Nowe zasady dla osób podejrzewających u siebie zakażenie. Najpierw teleporada [WYKRES DNIA]

15 września mają wejść w życie nowe zasady m.in. dotyczące osób, które zauważyły u siebie objawy mogące świadczyć o zakażeniu koronawirusem. Z zaleceń Ministerstwa Zdrowia wynika, że najpierw taki pacjent będzie musiał telefonicznie skontaktować się ze swoim lekarzem rodzinnym.

Do tej pory Ministerstwo Zdrowia radziło, by w przypadku objawów takich jak np. gorączka, kaszel, duszności i bóle mięśni natychmiast skontaktować się z najbliższym sanepidem lub zadzwonić do lekarza rodzinnego. Jeśli dolegliwości były poważne, pacjent miał udać się własnym transportem do szpitala z oddziałem zakaźnym lub obserwacyjno-zakaźnym. Lekarz POZ lub sanepid mogli też zlecić dla pacjenta transport sanitarny.

Od połowy września ścieżka postępowania ma się zmienić. Nową strategię ogłosił na konferencji w ubiegłym tygodniu minister Adam Niedzielski. Dziś, tj. w poniedziałek 7 września została ona zaktualizowana po czterogodzinnych konsultacjach resortu zdrowia z Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. Jak wygląda ścieżka postępowania, jeśli podejrzewamy u siebie zakażenie?

Czy mam koronawirusa, czyli co zrobić, jeśli podejrzewamy u siebie zakażenie?

Jeśli pacjent zauważy u siebie niepokojące objawy, powinien rozpocząć od telefonicznej konsultacji ze swoim lekarzem rodzinnym. W przypadku, gdy objawy te nie będą jednoznacznie wskazywały na zakażenie koronawirusem, lekarz zaleci obserwację. Jeżeli po trzech-pięciu dniach objawy nie będą ustępować lub nasilą się, konieczna będzie konsultacja osobista - w gabinecie lekarskim lub w domu pacjenta.

Jeśli lekarz uzna, że pacjent rzeczywiście może być zakażony, skieruje go na wymaz. Zgodnie z dzisiejszymi ustaleniami resortu i przedstawicieli lekarzy rodzinnych, w przypadku pojawienia się najbardziej oczywistych objawów zakażenia koronawirusem, takich jak gorączka, kaszel, duszności czy utrata węchu lub smaku, nie będzie konieczności odbycia tradycyjnej wizyty przed zleceniem testu. Negatywny wynik sprawi, że chory pozostanie po prostu pod opieką lekarza rodzinnego. Wynik pozytywny będzie oznaczał wejście na tzw. ścieżkę zakaźną (np. skierowanie na domową izolację lub do szpitala).

embed

Gdy lekarz rodzinny uzna jeszcze przed zleceniem testu, że pacjent powinien trafić do szpitala, chory ma zostać przewieziony do najbliższej placówki. Jeżeli wykonany tam test potwierdzi zakażenie, pacjent może być skierowany do szpitala z oddziałem zakaźnym lub szpitala wielospecjalistycznego.

Ministerstwo Zdrowia. Nowa strategia na jesień

Jeśli zakażony pacjent nie będzie wymagał hospitalizacji, pójdzie, tak jak dotychczas, na domową izolację. Po ok. ośmiu-dziesięciu dniach zgodnie z zaleceniami resortu ma odbyć się teleporada. Jeśli lekarz nie stwierdzi niepokojących objawów, izolacja będzie mogła zakończyć się po 10 dniach od jej rozpoczęcia. Czas trwania izolacji może zostać jednak przedłużony, jeśli lekarz uzna to za konieczne.

"Kiedy wystąpiły objawy infekcji, czas trwania izolacji wynosi minimum 13 dni od daty pojawienia się objawów. Co ważne, ostatnie trzy dni muszą być bezobjawowe" - podkreśla resort zdrowia.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że głównym celem nowej strategii jest skoncentrowanie się na testowaniu "pacjentów objawowych", a także ochrona tych osób, które mogą przechodzić chorobę najciężej.

Zmiany wzbudzają wątpliwości i obawy środowiska lekarskiego. Chodzi szczególnie o obecność w jednej poczekalni pacjentów z potencjalnym zakażeniem oraz tych, którzy np. leczą się onkologicznie. - Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której wszystkie choroby będą się "mieszały". Chodzi o nam o taki sposób, który chociaż screeningowo będzie mógł ustalić jeszcze przed wizytą, na podstawie teleporady, czy pacjent będzie mógł do tej przychodni bezpiecznie dla reszty pacjentów wejść - mówił w poniedziałek przed spotkaniem w Ministerstwie Zdrowia dr Michał Sutkowski z Kolegium Lekarzy Rodzinnych.

- Jeżeli okaże się, że pacjent jest "COVID-plus", to oczywiście stanowi zagrożenie dla wszystkich osób, które w tej przychodni przebywają - dodał. Zaznaczył, że pacjenci powinni być testowani przed przyjściem do lekarza.

W trakcie poniedziałkowych konsultacji doszło jednak do porozumienia resortu zdrowia oraz przedstawicielstwa lekarzy.

- Postanowiliśmy więc utworzyć pewnego rodzaju furtkę. Polega ona na tym, że w przypadku pojawienia się najbardziej oczywistych objawów, takich jak gorączka, kaszel, duszności czy utrata węchu lub smaku, nie będzie konieczności odbycia tradycyjnej wizyty przed zleceniem testu. To ukłon w kierunku oczekiwań lekarzy rodzinnych. Będziemy oczywiście monitorować, czy to rozwiązanie okaże się optymalne - wyjaśnił szef resortu, Adam Niedzielski.

- Z wielką przyjemnością mogę powiedzieć, że nasze rozmowy toczyły się w doskonalej atmosferze. Były one wyrazem troski lekarzy rodzinnych o naszych pacjentów. Staraliśmy się wypracować takie narzędzie, które będzie dobre zarówno dla osób zakażonych, jak i pozostałych pacjentów, np. onkologicznych czy z chorobami przewlekłymi, którzy muszą znaleźć się w naszych przychodniach - stwierdził dr Michał Sutkowski, rzecznik KLRwP.

Zobacz wideo Nauczyciel roku 2018: Nie ukryjemy się przed wirusem pod peleryną niewidką