Funkcjonariusze z Departamentu Policji Los Angeles otrzymali zgłoszenie od mieszkańców Hollywood Hills o głośnych krzykach kobiety dochodzących z niezamieszkałej rezydencji zaprojektowanej przez architekta Richarda Tuila. Na miejscu znaleziono trójkę squattersów (dzikich lokatorów), którzy nielegalnie wtargnęli na teren posesji.
Policjanci zatrzymali dwie kobiety oraz jednego mężczyznę, którzy nielegalnie przebywali na terenie rezydencji. Całą trójkę dzikich lokatorów wyprowadzono z posiadłości w kajdankach. Nieruchomość, która została wystawiona na sprzedaż za ponad 10 milionów dolarów, została zaśmiecona gruzem i odchodami. Część ścian została także zniszczona przez namalowanie na nich wulgarnego graffiti.
Oficer policji w Los Angeles w rozmowie z lokalną telewizją przyznał, że zatrzymani dopuścili się "tylko wtargnięcia" i tzw. squattowania. Dwójka z trzech dzikich lokatorów tłumaczyła, że to nieporozumienie. Jedna z kobiet przyznała nawet, że na miejscu znajdowała się po to, żeby posprzątać. - Zostałam wynajęta do posprzątania, usunięcia dzikich lokatorów i przygotowania domu do wynajmu lub sprzedaży - powiedziała w rozmowie z telewizją KTLA. W związku z niewielką wagą przewinienia cała trójka została zwolniona.
Sąsiedzi przyznali, że dzicy lokatorzy musieli przebywać w rezydencji przez co najmniej kilka dni. Jedna z kobiet wspomniała, iż podobne problemy pojawiają się w tym miejscu znacznie częściej. W ubiegłym roku policja interweniowała w tej samej willi kiedy 41-letni mężczyzna zabarykadował się w niej z psem. 41-latek był podejrzany o wycelowanie strzelby w innego człowieka. Mężczyzna - zdaniem mediów także dziki lokator rezydencji - został zatrzymany dopiero po wielogodzinnej akcji z udziałem funkcjonariuszy SWAT.