W czasie kryzysu w Teksasie cena prądu wzrosła o 10 tys. procent. Rachunki na tysiące dolarów

Poddany deregulacji system energetyczny w Teksasie najpierw padł z powodu ekstremalnej pogody, a teraz odbiorcy dostają rachunki nawet na kilkanaście tysięcy dolarów. Władze stanowe nazwały to oburzającym, jednak na razie nie ma rozwiązania dla mieszkańców dotkniętych podwójnym kryzysem. Z kolei niektóre miasta za kilka dni zapłacą taki rachunek, jak za cały ubiegły rok.
Zobacz wideo Wszystkie pieniądze Donalda Trumpa. Uderzenie w "Trump brand" nie będzie wcale najgorsze [OKO NA ŚWIAT]

Z powodu ataku zimy, który zwiększył popyt na elektryczność i doprowadził do wyłączenia m.in. elektrowni gazowych, miliony ludzi w Teksasie było pozbawionych prądu. Jednak w dłuższej perspektywie, to oni mogli mieć szczęście, bo ceny prądu w czasie kryzysu wzrosły astronomicznie, a rachunki za kilka dni mogą pozbawić niektórych odbiorców ich oszczędności. 

"Financial Times" opasuje, że ceny prądu wzrosły o 10 tys. procent. Cena wzrosła do dziewięciu tysięcy dolarów. Dla konsumentów przełożyło się to na 9 dolarów za kilowatogodzinę - za co zazwyczaj płacą średnio 12 centów.  

Na przykład Valerie Williams z miasta Fort Worth dostała rachunek na 6 tys. dolarów za kilka ostatnich dni. Szybko starała się zmienić dostawcę energii na takiego ze stałą taryfą, jednak zanim to się udało, z jej karty kredytowej ściągnięto już opłatę. Kobieta zakłada, że zanim sfinalizuje zmianę dostawcy, rachunek wyniesie ją ok. 7 tys. dolarów. Niektórzy są w jeszcze gorszej sytuacji. Cytowany przez "New York Times'a" 63-letni weteran Scott Willoughby musiał zapłacić 16,7 tys. dolarów za prąd. To 70 razy więcej, niż płaci miesięcznie za media. - Poszły całe moje oszczędności. Nic na to nie poradzę, ale załamało mnie to - powiedział mężczyzna, który utrzymuje się z renty. 

Atak zimy w Teksasie. Mieszkańcy ogrzewają się przy grilluZima w Teksasie. Tłumaczymy, o co chodzi z wirem polarnym

Noblista komentuje sytuację w Teksasie

Teksas ma wyjątkowo pozbawiony regulacji, wolnorynkowy system energetyczny. Ogromna większość odbiorców polega nie na miejskich dostawcach czy spółdzielniach, a na jednym z dziesiątek prywatnych dostawców. Ceny prądu są poddane wolnemu rynkowi i - co pokazują ostatnie tygodnie - w przypadku niedoboru mogą wzrosnąć astronomicznie. 

Sytuację skomentował laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Paul Krugman. "Koncepcją polityki energetycznej w Teksasie było to, że wolny od regulacji rynek nie wymaga nadzoru w celu ochrony systemu przed kryzysem, ponieważ w celu maksymalizacji zysku zostaną zbudowane dodatkowe moce do wykorzystania przy skoku zapotrzebowania. Ale tego nie zrobiono" - napisał.  

Krugman stwierdził, że w Teksasie ma miejsce trzystopniowy kryzys - najpierw brak prądu i ogrzewania, później brak czystej wody, a teraz - fala bankructw. Ocenił, że to potężna lekcja, ale nie wierzy, aby rządzący stanem wyciągnęli z tego wnioski.   

Niektóre firmy będą liczyć zyski

Problem dotknął nie tylko indywidualnych odbiorców, ale też miasta. Rada miejska w Denton zgodziła się na zaciągnięcie awaryjnego kredytu wysokości 300 mln dolarów, by spłacić rachunek za energię. To czterokrotnie więcej, niż miasto zapłaciło za cały 2020 rok.

Także część dostawców może być w kłopotach, ponieważ nakazano im odłożyć ogromne środki na zabezpieczenie. Z kolei inne mogą wyjść z sytuacji z pokaźnym zyskiem. "FT" opisuje, że niektórzy dostawcy, których klienci doznali blackoutu, mogli zyskać dzięki wcześniejszemu zakupowi energii po niskich cenach i sprzedaży, gdy te podskoczyły. 

Na przykład firma dostarczająca gaz, której właścicielem jest miliarder Jerry Jones, odnotowuje ogromne zyski. Cytowany przez Bloomberga dyrektor finansowy z firmy powiedział, że sprzedawanie gazu pod wielokrotnie wyższych cenach było dla firmy jak "rozbicie banku". Chwalił się, że podczas gdy miliony ludzi nie miało prądu i ogrzewania, oni sprzedawali po "super wysokich" cenach. 

Cytowany przez "New York Times'a" Robert McCullough, konsultant ds. energii z Portland, nazwał system w Teksasie - gdzie polityką energetyczną kieruje rynek, a konsumenci są pozbawieni zabezpieczeń - "idiotycznym". Wspomniał, że podobna sytuacja doprowadziła do fali bankructw w Kalifornii w czasie kryzysu energetycznego w latach 2000-2001.