. Pretekstem były niedzielne wydarzenia w Warszawie. Przypomnijmy - w rodzinę przechodzącą przez pasy wjechało rozpędzone bmw. Zmarł 33-letni mężczyzna, a jego dziecko, które było w wózku, trafiło do szpitala.

Wisławski stwierdził, że Polacy wciąż mają w sobie gen braku szacunku do prawa i przepisów, co przekłada się na sytuację na drogach. Nie jest to jednak jedyny powód problemów z naszą kulturą jazdy. - Problemy są wynikiem wielu różnych uwarunkowań, m.in. geopolitycznych i historycznych. To położyło się cieniem na całym naszym stosunku do prawa - stwierdził.

Warto jednak pamiętać o tym, że zmian, które zaszły,+ jest znacznie więcej. Kiedyś na drodze np. do Gdańska rzadko zdarzało się wyprzedzanie. Te same drogi dzisiaj właściwie cały czas są wypełnione sznurem samochodów. Tymczasem nie ma żadnej edukacji, która by szczególnie młodych kierowców na to przygotowała

- dodał.

Wisławski, który na początku października został rzecznikiem prasowym Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi, podkreśla rolę edukacji, zmiany stosunku do bezpieczeństwa, konieczność swego rodzaju "pracy u podstaw". - Jeżdżę po niszowych, regionalnych mediach i przekonuję, żeby naprawdę podjąć temat edukacji. Nauczyć, w szczególności młodzież, tego, czym jest w ogóle ruch drogowy, jak wygląda relacja człowiek-samochód - powiedział.

W 30 godzin nikt nie nauczy się jeździć

Kierowca rajdowy zwraca też uwagę na system szkolenia kierowców. Maciej Wisławski twierdzi, że możliwość samodzielnego uczenia się zagadnień teoretycznych nie sprzyja bezpieczeństwu. Liczba godzin spędzanych za kółkiem również powinna być wyższa.

Przez 30 godzin, z czego parę na placu, nie można się nauczyć dobrze jeździć. Tu potrzebna jest edukacja wpajana od dziecka, od przedszkola, szkoły podstawowej. Potrzebna jest zmiana metodyki nauczania młodych ludzi. Po pół roku od egzaminu taki młody kierowca powinien odbyć obowiązkowe szkolenie z doskonalenia techniki jazdy. Nawet jeśliby zbyt wiele się nie nauczył, z pewnością nabrałby pokory, bo zrozumiałby, jak mało umie

- wyjaśnił Wisławski.

Stwierdził też, że bezpieczeństwa drogowego nie da się podnieść wyłącznie zmianą przepisów.

Jazda na tzw. suwak czy obowiązek tworzenia korytarzy życia to powinno być coś naturalnego, powinno wynikać ze zwykłej osobistej kultury, a nie być wymuszane przepisami

- stwierdził.

Wyjaśnił też, że jego zdaniem edukacja i zmiana podejścia do bezpieczeństwa drogowego od najmłodszych lat przyniesie znacznie lepsze skutki niż nawet najsurowsze mandaty.

Czytaj też: Resort infrastruktury informuje, ile zapłacimy za drogi. 42 mln zł za kilometr "ekspresówki"

- Jeśli uda się podnieść bezpieczeństwo drogowe, będę się czuł spełniony. Nie ma przecież nic ważniejszego od wartości totalnych. A moja rodzina, tak jak miliony innych, porusza się w tych właśnie niekorzystnych warunkach drogowych. Dlatego każdemu powinno zależeć, by to bezpieczeństwo podnosić - stwierdził Maciej Wisławski.

Więcej o: