Historyczna burza śnieżna, tornada, blackout i fake newsy. Co naprawdę wydarzyło się w Teksasie?

Maria Mazurek
Potężny wir polarny uderzył w USA. Spowodował burzę śnieżną, rekordowo niskie temperatury i okresowe wyłączenia energii w kilku stanach, najmocniej dotknęło to Teksas. Jest już ponad 20 ofiar załamania pogody. Ludzie ginęli w wypadkach samochodowych i umierali próbując się ogrzać - w pożarach lub z powodu zatrucia czadem. Niektórzy konserwatywni politycy i komentatorzy znaleźli kozła ofiarnego: energię odnawialną. I chociaż część wiatraków rzeczywiście zamarzła, to nie są one główną przyczyną blackoutu. A eksperci nie wykluczają, że zaskakująco silny atak zimy to objaw zmian klimatycznych.

Powietrze z północy zmroziło ogromne obszary Stanów Zjednoczonych. Ekstremalna zimowa pogoda uderzyła w centralne i południowe części kraju. O ile intensywne opady i niskie temperatury o tej porze roku nie dziwią na przykład w stanie Michigan (w Chicago spadło prawie pół metra śniegu, co zmusiło władze miasta do odwołania zajęć stacjonarnych w szkołach), to już nad Zatoką Meksykańską mogą zaskoczyć. 

Atak zimy w USA. Miliony ludzi bez prądu, są ofiary śmiertelne

W mieście Lincoln w stanie Nebraska temperatura spadła do -35 stopni Celsjusza, bijąc rekord z 1978 roku, na lotnisku w Dallas w Teksasie zanotowano -17 stopni, co oznacza pobicie rekordu z 1903 roku (-11 stopni Celsjusza).

Od ostatniego weekendu (określana nawet jako historyczna) śnieżyca w połączeniu z mrozem powoduje ogromne utrudnienia. Nieprzejezdne drogi i wymuszone przerwy w dostawach energii elektrycznej sprawiły, że w kilku stanach opóźniono szczepienia na koronawirusa. Szczepionki, które muszą być przechowywane w chłodniach przy bardzo niskich temperaturach, trzeba było awaryjnie wykorzystać, zanim brak prądu spowoduje wyłączenie maszyn i zniszczenie preparatów. Dostawy kolejnych dawek zostały wstrzymane. 

Brak prądu dotknął kilka milionów ludzi, którzy jednocześnie stracili ogrzewanie. Otwarto specjalne schroniska, ale dla wielu jedynym miejscem, w którym można znaleźć trochę ciepła, stał się samochód. Inni próbują sami ogrzać swoje domy (i przygotować posiłki), wykorzystując butle z gazem, a nawet grille.

Atak zimy w USA. Kolejka chętnych do napełnienia butli z gazem. Teksas, 16 lutego 2021 r.Atak zimy w USA. Kolejka chętnych do napełnienia butli z gazem. Teksas, 16 lutego 2021 r. Brett Coomer / AP

Czasem przynosi to tragiczne skutki. Cztery osoby, w tym troje dzieci, zginęły w wyniku pożaru, który prawdopodobnie zaczął się od rozpalonego kominka. W kilku stanach odnotowano też zgony z powodu zaczadzenia. Ludzie zginęli też na zaśnieżonych, śliskich drogach. Do tego doszły tornada (w hrabstwie Brunswick w Karolinie Północnej było bardzo silne i miało prędkość ponad 250 km/h) - miały miejsce cztery takie zjawiska, w których śmierć poniosły cztery osoby.

USA. Tornado w hrabstwie Brunswick. 16 lutego 2021 r.USA. Tornado w hrabstwie Brunswick. 16 lutego 2021 r. Emily Flax / AP

USA. Tornado w hrabstwie Brunswick. 16 lutego 2021 r.USA. Tornado w hrabstwie Brunswick. 16 lutego 2021 r. Ken Blevins / AP / AP

Łącznie atak zimy przyniósł jak dotąd przynajmniej 21 ofiar śmiertelnych. Trudne warunki pogodowe mają utrzymywać się do końca tego tygodnia. 

Blackout i fake newsy o wiatrakach

Największym problemem są okresowe wyłączenia prądu - szczególnie w Teksasie. Takie kroki były konieczne, bo gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię i jednocześnie pojawiające się problemy z jej wytwarzaniem stanowiły poważne zagrożenie dla sieci energetycznej. Operatorzy odcinali więc odbiorców od zasilania. Wstrzymano częściowo wydobycie ropy naftowej, pojawiły się problemy z przesyłem gazu. Elektrownie gazowe oraz węglowe wstrzymywały więc pracę.

Niskie temperatury spowodowały nawet zamarzanie niektórych turbin wiatrowych. I po tych informacjach zaczęły się pojawiać mocno przekłamane wiadomości, głównie z prawej i konserwatywnej strony politycznej. W mediach społecznościowych internauci zaczęli rozpowszechniać zdjęcie z opisem, że rzekomo przedstawia ono odladzanie turbiny w Teksasie za pomocą chemikaliów rozpylanych z helikoptera i konkluzją, że jest to dowód na brak użyteczności energii ze źródeł odnawialnych. Te przekazy zawierają przynajmniej dwa kłamstwa (poniżej zamieszczamy tweety osób te kłamstwa obalających). 

Po pierwsze, zdjęcie nie pochodzi z Teksasu z 2021 roku. Zostało zrobione kilka lat temu w Szwecji, a wykonała je firma Alpine Helicopter. Do tego nie pokazuje wcale spryskiwania turbiny chemikaliami, tylko gorącą wodą. I po trzecie, powstało w czasie demonstracji możliwości helikoptera, zorganizowanej przez wspomnianą firmę wraz ze szwedzkim przedsiębiorstwem energetycznym. Demonstracja miała miejsce w okolicach miejscowości Arjeplog zimą 2014 roku, a zdjęcie pojawiło się w raporcie z 2016 roku, w którym Alpine Helicopter opisuje projekt polegający na badaniu metody odladzania turbin. To wszystko potwierdził agencji Associated Press Hans Gedda, autor zdjęcia.

Pojawiały się też komentarze, że z powodu wykorzystania dużej ilości paliwa w takiej akcji, byłaby ona dla środowiska mocno szkodliwa, co miałoby być kolejnym z dowodów przeciwko zielonej energii. Tymczasem są wyliczenia, także w raporcie Alpine Helicopters, które wskazują, że wcale tak nie jest. Zresztą, demonstracja odladzania przeprowadzona przez firmę zakładała błyskawiczne działanie - woda była tankowana ze zbiornika znajdującego się tuż przy turbinie i cała akcja zaplanowana tak, by trwała jak najkrócej. To prawda, że do odladzania turbin wykorzystuje się helikoptery lub drony, ale robi się to bardzo rzadko, wyłącznie w skrajnych warunkach, a turbiny pracujące w zimnym klimacie mają zwykle wbudowane instalacje odladzające. 

"Nie powinniśmy już nigdy zbudować kolejnej turbiny wiatrowej w Teksasie" - pisał na Facebooku Sid Miller, stanowy komisarz do spraw rolnictwa, dodając, że "eksperyment się nie powiódł". Wiatraki i energia odnawialna stały się dla niektórych kozłem ofiarnym, na który zrzucono odpowiedzialność za przerwy w dostawach prądu. Tymczasem wcale tak nie jest, co zresztą podkreślał na konferencji prasowej szef teksańskiego stanowego operatora sieci energetycznej, firmy ERCOT. Bill Magness powiedział, że choć rzeczywiście niektóre turbiny wiatrowe zamarzły, to elektrownie gazowe i węglowe odpowiadają za ponad dwa razy więcej niedostarczonej energii. ERCOT podał we wtorek dane, zgodnie z którymi w Teksasie wyłączonych było 45 000 megawatów energii, w tym 30 tysięcy tych wyłączeń pochodziło z instalacji węglowych, gazowych i nuklearnych, a pozostałych kilkanaście tysięcy z odnawialnych. Co do zarzutów, że Teksas zbyt mocno opiera się na OZE - obecnie wiatraki dostarczają około 25 proc. energii elektrycznej dla stanu. 

"Tak naprawdę to gaz ziemny, węgiel i energia jądrowa dostarczają większość energii elektrycznej i to one są główną przyczyna awarii" - powiedział Associated Press Mark Jacobson, dyrektor programu Atmosfery i Energii oraz profesor inżynierii lądowej i środowiska na Uniwersytecie Stanforda.

Dokładniejszą przyczynę wymuszonych blackoutów podają inni eksperci: to brak inwestycji w system energetyczny, który w Teksasie jest zupełnie osobny - nie jest połączony z innymi stanowymi systemami. Z tego powodu, w razie problemów, Teksas nie może "pożyczyć" energii sieci międzysystemowych. 

"Sieć [energetyczna] ERCOT padała w dokładnie taki sam sposób jak dawny Związek Radziecki. Kuśtykała z powodu niedoinwestowania i zaniedbań, aż w końcu załamała się w okolicznościach, które były przewidywalne" - podsumował sytuację w rozmowie z brytyjskim "Guardianem" Ed Hirs, który wykłada ekonomię energetyki na Uniwersytecie w Houston. 

Zjawisko naturalne czy wina zmian klimatycznych?

Na koniec jeszcze jedna kwestia. Pogoda to nie to samo co klimat, ale eksperci od dawna ostrzegają, że z powodu globalnego ocieplenia systemy klimatyczne ulegają zaburzeniom. To powoduje ekstremalne zjawiska pogodowe - upały są większe, śnieżyce potężniejsze.

W ubiegłym roku grupa naukowców opublikowała artykuł w prestiżowym czasopiśmie "Nature", w którym dowodziła, że wyraźny wzrost zimowych burz w północno-wschodnich stanach USA to objaw ocieplania Arktyki. Rejon ten nagrzewa się dwa razy szybciej, niż wynosi średnia dla całego świata. Według jednego z autorów artykułu, obecnego ataku zimy w Teksasie nie można uznać jako zjawisko zupełnie naturalne, niepowiązane z kryzysem klimatycznym. "To dzieje się nie pomimo zmian klimatu, ale jest po części nimi spowodowane" - uważa Judah Cohen. 

Zobacz wideo Czy duże opady śniegu pozwolą odbudować nasze zasoby wodne?