Loty w kosmos będą zagrożone? Powodem jest coraz większy tłok na orbicie

Na orbicie okołoziemskiej jest coraz więcej obiektów wystrzelonych przez człowieka lub powstałych w wyniku jego działalności. Ich liczba zaczyna utrudniać loty w kosmos.

W 1978 roku Donald Kessler, amerykański astrofizyk i pracownik NASA, opisał sytuację, dzisiaj znaną jako syndrom Kesslera. Chodzi w niej o to, że kosmiczne śmieci oraz wciąż działające satelity, umieszczone na niskiej orbicie okołoziemskiej, zderzają się ze sobą, tworząc przez to nowe szczątki. Te z kolei ponownie się ze sobą zderzają, co powoduje powstanie jeszcze większej liczby odłamków. Ten samonapędzający się proces może doprowadzić do takiego zagęszczenia kosmicznych śmieci, że loty w kosmos będą bardzo utrudnione lub wręcz niemożliwe.

Dzisiaj już wiemy, że syndrom Kessslera jest nie tylko efektowną hipotezą badawczą. Faktycznie może do niego dojść, przed czym ostrzega między innymi Peter Beck, szef spółki Rocket Lab zajmującej się komercyjnym wystrzeliwaniem satelitów na ziemską orbitę.

Jego firma od 2018 roku w trakcie 12 lotów umieściła ich tam 55, a zaraz wyniesie na orbitę kolejne satelity. Zdaniem Becka loty jego rakiet są coraz trudniejsze. Muszą one bowiem znaleźć bezpieczną drogę pomiędzy konstelacjami satelitów - w tym tych, które ostatnio w wielkiej liczbie wystrzeliwuje spółka SpaceX Elona Muska, realizująca program Starlink.

Za chwilę tłok będzie jeszcze większy

Internet z kosmosu dla każdego Ziemianina rozsiewany z satelitów Starlink oznacza w praktyce, że SpaceX zamierza umieścić ich na orbicie od 12 tys. do nawet 40 tys. To pięć razy więcej niż ludzkość łącznie wystrzeliła ich od początku lotów na orbitę.

Jednak nie tylko SpaceX chce nam udostępniać internet z kosmosu. Podobne projekty - wymagające wystrzelenia setek satelitów - rozwija Amazon i brytyjska spółka OneWeb.

Poza tym satelity komunikacyjne nie są jedynymi obiektami, które są wystrzeliwane na orbitę. Trafiają tam np. różnego rodzaju satelity obserwacyjne, w tym wojskowe, badawcze, do określania precyzyjnego położenia na Ziemi oraz inne pojazdy kosmiczne, np. załogowe i bezzałogowe statki kosmiczne, podróżujące do międzynarodowej stacji kosmicznej.

Tych wszystkich obiektów będzie jeszcze więcej. Ludzkość jest coraz bardziej zainteresowana eksploracją kosmosu, w tym Księżyca i Marsa, a to wymaga również większej obecności na okołoziemskiej orbicie.

Niezbędne są zmiany

Jedno jest pewne: do zderzenia na orbicie nie można dopuścić. Podczas nich powstają odłamki poruszające się z ogromnymi prędkościami - kiedy uderzą w kolejny obiekt, unicestwią go, co mogliśmy zobaczyć choćby na głośnym filmie "Grawitacja" sprzed kilku lat, w którym kosmiczne odłamki zniszczyły prom kosmiczny znajdujący się na orbicie.

By uniknąć więc takich sytuacji, trzeba z jednej strony lepiej monitorować bliską przestrzeń kosmiczną, jak i precyzyjnie informować zainteresowanych o trajektoriach rakiet, satelitów i innych obiektów w kosmosie. Takie pomysły i działania są podejmowane i prowadzone już od dość dawna, ale z ich realizacją nie jest łatwo.

Z jednej strony duże firmy z branży kosmicznej chcą zachowywać się odpowiedzialnie. SpaceX np. umieszcza satelity sieci Starlink poniżej najbardziej zatłoczonych miejsc. Monitoruje też ich położenie na bieżąco i wyposażył je w system pozwalający uniknąć zderzenia z innymi pojazdami kosmicznymi.

Z drugiej strony brakuje jednolitej bazy danych o wszystkich obiektach krążących dookoła Ziemi, z której mogliby korzystać wszyscy zainteresowani. Teraz dane o ich położeniu gromadzi NASA we współpracy z amerykańskimi wojskowymi. Ci ostatni nie chcą jednak tego robić dalej z cywilami i chcą, by pilnowaniem wszystkich obiektów i śmieci na orbicie zajął się Departament Handlu. W Stanach trwają właśnie dyskusje polityków i urzędników, jak ten problem rozwiązać i skąd na niego wziąć pieniądze.

Wskazane byłoby też stworzenie nowych, odpowiednich międzynarodowych przepisów dotyczących ruchu na orbicie. Obowiązujący Traktat o przestrzeni kosmicznej pochodzi z 1967 roku i w zasadzie koncentruje się na zakazie militaryzacji kosmosu. Gdy go podpisywano, nikt nie myślał o tym, że na orbicie za pół wieku będzie bardzo tłoczno.

Tekst pochodzi z bloga PortalTechnologiczny.pl.