Kiedy wybory prezydenckie? "Mamy kryzys ustrojowy", "ryzyko destabilizacji władzy państwowej"

Kiedy odbędą się w Polsce wybory prezydenckie? Czerwiec? Lipiec? Sierpień? Jeszcze później? Wciąż wszystko się może zdarzyć. Środowe wspólne oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego i Jarosława Gowina wyjaśniło, że nie będziemy głosować 10 maja. Ale w sprawie wyborów, która już jest skandalicznym węzłem gordyjskim, tylko przybyło kolejnych wątpliwości.
Zobacz wideo

12 lipca - to termin pierwszej tury wyborów prezydenckich, który w czwartek 7 maja w medialnych pogłoskach pojawia się najczęściej. Podają go m.in. portal 300polityka i TVN24. Ale "giełda" dat jest zdecydowanie większa, padają na niej zarówno inne terminy lipcowe (5 lipca, 19 lipca), jak i daty w czerwcu (liczy na to wicepremier Jacek Sasin) czy sierpniu. W tym ostatnim przypadku należy pamiętać, że 6 sierpnia kończy się kadencja prezydenta Dudy.

Jak dziś wygląda kalendarz wyborczy? Sam szef Kancelarii Premiera Rady Ministrów Michał Dworczyk przyznaje, że "nikt nie może precyzyjnie powiedzieć, kiedy odbędą się wybory". Sytuacja jest bardzo nieprzewidywalna.

Co dziś wiemy? 10 maja nie będziemy głosować. Nie wiadomo, czy (i kiedy) wobec tego Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi wyniki wyborów, które się nie odbyły. Potem pałeczkę przejmuje Sąd Najwyższy. Ma on 30 dni na decyzję, że "wybory-niewybory" były ważne albo nieważne. Może się też uchylić się od decyzji, uznając, że trudno oceniać ważność lub nieważność wyborów, które się nie odbyły.

Kaczyński i Gowin w środowym oświadczeniu założyli, że Sąd Najwyższy oznajmi, że wybory były nieważne, ale przecież SN powinien być organem niezależnym i trudno mu cokolwiek dyktować. Z kolei dr Mikołaj Małecki z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego i Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego, pisze na swoim facebookowym blogu, że Sąd Najwyższy nie może stwierdzać ważności albo nieważności wyboru, skoro w wyniku procedur wyborczych nie doszło do żadnego "wyboru". 

Uchwała Sądu Najwyższego o stwierdzeniu ważności wyboru ma postać indywidualno-konkretną - to ocena ważności wyboru konkretnego kandydata. Tak właśnie działo się konsekwentnie np. w 2015 r., gdy stwierdzono ważność wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta RP. W niedzielę 10 maja 'wyboru' nie będzie, więc nie ma czego unieważniać, zatem nie będzie podstaw do zarządzenia na tej podstawie nowych wyborów. W każdym razie nie można w żadnym razie zakładać, że Sąd Najwyższy musi stwierdzić nieważność wyborów. Sąd nic nie musi. To z kolei oznacza, że machnięcie ręką na wybory 10 maja prowadzi do ryzyka destabilizacji władzy państwowej prezydenta. W sierpniu upływa kadencja Prezydenta. Nowa kompetencja marszałka Sejmu do zarządzenia kolejnych wyborów pojawi się dopiero po opróżnieniu urzędu

- pisze dr Małecki.

W każdym razie, Sąd Najwyższy ma 30 dni na jakąś decyzję. Jeśli dojdzie do wniosku, że wybory były nieważne, to w terminie do 14 dni Marszałek Sejmu ogłasza nową datę wyborów. Muszą one odbyć się w terminie maksymalnie 60 dni do dnia ich ogłoszenia, w dzień wolny od pracy.

embed

Czy marszałkini Elżbieta Witek mogłaby ogłosić datę wyborów np. na za miesiąc? Tu znów pojawiają się znaki zapytania. Teoretycznie, skoro wybory mielibyśmy przeprowadzić od nowa, to przepisy dają prawo rejestracji komitetów na 55 dni przed datą wyborów, a to już znacząco ogranicza pole manewru co do terminu wyborów.

Według stanu na dzisiaj, to będą zupełnie nowe wybory. Kandydatury muszą zostać zgłoszone od nowa

- komentuje dla next.gazeta.pl konstytucjonalista prof. Marek Chmaj. - Obiecano, że dotychczasowi kandydaci zachowają swoje prawa [m.in. w zakresie zebranych 100 tys. podpisów - red.], ale nie wiem na jakiej podstawie, bo nie ma takich przepisów. Obiecano, że kwestie proceduralne zostaną uregulowane w ustawie, której jeszcze nie ma. Chaos jest nieprawdopodobny. Wcale nic nie wyjaśniono - dodaje prof. Chmaj. 

Z drugiej strony, pojawiają się też głosy (za "Rzeczpospolitą"), że Sąd Najwyższy może orzec tylko częściową nieważność wyborów, np. co do samego głosowania. Wtedy nie byłoby nowych kandydatów.

Patryk Wachowiec, prawnik z Forum Obywatelskiego Rozwoju, wylicza, że najwcześniejszym możliwym terminem przeprowadzenia wyborów jest 19 lipca. Ale znów - jest tyle niewiadomych i możliwości "nagięcia" scenariuszy, że przywiązywanie się do tej daty chyba nie ma sensu.

Zgodnie z tak zarysowanym kalendarzem, teoretycznie wybory mogłyby się odbyć nawet w sierpniu. Ale tutaj problemem jest kolejna kluczowa data, a mianowicie 6 sierpnia. Wówczas kończy się kadencja prezydenta Andrzeja Dudy. Do tego dnia nowy prezydent musi zostać zaprzysiężony. Gdyby nie został, obowiązki prezydenta przejmuje Marszałek Sejmu, jednocześnie... ogłaszając nowe wybory.

Ewentualnie, możliwe jest wprowadzenie stanu nadzwyczajnego - wówczas, zgodnie z Konstytucją RP, kadencja prezydenta zostaje przedłużona (a wybory mogą odbyć się najwcześniej w ciągu 90 dni od dnia zakończenia stanu nadzwyczajnego). 

Wybory. "Nic nie jest political fiction"

Obecnie nic nie jest political fiction. Wtedy, kiedy robi się ciekawie dla polityki, to robi się niezwykle nieciekawie dla państwa prawa. Mamy do czynienia z niebywałym skandalem konstytucyjnym. Mamy sytuację kryzysu ustrojowego, do którego doprowadziła większość rządząca. Funkcjonujemy obecnie w rzeczywistości, w której - jak potwierdza sam fakt skierowania wniosku przez Marszałek Sejmu do Trybunału Konstytucyjnego - zwykłe konstytucyjne środki nie wystarczają do utrzymania funkcjonowania państwa

- komentuje dla next.gazeta.pl Eliza Rutynowska z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Prawniczka zwraca też przy okazji uwagę na dwie poważne wątpliwości związane z obecnym kryzysem politycznym. Po pierwsze, to fakt, że w przedmiocie ważności wyborów (czy - jak sama określa je Rutynowska - "pseudowyborów") orzekać będzie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. - Jako prawnicy zajmujący się praworządnością, mamy co do niej ogromne wątpliwości ze względu na jej obsadzenie sędziami z nominacji tzw. neo-KRS. Legitymacja tych sędziów i tej Izby będzie ewentualną podstawą do podważania ważności orzeczeń - komentuje Rutynowska. 

Druga wątpliwość to sama legitymacja prezydenta wybranego w wyborach.

Od ponad miesiąca otrzymujemy sygnały z bardzo poważnych gremiów, od rekomendacji Rady Europy do OBWE, że wybory przeprowadzane w taki sposób, takimi ustawami, nie będą de facto wyborami demokratycznymi. Powstaje więc pytanie, czy głowa państwa wybrana w takich wyborach będzie uznawana przez inne kraje

- mówi Rutynowska.