Jest deklaracja po szczycie UE-CELAC. Nie pada w niej słowo "Rosja". Jeden kraj nie podpisał

Pojawiła się już wspólna deklaracja po szczycie Unia Europejska - Ameryka Łacińska i Karaiby. Choć punktem spornym było rozpoczęcie pełnoskalowej inwazji w Ukrainie i w dokumencie umieszczono odnoszące się do tego zapisy, to słowo Rosja w nim nie pada. Nikaragua jako jedyna odmówiła podpisu pod deklaracją.
Szczyt UE-CELAC
Fot. Francois Walschaerts / AP Photo

Pod deklaracją pod szczycie UE-CELAC podpisało się 27 krajów członkowskich Wspólnoty i 32 państwa latynoskie. Zabrakło podpisu jedynie Nikaragui. Powodem były zapisy dotyczące wojny w Ukrainie. Jednak słowo "Rosja" nie pada w dokumencie.

Zobacz wideo Patrycja i Paulina czekają na dziecko ["Jesteśmy rodziną" - serial o LGBT+ w Polsce]

Jest deklaracja UE-CELAC. Wspomina o wojnie w Ukrainie, ale nie o Rosji

Przedstawiciele 59 państw napisali, że wyrażają głębokie zaniepokojenie wojną przeciwko Ukrainie, która powoduje ogromne ludzkie cierpienie i pogłębia słabe punkty w globalnej gospodarce, ograniczając wzrost, zwiększając inflację, zakłócając łańcuchy dostaw, zagrażając bezpieczeństwu energetycznemu i żywnościowemu, zwiększając ryzyka dla stabilności finansowej.

Popieramy potrzebę sprawiedliwego i trwałego pokoju

- napisano w deklaracji.

Przedstawiciele państw unijnych i latynoskich potwierdzili też poparcie dla umowy zbożowej, z której wczoraj wycofała się Rosja, i dla wysiłków ONZ na rzecz jej przedłużenia.

Wspieramy wszelkie wysiłki dyplomatyczne mające na celu sprawiedliwy i trwały pokój zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych

- brzmi fragment deklaracji. Jest też odniesienie do rezolucji ONZ-owskich, w których potępiano Rosję, ale nie są one w deklaracji zacytowane. Są również zapisy o konieczności poszanowania suwerenności i integralności terytorialnej wszystkich narodów, a także o konieczności przestrzegania międzynarodowego prawa.

Problemy z deklaracją

Rozmowy były trudne, bo Kuba, Nikaragua i Wenezuela ostro protestowały przeciwko wpisaniu do dokumentów odniesień do napaści Rosji na Ukrainę. Ostatecznie tylko Nikaragua nie podpisała deklaracji, ale to, że ani razu nie wymieniono w niej Rosji, wskazuje na to, że Unia Europejska musiała pójść na ustępstwa wobec Kuby i Wenezueli. 

Jeszcze przed podpisaniem dokument premier Mateusz Morawiecki w drugim dniu szczytu mówił, że trzeba tłumaczyć w różnych zakątkach świata zagrożenia, jakie niesie imperialna, kolonialna polityka Rosji. Szef rządu podkreślał, że konieczne jest jednoznaczne potępienie agresji w deklaracji końcowej. - Nam trudno w to uwierzyć, ale nie w każdym zakątku świata sytuacja u nas w Europie, zwłaszcza na flance wschodniej, jest tak jednoznaczna, jak my ją odbieramy. Rosja nie wszędzie jest uważana za takiego agresora, jakim jest rzeczywiście. I dlatego pierwszoplanowym zadaniem tutaj dla nas, dla Polski, jest tłumaczenie zagrożeń związanych z imperialną polityką Rosji. Ta walka o przywrócenie stabilności, pokoju, spokoju, normalnych warunków do rozwoju gospodarczego to także walka z rosyjską propagandą - mówił szef polskiego rządu podczas szczytu. Wskazał, że w rozmowach z przedstawicielami Ameryki Łacińskiej i Karaibów trzeba zwracać uwagę przede wszystkim na rosyjski imperializm i kolonializm. - Jak się używa tego słowa - kolonialna polityka Rosji - to nasi rozmówcy natychmiast nadstawiają ucha i reagują we właściwy sposób. Rozumieją, co to jest polityka kolonialna - dodał premier.

Więcej o: