Branża turystyczna boi się upadku. "Istnieje niebezpieczeństwo, że wiele firm zbankrutuje"

Firmy turystyczne naciskają na rząd w kwestii pilnej pomocy. Zdaniem ekspertów wakacyjne wyjazdy Polaków to za mało, by branża mogła wrócić do dawnej formy. Resort rozwoju obiecuje pomoc, jednak projekt ustawy ma zostać zaprezentowany dopiero pod koniec lipca.

Branża turystyczna chce szybszych działań rządu. Obawia się, że pomimo sezonu wakacyjnego wielu przedsiębiorców nie przetrwa. Wśród przedstawicieli firm turystycznych, eventowych, organizujących imprezy, rośnie rozgoryczenie.

- Same tylko hotele swoje straty w wyniku epidemii koronawirusa mogą szacować na miliard złotych miesięcznie. Wiele branż - np. konferencyjna, koncertowa - odnotowują spadki powyżej 80 proc. w porównaniu do zeszłego roku. Pojawiają się też niepokojące informacje dotyczące najbliższej przyszłości - wiele firm zdecydowało bowiem, że konferencje, spotkania, sympozja, zostaną odwołane do końca roku - wyjaśnia w rozmowie z Gazeta.pl Bartosz Bieszyński, koordynator branżowego Sztabu Kryzysowego.

- Rozmowy z rządem trwają, jednak mamy wrażenie, że brakuje tu podejścia biznesowego. W innych krajach pomoc dla branży jest już wdrożona - w Wielkiej Brytanii to na przykład 1,5 mld funtów. W Polsce projekt przepisów ma zostać zaprezentowany 22 lipca, zanim przejdzie proces legislacyjny, będzie po sezonie - wyjaśnia Bieszyński.

Inni przedstawiciele branży również nie kryją rozgoryczenia. - Istnieje niebezpieczeństwo, że wiele firm i obiektów turystycznych zbankrutuje, bo jeżeli nie ma popytu, to nie będą w stanie pokryć kosztów - mówi Andrzej Hulewicz, wiceprezes Mazurkas Travel. - Branża turystyczna bardzo ucierpiała w wyniku pandemii, większość firm jest w złej kondycji. Dostaliśmy pomoc, za którą jesteśmy wdzięczni, ale ona tylko w części pokryła nasze koszty. Wiele firm potrzebuje jej nadal. Jeżeli chcemy zachować potencjał, który tkwi w tych firmach, i utrzymać wkład branży turystycznej do dochodu narodowego na dotychczasowym poziomie, dalsza pomoc jest potrzebna. Zarówno branży, jak i budżetowi państwa będzie się to opłacało - dodaje ekspert.

Branża naciska na rząd

Nacisk branży na rząd rośnie. Jeszcze pod koniec czerwca Ministerstwo Rozwoju zapowiadało, że efekty pomocy zostaną ocenione po wakacjach.

Łukasz Adamowicz, wiceprezes Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel i członek sektorowego zespołu kryzysowego, podkreśla, że wśród przedsiębiorców zajmujących się turystyką nastroje nie są najlepsze. Część rozważa złożenie pozwu zbiorowego przeciw Skarbowi Państwa, inni postulują przemarsz przez Warszawę.

- Ludziom pokazuje się obrazki z agroturystyki czy pensjonatów nad morzem, gdzie jest większe obłożenie. Ale to jest to niewielki wycinek branży, który nie pokazuje prawdy. A ta jest ponura - stwierdza Adamowicz w rozmowie z Money.pl. - Wciąż stoi cała turystyka przyjazdowa i wyjazdowa, branża spotkań i wydarzeń oraz transport turystyczny. Pozamykanych jest wciąż wiele hoteli miejskich, a te, które się otworzyły, mają w najwyższym sezonie wakacyjnym obłożenie na poziomie 10 do maksymalnie 30 proc. To z kolei generuje większe koszty niż wówczas, gdyby były one całkowicie zamknięte - dodaje.

Nowe propozycje za dwa tygodnie

Odpowiedzialna za turystykę Jadwiga Emilewicz, ministra rozwoju i wicepremierka, zapowiedziała, że ustawy, które mają być podstawą nowych form pomocy dla branży, zostaną przedstawione 22 lipca. Główne założenia przewidują stworzenie dwóch nowych funduszy - pierwszy miałby pomóc w zwracaniu klientom zaliczek za imprezy, które ostatecznie się nie odbyły, drugi miałby być kołem ratunkowym na przyszłość, gdyby sytuacja taka jak epidemia koronawirusa się powtórzyła.

Branża turystyczna będzie też mogła prawdopodobnie liczyć na kolejne trzy miesiące zwolnienia ze składek na ZUS.

Możliwe też jest wprowadzenie nowego rozwiązania przypominającego bon turystyczny. Firmy miałyby prawo proponować klientom zwrot kwoty za odwołaną imprezę w postaci bonu do wykorzystania w Polsce. Jego wartość mogłaby jednak być podniesiona nawet o 25 proc. - różnicę dopłacałoby państwo. Ile z tych propozycji znajdzie się ostatecznie w przepisach - tego resort rozwoju jeszcze nie zdradza.

Branża turystyczna na minusie

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK wynika, że zadłużenie podmiotów turystycznych tylko między marcem a majem wzrosło o blisko 37 mln zł, do 118 mln zł. Biorąc pod uwagę dłuższy okres - od marca zeszłego roku do maja 2020 r., to mówimy już o ponad 59 mln zł zadłużenia.

Czytaj też: LOT: Apelujemy do pasażerów, aby sprawdzali wymogi sanitarne krajów, do których się udają

Największe kłopoty mają organizatorzy imprez turystycznych - są zadłużeni na 56,1 mln zł. Pozostałe firmy zajmujące się rezerwacją mają 43,6 mln zł niespłaconych należności, agencji 11,9 mln, a pośrednicy 5,2 mln zł.

O skali uderzenia epidemii koronawirusa w branżę najlepiej mówią dane za kwiecień. Zakaz podróżowania spowodował, że tylko samo wykorzystanie bazy noclegowej w Polsce w spadło wówczas o 97,5 proc. względem analogicznego miesiąca zeszłego roku.

Zobacz wideo Czy widzowie wrócili do kin? Rozmowa z prezesem Heliosa [#BiznesWalczy]