Spacerował dla zdrowia. W lesie znalazł worek pełen "prawdziwego złota". Takiego odkrycia nie było od XIX wieku

Erlend Bore dostał od lekarza zalecenia, aby częściej spacerował ze względów zdrowotnych. 51-latek postanowił połączyć przyjemne z pożytecznym, jakim było hobby archeologiczne i zakupił wykrywacz metalu. Podczas jednej z leśnych wędrówek, kiedy nowe urządzenie zaczęło wydawać głośny sygnał, sądził, że znalazł złote papierki po czekoladowych pieniądzach. Okazało się, że trafił na prawdziwy skarb z VI wieku.
Detektorysta Erlend Bore (na zdjęciu) odkrył skarb z VI wieku - złote znalezisko stulecia w Norwegii. Stavanger, Norwegia, 7 września 2023 r.
Fot. Anniken Celine Berger/AP

Dziewięć wisiorków, trzy pierścionki i dziesięć złotych pereł, które ktoś mógł nosić jako efektowną biżuterię 1,5 tys. lat temu, odnalazł 51-letni mieszkaniec południowej Norwegii. Jak do tego doszło? Z uwagi na fakt, że Erlend Bore ma pracę typowo siedzącą, lekarz zalecił mu częstsze piesze wędrówki, które pozytywnie wpływają na zdrowie. W młodości marzył, by zostać archeologiem (co było też jednym z jego zainteresowań), dlatego postanowił wykorzystać okazję i zakupił wykrywacz metalu, z którym planował spacerować, i który jednocześnie będzie go motywował do wyjść.

Zobacz wideo Inflacja pożera oszczędności. Iwuć: „Lokaty bankowe to gwarantowana strata". Gdzie trzymać pieniądze?

Poszedł na spacer i odnalazł skarb

Podczas jednej z wędrówek w lesie na wysepce Rennesøy, jego urządzenie zaczęło wydawać głośny dźwięk sugerujący wykrycie obiektu. Początkowo 51-latek myślał, że znalezisko to jedynie pozłacane papierki po czekoladowych monetach, jednak kiedy odsunął ziemię, okazało się, że był tam ukryty prawdziwy skarb. "Podniosłem grudkę ziemi, która rozsypała mi się w rękach. I zaraz usiadłem z wrażenia. Zdałem sobie sprawę, że trzymam prawdziwe złoto" - opowiadał Bore w komunikacie prasowym, cytowanym przez "Gazetę Wyborczą". 

Mężczyzna zrobił zdjęcia swojego odkrycia i przesłał je powiatowemu archeologowi w Stavanger. Specjaliści, którzy przyjechali na miejsce, wydobyli z ziemi woreczek ważący nieco ponad 100 gramów, a w nim dziewięć złotych wisiorków, trzy pierścionki i dziesięć złotych pereł. Wisiorki i perły stanowiły część "bardzo efektownego naszyjnika", który został wykonany przez wykwalifikowanych jubilerów i był noszony przez najpotężniejsze osoby w społeczeństwie, jak tłumaczył profesor nadzwyczajny Håkon Reiersen z Muzeum Archeologicznego na Uniwersytecie w Stavanger. Dodał, że "w Norwegii nie dokonano podobnego odkrycia od XIX wieku" - jak pisze Associated Press.

Reiersen przekazał, że złote wisiorki z naszyjnika zwane brakteatami, pochodzą z około 500 r. n.e., tak zwanego okresu migracji w Norwegii, który trwał od 400 do około 550 r. Jak dodaje "GW", brakteaty nie służyły do kupowania ani sprzedawania towarów, a były ozdobą popularną głównie w krajach nordyckich. Medaliony przypominające monety miały wytłoczone różne motywy. "Symbole na wisiorkach zazwyczaj przedstawiają boga Odyna uzdrawiającego chorego konia należącego do jego syna Baldera. W okresie wędrówek ludności mit ten był postrzegany jako symbol odnowy i zmartwychwstania, a osobie noszącej tę biżuterię miał zapewniać ochronę i dobre zdrowie" - tłumaczył  prof. Sigmund Oehrl, który jest ekspertem od symboliki skandynawskiej. 

Odnalezione kosztowności są własnością państwa

Co ciekawe, to nie są pierwsze brakteaty odnalezione na terenie Skandynawii. Do tej pory w Szwecji, Danii i Norwegii odnaleziono około 1000 złotych wisiorków. Znalezisko Erlenda Borego okrzyknięto skarbem stulecia, a on sam trafił do norweskiej Wikipedii. Aktualnie znalezione przedmioty są oczyszczane przez  konserwatorów zabytków, a 15 września 2023 roku mają zostać zaprezentowane na wystawie w Muzeum Archeologicznym na Uniwersytecie w Stavanger.

Niestety 51-leni odkrywca nie może zatrzymać swojego znaleziska. Według prawa w Norwegii wszystkie odkrycia, które pochodzą sprzed 1537 roku, są własnością państwa. Jednak mężczyzna może liczyć na wypłatę wynagrodzenia dla znalazcy. Choć i tu jest mały haczyk. Otrzymaną kwotą będzie musiał się podzielić z właścicielem gruntu, na którym znajdowały się skarby.

Więcej o: