Odkąd Rosja ograniczyła przepływ gazu do Europy, Norwegia stała się głównym dostawcą tego surowca dla krajów UE. Przed wojną ze sprzedaży ropy, gazu i energii elektrycznej Norwegia zarabiała ponad 50 mld dolarów rocznie. To daje 10 tys. na jednego obywatela. Teraz zyski z eksportu energii wzrosły w Norwegii do 200 mld dolarów rocznie. Mimo to premier Jonas Gahr Støre szuka sposobów na obniżenie kosztów energii, gdy Rosja ogranicza dostawy.
- Nie zamykamy żadnych drzwi dla jakiegokolwiek dialogu czy kontaktu. Nie jest w interesie Norwegii, abyśmy mieli nadzwyczajne podwyżki cen gazu. Jesteśmy gotowi wysłuchać firm i zobaczyć, jaką rolę możemy odegrać - powiedział w czwartek Støre, cytowany przez Agencję Reutera.
Bloomberg donosi, że ministrowie energii krajów UE będą próbowali wprowadzić nowe mechanizmy w celu obniżenia cen gazu i energii elektrycznej na nadzwyczajnym szczycie, który odbędzie się 30 września. Poproszono też o pomoc Norwegię, która członkiem UE nie jest.
Premier Norwegii spotkał się w czwartek z kierownictwem największych producentów ropy i gazu w jego kraju, takimi jak Equinor ASA, Aker BP ASA i Var Energi ASA. Rozmowy z przedsiębiorcami miały dotyczyć długoterminowych kontraktów na dostawy surowców do UE. Firmy energetyczne powiedziały, że są gotowe do podpisania takich umów, ale postawiły warunek. Muszą znać kontrahentów, po tym jak wielu europejskich dostawców energii upadło - wyjaśnia Reuters.
Przeczytaj więcej informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl
- To, co najbardziej niepokoi firmy, to kwestia długoterminowych kontraktów i tego, jak radzić sobie z nimi w dobry sposób. Pytanie staje się jedną z gwarancji zarządzania ryzykiem, które istnieje na rynku - powiedział na tym samym spotkaniu minister energii Terje Aasland, cytowany przez Bloomberg.
Equinor (EQNR.OL), czołowy norweski producent gazu, określił spotkanie jako "przydatne" i chwalił kontakt z rządem w rozmowach na temat kryzysu energetycznego w Europie. Przy dzisiejszych cenach dla większości prywatnych firm ryzyko podpisania takich kontraktów jest jednak zbyt duże. Potrzebne byłyby specjalne mechanizmy cenowe z poszczególnymi krajami. Norweskie koncerny mają być gotowe, by je negocjować.