Na początku lutego w życie weszła nowelizacja ustawy o zakazie handlu w niedzielę. Sklepy nie mogą już swobodnie korzystać z prawa do otwarcia sklepu siedem dni w tygodniu w przypadku, gdy mają status placówki pocztowej (tak było, nim uszczelniono przepisy). W każdą niedzielę mogą być otwarte tylko te sklepy, które wykażą, że usług pocztowe przynoszą im 40 proc. przychodów.
W ustawie jest jednak kilka wyjątków. Cieszyński Intermarche skrzętnie z nich korzysta i wymyśla kolejne sposoby, by działać w każdą niedzielę.
W pierwszą niedzielę lutego Intermarche z Cieszyna obeszło zakaz handlu wykorzystując swoje położenie w okolicy przystanku autobusowego. Sklep ogłoszono dworcem autobusowym, ponieważ sklepy na dworcach i lotniskach mogą przyjmować swoich klientów także w niedziele.
Szybko się jednak okazało, że takie sklepy nie mają prawa sprzedawać alkoholu. Alfred Bujara, szef handlowej "Solidarności", która domaga się respektowania wolnych niedziel dla pracowników handlu poinformował, że "S" zawiadomiła o tym policję. A policja przekazała, że sprawa trafi do prokuratury - podaje portal Tysol.pl.
Więcej informacji z kraju na stronie głównej Gazeta.pl
W drugą niedzielę lutego cieszyńskie Intermarche przyjęło inną strategię i otworzyło się jako wypożyczalnia sprzętu sportowego - informuje dlahandlu.pl. Do wypożyczenia na dobę jest:
Z paragonu wynika jednak, że sklep sprzedaje sprzęt do badmintona, a nie świadczy usługę jego wypożyczenia. Dlahandlu.pl wnioskuje z tego, że różnica między świadczeniem usług a sprzedażą będzie elementem postępowania przed organami kontrolnymi.
W niedzielę 13 lutego "Solidarność" protestowała przed Intermarche w Cieszynie na ul. Górnej 21 oraz przed Intermarche w Lipnie na ul. Wojska Polskiego 16m, które z kolei przemianowało się - by móc handlować w niedziele - na klub książki.
Dziś byliśmy świadkami kolejnej parodii. Sklep Intermache w Cieszynie, by ominąć przepisy, przemianował się na wypożyczalnię sprzętu sportowego. Nadal sprzedawano w nim alkohol, co jest niezgodne z przepisami, dlatego tak, jak w ubiegłym tygodniu, zawiadomiliśmy policję. Funkcjonariusze poinformowali nas, że sprawa zostanie skierowana do prokuratury. To jest kpina z polskiego prawa, dlatego należy zadać pytanie, kto jest silniejszy - czy polski rząd i polskie prawo, czy międzynarodowe sieci handlowe?
- mówi Alfred Bujara dla Tysol.pl. I apeluje do Państwowej Inspekcji Pracy o kontrole i nakładanie wysokich kar na takie sklepy.