Boris Johnson na drodze referendum ws. niepodległości Szkocji. Nicola Sturgeon chce walczyć

Premier Wielkiej Brytanii odrzucił możliwość przeprowadzenia referendum w sprawie niepodległości Szkocji. - Nie sądzę, by ludzie w tym kraju uważali, że referenda są bardzo dobre dla harmonii - powiedział Boris Johnson. Z kolei szefowa szkockiego rządu przywołuje argument z brexitem.

Szkockie władze odświeżają pomysł na referendum w sprawie oderwania się od Wielkiej Brytanii. Szefowa autonomicznego szkockiego rządu w sobotę wystąpiła na wiecu zwolenników niepodległości Szkocji po raz pierwszy od pięciu lat i zapowiedziała, że złoży wniosek w tej sprawie. By je zorganizować, potrzebna jest zgoda władz w Londynie. Edynburg jej jednak nie dostanie - przynajmniej dopóki premierem będzie Boris Johnson.

Boris Johnson nie chce referendum w Szkocji

O pomysł Nicoli Sturgeon premier mówił w telewizji Sky News. Powiedział, że nie chciałby, by taki plebiscyt się odbył, szczególnie, że zaledwie kilka lat podobne referendum miało miejsce. - Mieszkańcom Szkocji w 2014 roku powiedziano, że to wydarzenie odbywające się raz na pokolenie - argumentował Johnson.

Nie sądzę, by ludzie w tym kraju uważali, że referenda są bardzo dobre dla harmonii

- dodał.

Trudno nie zgodzić się z tym twierdzeniem, jeśli przywołać wyniki referendum w sprawie brexitu. W 2016 roku tylko nieco ponad połowa głosujących opowiedziała się za opuszczeniem Unii Europejskiej - było to 51,89 proc. Społeczeństwo nadal się mocno podzielone, podobnie jak politycy, i to jest jeden z powodów, dla których Wielka Brytania opóźnia brexit - parlament nie zatwierdził jeszcze umowy "rozwodowej" z UE.

>>>Zobacz, co Brytyjczycy myślą o brexicie i kogo najbardziej obwiniają o chaos:

Zobacz wideo

Nicola Sturgeon powołuje się na brexit

W tym samym referendum z 2016 roku 62 proc. mieszkańców Szkocji zagłosowało za pozostaniem w Unii. I na to wydaje się powoływać teraz pierwsza minister rządu w Edynburgu. Już w sobotę zapowiedziała, że doprowadzi do referendum niepodległościowego w przyszłym roku, jeśli Szkoci w grudniowych wyborach krajowych zagłosują za "ucieczką od chaosu, podziału i nieszczęścia brexitu". Nicola Sturgeon jest też przewodniczącą Szkockiej Partii Narodowej (SNP). Jej zdaniem, jeśli w wyniku nadchodzących wyborów SNP zdobędzie większość szkockich miejsc w Izbie Gmin, będzie to "jasny przekaz, że chcemy wziąć swoją przyszłość we własne ręce".

W niedzielę odniosła się też do słów Borisa Johnsona. Jej zdaniem jego stanowisko "jest nie do uzasadnienia i z pewnością nie jest demokratyczne".

Nie zauważył, że wiele się zmieniło od czasu referendum w sprawie niepodległości Szkocji z 2014 roku. Zwłaszcza, że jesteśmy w obliczu wyprowadzenia nas z UE wbrew naszej woli

- powiedziała Nicola Sturgeon.

Pierwsze referendum w sprawie niepodległości Szkocji odbyło się we wrześniu 2014 roku. Za odłączeniem się od Wielkiej Brytanii opowiedziało się wtedy 44,7 proc. głosujących, za pozostaniem 55,3 proc.