Eksperci apelują do Facebooka, Twittera i Google ws. fake newsów. "Infodemia gorsza od koronawirusa"

Specjaliści z całego świata, walczący z pandemią COVID-19, domagają się od gigantów technologicznych zapanowania nad zalewem dezinformacji.
Zobacz wideo

W liście otwartym, który został opublikowany w "New York Timesie" jako całostronicowe ogłoszenie, wirusolodzy, lekarze, pielęgniarze i pracownicy instytucji opieki medycznej, walczący z pandemią koronawirusa, domagają się od potentatów technologicznych, takich jak Facebook, Twitter i Google, by "nie wzniecali dalej kłamstw, oszczerstw i wymysłów, które zagrażają zdrowiu nas wszystkich".

Teraz mierzymy się nie tylko z pandemią COVID-19, ale także z globalną infodemią dezinformacji: fałszywe doniesienia o tym, że kokaina jest skutecznym lekarstwem, albo że wirus wywołujący COVID-19 powstał w chińskim lub amerykańskim laboratorium broni biologicznej, rozchodzą się w sieci szybciej niż koronawirus. Platformy internetowe podjęły próby przeciwdziałania: usuwają niektóre materiały oznaczone jako fałszywe i bezpłatnie publikują ogłoszenia Światowej Organizacji Zdrowia. To jednak nie wystarcza

– piszą sygnatariusze.

Znają realne konsekwencje

"Gigantyczny zalew fałszu i treści wprowadzających w błąd na temat koronawirusa nie jest odosobnionym przypadkiem, ale częścią globalnej plagi. Na Facebooku widzieliśmy już twierdzenia, że dwutlenek chloru leczy raka i pomaga osobom z autyzmem, że milionom Amerykanów »wstrzyknięto wirusa raka« razem ze szczepionką na polio albo że zaburzenie ADHD zostało wynalezione przez wielkie koncerny farmaceutyczne. Te kłamstwa mają groźne konsekwencje"- piszą pierwotni sygnatariusze listu, wśród których było m.in. czworo niemieckich lekarzy: Christian Drosten, Melanie Brinkmann, Jürgen Ellingen i Christopher Rommel.

Dlatego lekarze apelują do wielkich platform technologicznych, aby podjęły natychmiastowe i systematyczne działania w celu zatamowania strumienia dezinformacji, który pogarsza i tak już poważny kryzys zdrowia publicznego. "Pracując w szpitalach, klinikach i przychodniach całego świata aż za dobrze znamy realne konsekwencje tej infodemii. A chociaż walczymy z reperkusjami tych kłamstw, to właśnie nas często obarcza się winą. Dezinformacja godzi w morale ludzi, którzy i tak pracują często na skraju wyczerpania, a koszty zwalczania i skutków są coraz większym obciążeniem dla topniejących budżetów zdrowia publicznego".

Odpowiedzialność koncernów

Sygnatariusze listu domagają się konkretnych działań od platform internetowych. Po pierwsze powinny one publikować sprostowania fałszywych informacji dotyczących zdrowia. Oznacza to wyświetlanie powiadomień każdej osobie, która zetknęła się z dezinformacją na tych platformach, a także publikowanie czytelnie zredagowanych, zgodnych z prawdą sprostowań, sprawdzonych przez niezależnych weryfikatorów.

Po drugie platformy społecznościowe powinny zrewidować algorytmy, które decydują o tym, jakie treści są wyświetlane użytkownikom. Oznaczałoby to obniżanie rankingu szkodliwych dezinformacji oraz stron i grup, które je udostępniają. "Platformy powinny zniechęcać, a nie zachęcać" — napisano. Szkodliwe dezinformacje oraz strony i kanały należące do użytkowników, którzy je wielokrotnie rozpowszechniają, powinny być usuwane z algorytmów polecających treści.

Zaznacza się przy tym, że koncerny technologiczne, które umożliwiają rozprzestrzenianie się różnych idei i czerpiące z tego zyski, mają bezprecedensową władzę i powinny ponosić szczególną odpowiedzialność za "ukrócenie śmiercionośnego zalewu dezinformacji".

Dezinformacja zabija

O tym, jakie skutki mogą mieć fake newsy na temat koronawirusa, nowojorski lekarz Dunkan Maru przekonuje się prawie codziennie. Epidemiolog z Queens był inicjatorem tego listu i dołączył do niego własny tekst, gdzie opisuje, jak ratował już pacjentów, którzy pili środki dezynfekujące, żeby się "wyleczyć" albo którzy są przekonani, że kryzys to jedno wielkie oszustwo i dlatego nie przestrzegają dystansu socjalnego albo odmawiają przyjęcia pomocy, której właściwie potrzebują.

"Błędne albo niezweryfikowane jeszcze naukowo informacje rozprzestrzeniają się w błyskawicznym tempie i mogą niepotrzebnie wywoływać strach i szkody" — ostrzega niemiecka lekarka Melanie Brinkmann, która także dołączyła do apelu swój przyczynek. Jako przykład podaje ona doniesienia o wystąpieniu agresywnych mutacji wirusa czy rzekomo skutecznych terapiach.

Amerykański lekarz Rajeev Fernando podkreśla w swojej wypowiedzi, że błędne informacje doprowadziły do tego, że wielu ludzi przez długi czas nie przychodziło do szpitala, a leczenie pozwoliłoby uniknąć zgonu. "W kryzysie takim jak obecny walka z pseudoinformacjami w Internecie jest tak samo ważna jak pozostawanie w domu czy utrzymywanie społecznego dystansu".

Artykuł pochodzi z serwisu "Deutsche Welle"