Morawiecki: Możemy się pochwalić zerowym wzrostem bezrobocia w Polsce

- Rządowy pakiet antykryzysowy sprawił, że dziś możemy się pochwalić zerowym wzrostem bezrobocia w Polsce. Dla porównania, w Szwecji czy na Litwie w krótkim czasie bezrobocie poszło w górę o ok. 2,5 punktu procentowego - mówił w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki.

Mateusz Morawiecki podczas ABSL FDI forum "Crisis Boosting Investments" mówił o sytuacji gospodarczej Polski podczas pandemii koronawirusa (wystąpienie premiera na poniższym filmie po ok. 3 godzinach 28 minutach). Komentował, że w gospodarkę uderzyły naraz trzy szoki - popytowy, podażowy i płynnościowy. 

Polska jest dziś w dużo lepszej sytuacji niż wiele innych krajów, w tym unijnych, wynika ze stosunkowo szybkiej reakcji na wszystkie trzy szoki

- mówił Morawiecki, wskazując m.in. na "dość hojny" rządowy pakiet pomocowy dla firm. Z informacji podanej przez premiera wynika, że skorzystało z niego 65 proc. przedsiębiorstw w kraju.

To sprawiło, że dziś możemy się pochwalić zerowym wzrostem bezrobocia w Polsce. Dla porównania, w Szwecji czy na Litwie w krótkim czasie bezrobocie poszło w górę o ok. 2,5 pp.

- mówił w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki.

 

Bezrobocie w Polsce. Jak zmieniło się podczas epidemii?

Wszystko wskazuje na to, że Morawiecki powoływał się w swojej wypowiedzi na comiesięczne dane Eurostatu. Wynika z nich, że rzeczywiście wzrost stopy bezrobocia w Polsce był stosunkowo niewielki (choć oczywiście nie zerowy) - w styczniu, lutym czy marcu wynosiła ona 3 proc., a według ostatnich dostępnych danych w lipcu wynosiła 3,2 proc. (w międzyczasie maksymalnie była na poziomie 3,3 proc. w czerwcu). 

Na koniec lipca liczba bezrobotnych w Polsce wynosiła według Eurostatu 544 tys., wobec 506 tys. w marcu.

Z drugiej strony, dane z urzędów pracy wskazują, że jako bezrobotni w Polsce od momentu wybuchu epidemii zarejestrowało się ponad 100 tys. osób i ich liczba przekroczyła już 1 mln. Liczona na tej podstawie stopa bezrobocia wzrosła z 5,4 proc. w marcu do 6,1 proc. obecnie.

Skąd taka różnica? Główną przyczyną jest to, że w badaniu Eurostatu za bezrobotne uznawane są osoby, które nie mają pracy, ale aktywnie jej szukają i są w stanie ją szybko podjąć. Można więc powiedzieć, że takich osób w Polsce jest obecnie nieco poniżej 550 tys. W gronie ponad miliona osób zarejestrowanych w urzędach pracy są z kolei m.in. takie, które zrobiły to przede wszystkim dla celów ubezpieczeniowych, a nie zależy im kurczowo na zatrudnieniu.

Niedawno badanie BAEL pokazało, że w newralgicznym drugim kwartale br. liczba osób pracujących w Polsce spadła o 151 tys. Ponad 100 tys. osób "wpadło" w tzw. bierność zawodową, tj. m.in. nie szukała nowej pracy (co w lockdownie było na wielu poziomach trudne). Ponadto, blisko 900 tys. osób więcej niż w pierwszym kwartale, pomimo bycia zatrudnionymi, nie wykonywało swojej pracy.

Badanie BAEL pokazuje, że rynek pracy w Polsce nie przeszedł demolki, w dużej mierze został osłonięty. Choć należy też powiedzieć, że udało się to dzięki bardzo dużej determinacji pracowników, a także pracodawców, którzy wykorzystali dostępne publiczne narzędzia, by ograniczyć zwolnienia - obniżając czas pracy, wysyłając na pracę zdalną, rekomendując zwolnienia na dzieci itp.

- komentuje dla next.gazeta.pl Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora ds. badań i analiz w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Czytaj więcej: Cała prawda o rynku pracy w dobie koronawirusa. Wszyscy zacisnęliśmy zęby [WYKRES DNIA]

Zobacz wideo W rządzie nastąpią zmiany personalne i strukturalne