Państwowe spółki mogą nie dostać pieniędzy za maseczki. "Część niezgodna z wytycznymi premiera"

Państwowe spółki na sprowadzenie z Chin środków ochrony bezpośredniej wydały niemal miliard złotych. Możliwe jednak, że za część towaru pieniędzy nie dostaną. - Jeśli towar nie spełni wymogów, to 100-proc. zwrotu kosztów nie będzie tłumaczy szef KPRM. Eksperci wyjaśniają z kolei, że doświadczony handlowiec bardzo szybko zorientowałby się czy maseczki mają odpowiedni certyfikat.

Sprowadzenie sprzętu ochrony bezpośredniej z Chin zostało uznane przez rząd za jeden z największych sukcesów. Z czasem okazało się jednak, że część towaru budzi wątpliwości. Niektóre maseczki mogą mieć nieodpowiedni certyfikat. Tymczasem na zakup towaru wydano fortunę - ok. 800 mln zł.

Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nie zapłaci za maseczki państwowym spółkom?

W sprowadzenie towaru zaangażowane były trzy państwowe spółki: KGHM, Lotos i Agencja Rozwoju Przemysłu. "Dziennik Gazeta Prawna" wyjaśnia, że działały na polecenie premiera. Informator pochodzący z kręgów rządowych potwierdza w rozmowie z dziennikiem, że "część sprzętu ochronnego nie spełnia wymogów i jest niezgodna z wytycznymi premiera".

Szef KPRM minister Michał Dworczyk przyznaje z kolei otwarcie, że na razie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nie zwróciła spółkom, które sprowadziły towar, ani złotówki. - Jeśli towar nie spełni wymogów, to 100-proc. zwrotu kosztów nie będzie. Jeżeli okaże się, że spełniają normy maseczek chirurgicznych, to zapłacimy za nie tyle, ile byśmy płacili za taki rodzaj maseczek - wyjaśnia Dworczyk.

"Lampka ostrzegawcza powinna się komuś zapalić"

Eksperci, którzy specjalizują się w sprowadzaniu maseczek, tłumaczą w rozmowie z "Dziennikiem", że doświadczeni handlowcy wiedzą jak weryfikować to, czy maseczka ma odpowiedni certyfikat. Na produkcie powinna się bowiem znaleźć odpowiednia informacja, tymczasem część towaru sprowadzonego przez państwowych gigantów takiego oznaczenia nie ma. "Brakuje podstawowych informacji i lampka ostrzegawcza powinna się komuś zapalić" - kwituje osoba, która zajmuje się importem maseczek.

Możliwe, że państwowe firmy będą musiały egzekwować pieniądze od pośredników, którym zleciły dostawę towarów. Chyba, że, jak tłumaczy ekspert cytowany przez dziennik, "kupujący nie sprawdził, co tak naprawdę wziął".

Czytaj też: Maseczki sprowadzone przez Kulczyk nie spełniają normy? Ministerstwo bada sprzęt. Prasa: Nadgorliwość

Na początku maja "Gazeta Wyborcza" alarmowała, że część maseczek, które przyleciały do Polski z Chin, nie mają certyfikatów, a Amerykanie nie dopuścili ich do obrotu.

Zobacz wideo Czy to dobry moment na zakup mieszkania?
Więcej o: