Polacy powinni przygotować się na wzrost cen zniczy. Wszystko przez gwałtowny wzrost głównego surowca. - Ceny parafin są oparte na notowaniach giełdowych, które od początku roku do czerwca wzrosły o 69 proc. - wyjaśnia cytowany przez "Puls Biznesu" Mikołaj Szlagowski, szef działu komunikacji zewnętrznej Grupy Lotos.
Jak wyjaśnia dziennik drożej również parafina importowana. Ta z zachodu podrożała z 4,25 tys. zł do 6,95 tys. zł za tonę - wzrost o dwie trzecie. Importowana ze wschodu kosztuje już 4,6 tys. zł, a na początku roku płacić trzeba było 2,4 tys. zł za tonę. W tym wypadku wzrost sięga 90 proc.
Polski sposób obchodzenia Wszystkich Świętych jest ewenementem w Europie, a Polska jest liderem produkcji zniczy. Rynek jest wart sporo, bo aż miliard złotych. Roczna sprzedaż sięga ok. 300 mln zniczy rocznie.
- Gdy zagraniczne koncerny handlowe wchodziły do Polski w latach 90., zupełnie nie rozumiały tego fenomenu - wyjaśniał w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Robert Krzak, prezes Forum Polskiego Handlu. Szczyt zamówień przypada na wrzesień i październik, kiedy branża generuje nawet 90 proc. obrotów.
Nie wiadomo jeszcze, jak będzie wyglądać sytuacja epidemiczna w Polsce 1 listopada. W zeszłym roku w ostatniej chwili rząd zdecydował, że cmentarze pozostaną zamknięte.
Ministerstwo Rozwoju, którym kieruje Jarosław Gowin, ogłosiło rekompensaty dla handlującym zniczami i chryzantemami. Sprzedawcy, którzy w wyniku nagłej decyzji rządu ponieśli straty, otrzymali łączne dofinansowanie w wysokości 180 mln zł.