W Wenezueli dolarów jest trzy razy więcej niż lokalnej waluty. Boliwarami równie dobrze można palić w piecu

Hiperinflacja i spadek wartości boliwara wykańczają gospodarkę Wenezueli i mieszkańców kraju. Na co dzień łatwiej jest płacić dolarami amerykańskimi niż miejscową walutą. Nicolas Maduro z dolaryzacją gospodarki już nie walczy, a nawet przyznaje, że mu się ona podoba.

W Wenezueli w obiegu są dolary o wartości 2,7 mld dolarów. To trzy razy więcej niż wartość całej gotówki w boliwarach, jaka znajduje się w tym kraju - podaje Bloomberg, powołując się na dane firmy analitycznej z Caracas. Ponad połowa transakcji w gotówce w tym kraju odbywa się w dolarach właśnie, ludzie płacą nimi za nawet najmniejsze zakupy.

Do niedawana takie działanie było nielegalne, ale władze zaczęły przymykać na to oko. Kilka tygodni temu Nicolas Maduro w wystąpieniu telewizyjnym przyznał, że jest to mu nawet na rękę. "Ten proces, który nazywają dolaryzacją, może pomóc w odbudowie kraju. Dzięki Bogu, że istnieje" - mówił.

To dlatego, że boliwar tak osłabł, że jest już niemal bezwartościowy. Media obiegały zdjęcia stosów gotówki, jaką trzeba przygotować, by w WenezuEli zrobić zakupy. W ubiegłym roku przeprowadzono denominację, ale to nie zmieniło zbyt wiele.

Więcej o:

Polecane dla Ciebie

Komentarze (36)
Wenezuela. Dolarów jest trzy razy więcej niż lokalnej waluty. Boliwarami równie dobrze można palić w piecu
Zaloguj się
  • komercyjny02

    Oceniono 9 razy 7

    Kiedy oficjalna waluta nie wypełnia elementarnych funkcji pieniądza, to uczestnicy życia gospodarczego rychło znajdują sobie zamienniki.
    W tużpowojennych Niemczech, w których dotychczasowa Reichsmark też osiągnęła wartość śmieciową, taką rolę pełniły na przykład:
    a) amerykańskie papierosy (przed kinami wyświetlającymi filmy dla oficerów alianckich przed każdym seansem grupka wojskowych popalała . . . a tuż obok zawsze kręciło się kilku niemieckich cywilów, którzy wiedzieli, że Anglosasi za chwilę rzucą niedopałki na chodnik i będzie się można do nich dorwać; za napiwek w postaci jednego papierosa niemiecki fryzjer czy kelner kłaniał się w pas a za całą paczkę można było zaznać intymnej przyjemności w towarzystwie całkiem apetycznej blond Fräulein),
    b) amerykańskie nylonowe pończochy (bezszwowe) - po tym jak papierosy się zdewaluowały, bo kwatermistrze US Army wydawali je bez ograniczeń,
    c) amerykańskie dolary (co teoretycznie było nielegalne).

    Dopiero w 1948 wprowadzono do obiegu D-Mark w ilościach na tyle ograniczonych (w stosunku do podaży towarów), że ludzie szybko zaczęli ją szanować.

    W najnowszej historii Polski, tuż przed Balcerowiczem upodlenie złotego może nie doszło aż do tego stopnia, ale jednak . . .

  • keram2225

    Oceniono 6 razy 4

    dobrze się przyjrzyjcie - tak będzie w Polsce po jeszcze kilku latach rządzenia pisowskiego bydła

  • dyktator_bolandy

    Oceniono 6 razy 2

    socjalizm-antyamerykanizm-upadek.

  • zigzaur

    Oceniono 7 razy 1

    Jak w PRL w latach osiemdziesiątych. Towarzysze Messner, Szałajda, Gorywoda, Wilczek i inni wymyślili jeszcze tzw. premie eksportowe i tzw. wsad dewizowy. Spowodowało to, że państwowe przedsiębiorstwa eksportowały na siłę za centy i fenigi żeby tylko zdobyć cenne dewizy. Oczywiście, musiały te dewizy wpłacać na obowiązkowe konto ale nie miały prawo ich podjąć. Z kolei mogły żądać od kooperantów tych dewiz ale po wypełnieniu stert podań, załączników, przydziałów, zezwoleń, limitów, normatywów itd.

    Przykład skutku: fabryka farb nie mogła produkować farb i były przejściowe trudności na rynku. Nie mogła produkować farb, bo producent pigmentu żądał wsadu dewizowego. To znaczy produkcja była limitowana. Żeby zdobyć cenne dewizy fabryka sprzedawała farby za grosze (austriackie) z ogromną stratą. To samo robił producent pigmentów. Sprzedawał na pniu pigmenty za grosze (czasami też centy i fenigi). Jednocześnie żądał wsadu dewizowego od producenta farb.
    Efekt był taki, że już w Cieszynie za granicą austriacki pośrednik zmieniał faktury i opakowania i wyeksportowany (do Austrii!) pigment eksportował z Austrii do PRL, lekko tylko zmieniając faktury i oznakowania opakowań. Towaru nawet nie przeładowywano, te same ciężarówy i naczepy robiły rundę po Czeskim Cieszynie. Ale przecież nie można było mieszać dwóch różnych systemów walutowych.
    Potem te różne Messnery/Szałajdy/Gorywody/Wilczki wymyśliły tzw. program produkcji antyimportowej, co już było zupełnym cyrkiem.

    Na szczęście był Plan Balcerowicza a do tego USA umorzyły długi za uratowanie agentów z Iraku i udział w Pustynnej Burzy.

    Czy Wenezuela zrobi coś, za co otrzyma od USA nagrodę?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX