Koronawirus w Polsce. Co dalej? Mamy prognozę. "Pod koniec listopada 20-30 tys. przypadków" [WYKRES DNIA]

Liczba nowych przypadków koronawirusa w Polsce to w ostatnich dniach już ok. 2 tys. dziennie. Prognozy nie pozostawiają złudzeń - zakażeń będzie wielokrotnie więcej. - Przewidujemy, że pod koniec listopada, być może do połowy grudnia, możemy mieć 20-30 tysięcy przypadków dziennie - mówi w rozmowie z Gazeta.pl prof. Tyll Krüger, kierownik grupy MOCOS, modelującej przebieg epidemii w Polsce.
Zobacz wideo Ograniczenia dla osób, które nie chcą się szczepić? Komentuje prezes PSL

W środę 6 października Ministerstwo Zdrowia pierwszy raz w tej fali epidemii poinformowało o ponad 2 tys. nowych wykrytych przypadkach koronawirusa (konkretnie - 2085). W kolejnych dwóch dniach komunikaty resortu również oscylowały wokół tej granicy (2007 7 października i 1895 8 października).

Średnia dzienna liczba nowych wykrytych zakażeń z ostatnich siedmiu dni to już niemal 1,5 tys. Warto posługiwać się tą liczbą (lub np. sumą zakażeń z minionych siedmiu dni) z powodu opóźnień w raportowaniu. W weekend i po nim w poniedziałki liczby podawane przez Ministerstwo Zdrowia są zwykle bardzo niskie, a już pod koniec tygodnia dwa-trzy razy (środa, czwartek, piątek, sobota) często dwa-trzy razy wyższe.

Liczba nowych zakażeń w Polsce rośnie szybko - w ciągu dwóch tygodni podwoiła się (jeszcze 23 września mieliśmy średnia siedmiodniowa wynosiła ok. 700 zakażeń dziennie). Choć przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia wskazują, że liczba zajętych łóżek rośnie wolniej niż rok temu, to jednak i w tych danych widać duży skok. Piątkowe dane resortu mówią o 2141 łóżkach szpitalnych i 203 respiratorach  zajętych przez chorych na COVID-19. W przypadku respiratorów to ok. 40 proc. więcej niż dwa tygodnie temu, w przypadku łóżek - ok. 60 proc. więcej.

W górę idzie też odsetek pozytywnych wyników testów - obecnie to już niemal 5 proc., jeszcze przed miesiącem wynosił niespełna 1 proc.

Niestety, rosną też te najgorsze statystyki - osób zmarłych zakażonych koronawirusem. Średnia z ostatnich siedmiu dni to już 24 zgony dziennie. To około dwa razy więcej niż dwa tygodnie temu i cztery razy więcej niż miesiąc temu. W najlepszym momencie wakacyjnego dołka (w połowie sierpnia), średnio umierały w Polsce dwie zakażone osoby dziennie. 

Koronawirus - zdjęcie ilustracyjnePonad 2 tys. zakażeń koronawirusem. "Bardzo szybko migająca czerwona lampka"

Koronawirus w Polsce. Co dalej? Prognozy wskazują na duże wzrosty

Niestety, chyba nikt nie ma wątpliwości, że czwarta fala zakażeń dopiero się w Polsce rozpędza. 

Szczyt czwartej fali może nastąpić na przełomie listopada i grudnia. W zależności do tego jak my się zachowamy, fala wyniesie w szczytowym momencie albo 15-20 tys. zakażeń albo nawet do 40 tys. zakażeń

- mówił przed kilkoma dniami rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz.

Podobne szacunki w rozmowie z Gazeta.pl przedstawia prof. Tyll Krüger z Politechniki Wrocławskiej, kierownik grupy MOCOS, modelującej przebieg epidemii w Polsce. 

Przewidujemy, że pod koniec listopada, być może do połowy grudnia, możemy mieć 20-30 tysięcy przypadków dziennie. Według dzisiejszej prognozy, szczyt fali będzie w grudniu. Należy jednak wziąć pod uwagę to, jak szybko będzie rosła liczba osób zakażonych. Im wolniej będzie ona rosła, tym później wystąpi szczyt

- mówi naukowiec. Jak szacuje, obecnie współczynnik R dla Polski to ok. 1,4. Odczyt powyżej 1 wskazuje, że pandemia się rozwija - średnio dziesięć zakażonych osób "przekazuje" wirusa kolejnym czternastu.

W aktualnej, krótkoterminowej prognozie rozwoju pandemii przygotowanej przez MOCOS, średnia z modelowań to średnio ok. 5 tys. przypadków dziennie za około dwa i pół tygodnia i nawet ok. 10 tys. przypadków na początku listopada.

Choć oczywiście prognozy te nie są "wyryte w kamieniu". Na przykład z co czterdziestej symulacji (górne 2,5 proc. modelowań) wychodzi za miesiąc już ponad 20 tys. zakażeń dziennie. Ale z drugiej strony - możliwy, choć raczej mało prawdopodobny (również tylko ok. 2,5 proc. modelowań) jest scenariusz z niemal niezauważalnym wzrostem liczby nowych przypadków. 

embed

Jeśli chodzi o prognozę zgonów covidowych, to średnia z modelowań wskazuje na ok. 75 dziennie.

embed

Nawet ponad 20 tys. zajętych łóżek. To ważna granica

Prognozy epidemiczne zespołu prof. Krügera wskazują, że czwarta fala nie obejdzie się z Polską delikatnie.

