W piątek Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w ciągu ostatniej doby odnotowano ok. 26 tys. przypadków COVID-19. To mniej, niż poprzedniej doby, gdy przypadków było ok. 28 tys.
Więcej informacji gospodarczych na stronie głównej Gazeta.pl
Doniesienia resortu pokrywają się jednak z informacjami o nowym wariancie koronawirusa. Czy możliwe, że jest już w Polsce, czy może być potencjalnie groźniejszy? W rozmowie z next.gazeta.pl wyjaśnił to Bartosz Fiałek, lekarz, przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.- Nowy wariant, (B.1.1.529) to faktyczny powód nagłego spotkania Światowej Organizacji Zdrowia. Nu, opierając się na danych z RPA, może mieć duży potencjał. W ciągu niespełna dwóch tygodni jego udział w RPA wzrósł z 1 do 30 proc. infekcji - wyjaśnił.
Stwierdził też, że część krajów już zareagowała na pojawienie się nowej wersji wirusa. - Część państw i WHO zaczęły działać, by jak najszybciej objąć nadzorem ten wariant koronawirusa i poznać go bliżej. Profil mutacji może odpowiadać za lepszą transmisję. Co gorsza, możliwe, że wirus będzie uciekał spod odpowiedzi immunologicznej. To wynika zarówno z kontekstu badań labolatoryjnych jak i tego, co dzieje się w RPA - wyjaśnił Bartosz Fiałek.
Redakcja next.gazeta.pl spytała resort zdrowia, czy są dane o pojawieniu się nowego wariantu koronawirusa w Polsce. Czekamy na informacje z resortu. Spytaliśmy jednak lekarza, czy pojawienie się nowej wersji patogenu jest w niedługim czasie możliwe.
- Każdy wirus, który transmituje się dobrze - jak alfa czy delta - może trafić do Polski. Jeśli nie wdrożymy restrykcji, na przykład nie ograniczymy możliwość wwiezienia takiego wariantu drogą lotniczą, to wirus może się pojawić - stwierdził dr Fiałek.
Zdaniem eksperta Polska powinna podjąć działania, które ograniczyłyby możliwość ekspansji nowego wariantu wirusa. - W Polsce powinien zebrać się sztab ludzi, ocenić, co powinniśmy robić - dodał.
Bartosz Fiałek odniósł się też do mniejszej liczby przypadków zachorowań. Jego zdaniem za wcześnie, by mówić, że osiągnęliśmy szczyt czwartej fali.
- Jeżeli chodzi o spadające wyniki, to z pewnością dobry prognostyk. Ale ja chciałbym jednoznacznie zauważyć, że stan obniżających się przyrostów, by można było powiedzieć, że jesteśmy po szczycie, powinien potrwać kilka dni - stwierdził. - Jednorazowy spadek to dobry prognostyk, ale nie możemy twierdzić, że zagrożenie minęło - dodał.
Rozmówca Gazeta.pl odniósł się też do przypadków posługiwania się fałszywymi certyfikatami szczepień. - Słyszałem wielokrotnie o fałszywych certyfikatach i zgłoszeniach do prokuratury przypadków zakupu takiego certyfikatu. Sam do czynienia z takim pacjentem nie miałem - stwierdził.