Według naszej prognozy, liczba zajętych łóżek szpitalnych przekroczy 20 tysięcy. To mniej więcej tyle, ile w Polsce jest zasobów łóżek. Gdy liczba osób w szpitalach będzie jeszcze wyższa, będziemy mieć poważny problem

- mówi naukowiec. Zwraca przy tym uwagę na konieczność odpowiedniego timingu we wprowadzaniu ewentualnych obostrzeń.

Liczba zajętych łóżek rośnie z pewnym opóźnieniem wobec liczby wykrywanych przypadków zakażeń. Myślę, że jeśli liczba osób w szpitalach przekroczy 10 tys., trzeba będzie podjąć stanowcze kroki. Gdy będziemy mieć już np. 15 tysięcy zajętych łóżek, będzie już właściwie za późno na wprowadzanie restrykcji

- ostrzega ekspert. Jak zapewniał ostatnio rzecznik Ministerstwa Zdrowia, to właśnie wskaźnik zajętych łóżek będzie "głównym wyznacznikiem tego, jak dalej mamy się posuwać w zakresie różnego rodzaju możliwych obostrzeń". Pozostałe czynniki to liczba zakażeń i wyszczepienie w danych powiatach. 

Pacjent podłączony do ECMO (zdjęcie ilustracyjne)Koronawirus. Płuca 4,5-letniego Mikołaja były niesprawne w 99 proc.

Restrykcje? Najbardziej narażony jest wschód kraju

Dobra wiadomość od profesora Krügera jest taka, że według niego takich lockdownów, jakie mieliśmy w poprzednich falach, już nie będzie, bo duża część populacji nabyła już odporność.

Natomiast rozkład odporności  w populacji jest bardzo zróżnicowany, np. we wschodniej części Polski mamy niższy poziom wyszczepienia niż na zachodzie kraju. I dlatego teraz na wschodzie jest szybszy wzrost liczby zakażeń. Dlatego myślę, że ewentualne restrykcje powinny mieć charakter regionalny

- dodaje naukowiec.

Jak wskazują aktualne statystyki epidemiczne z Polski (poniżej na mapach przygotowanych przez analityka Piotra Tarnowskiego na podstawie danych Ministerstwa Zdrowia), rzeczywiście na wschodzie Polski mamy obecnie zdecydowanie więcej zakażeń niż w pozostałych regionach kraju. Tam również odsetek zaszczepionych mieszkańców jest niższy. Już dziś pandemia szczególnie szybko rozwija się na Lubelszczyźnie i Podlasiu, a także na Podhalu. Na razie nieco wolniej (choć szybciej niż w większości województw w kraju) przybywa zakażeń na Podkarpaciu.

Jeśli chodzi zaś o nowe restrykcje, to choć na razie ich nie ma, to już kilka tygodni temu minister zdrowia Adam Niedzielski wstępnie wskazywał, że polegałyby one na podziale kraju na zielone, żółte i czerwone strefy. Według założeń, żółta strefa miałaby zaczynać się od 12 zakażeń na 10 tys. mieszkańców (w ostatnich 14 dniach), zaś czerwona od 24 przypadków. Dodatkowo, gdyby dany powiat był lepiej wyszczepiony od średniej w kraju, jego kolor strefy byłby obniżany o jeden poziom.

Jak wynika z analizy Piotra Tarnowskiego, według tych założeń obecnie do żółtej strefy należałyby 22 powiaty (niemal wszystkie na wschodzie kraju, m.in. w województwie lubelskim i podlaskim), zaś do czerwonej trzy kolejne (łęczyński, kraśnicki i Biała Podlaska - wszystkie na Lubelszczyźnie). Liczbę zakażeń kwalifikującą do żółtej strefy notują także miasto Lublin oraz powiat kołobrzeski, ale te pozostają cały czas zielone, bo odsetek osób zaszczepionych przeciw COVID-19 jest tam wyższy niż średni dla całej Polski.

embed

Należy jednak jeszcze raz wyraźnie podkreślić, że analizy te mają na razie charakter hipotetyczny - żaden z powiatów nie jest formalnie objęty szczególnymi restrykcjami.

Czeka nas kolejnych nawet 30 tysięcy śmierci covidowych?

Jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, od początku epidemii mieliśmy w Polsce blisko 76 tys. śmiertelnych przypadków zakażenia koronawirusem. Niestety, ta liczba w najbliższych kilku miesiącach może się wydatnie zwiększyć.

Szacuje się, że czwarta fala może przynieść ok. 20-25 tys. zgonów tylko w grupie osób w wieku 80 plus.  Liczba zgonów może przekroczyć 30 tys., gdy do tego dodamy młodsze osoby, które nie mają odporności, a ciężko zachorują i umrą

- alarmuje w rozmowie z Gazeta.pl prof. Krüger. Zwraca uwagę, że to właśnie ta grupa wiekowa - 80 plus - jest szczególnie narażona na ciężki przebieg choroby i śmierć.

To oczywiście są ludzie bierni zawodowo i nie mogą się zakazić w pracy. Jednak często mieszkają z dużą rodziną, a gospodarstwa domowe to jedno z głównych miejsc zakażeń

- wskazuje ekspert.

W Polsce odsetek w pełni zaszczepionych osób w wieku 80 lat i więcej nie jest w niej szczególnie wysoki. Według danych ECDC (Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób) wynosi niespełna 64 proc., co plasuje Polskę na 19. miejscu spośród 25 krajów UE raportujących dane do ECDC. Dla porównania, wśród osób w wieku 70-79 lat zaszczepiło się w pełni w Polsce ok. 84 proc. osób, zaś w grupie 60-69 lat blisko 72 proc. Łącznie przeciw COVID-19 zaszczepiono ponad 60 proc. dorosłej populacji Polski.

embed
Więcej o: