53-letni mieszkaniec Glasgow w Szkocji 1 października podczas powrotu do domu z pracy został "porwany" przez swój elektryczny samochód. Mężczyzna próbował zatrzymać pojazd, jednak ten nie reagował na próby zatrzymania i kontynuował jazdę.
Brian Morrison wracał do domu samochodem elektrycznym MG ZS EV, gdy w pewnym momencie pojazd przestał reagować na próby zatrzymania. Kilka kilometrów samochód poruszał się z prędkością około 50 km/h, gdy mężczyzna znajdował się na autostradzie A803 i jechał w kierunku Kirkintilloch niedaleko Glasgow. - Kiedy dojeżdżałem do ronda, zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak i chciałem zwolnić, ale nic to nie dało - mówił w rozmowie z BBC. Całe zdarzenie mężczyzna opisał też w mediach społecznościowych.
- Potem usłyszałem głośny zgrzyt, przypominający dźwięki klocków hamulcowych, ale ponieważ był to nowy samochód, wiedziałem, że nie może to stanowić problemu. Udało mi się ominąć rondo, jadąc z prędkością około 50 km na godzinę, a potem miałem przed sobą długą drogę, więc założyłem, że zatrzyma się bez przyspieszenia, ale tak się nie stało - dodał.
Mężczyzna ma problemy z poruszaniem się, więc nie był w stanie wyskoczyć z samochodu. Początkowo 53-latek postanowił zadzwonić do żony, by ta ostrzegła samochody znajdujące się na autostradzie, że nie jest w stanie zatrzymać samochodu. Gdy to nie przyniosło rezultatu, zawiadomił odpowiednie służby, ponieważ na jego drodze było coraz więcej sygnalizacji świetlnych, rond i przejść dla pieszych.
- Samochód po prostu uciekał sam, nie mogłem nic zrobić. Kiedy zadzwoniłem pod numer 999, wysłali policję na pomoc i skontaktowali się z inżynierami, aby spróbowali rozwiązać problem, a także zapytali, czy jest to samochód autonomiczny. To był pierwszy raz, kiedy osoby zajmujące się połączeniami spotkały się z takim problemem i nie miały pojęcia, co robić - relacjonował mężczyzna.
Po zgłoszeniu policjanci odnaleźli samochód i eskortowali go - trzy radiowozy jechały za samochodem i przed nim. Policjanci podjęli próbę zatrzymania pojazdu i doprowadzili do zderzenia z policyjną furgonetką, gdy samochód wyjechał z ronda z prędkością 25 km/h. - Potem policjant wskoczył do mojego samochodu i zrobił coś, co unieruchomiło samochód - dodał mężczyzna. Następnie pojazd został odholowany przez firmę RAC świadczącą pomoc drogową.
Funkcjonariusze policji przyznali, że mężczyzna miał szczęście, że do zdarzenia doszło późnym wieczorem, około godz. 22.00, gdy na drodze było pusto. - Nadal nie mam pojęcia, co się stało. Ale kiedy RAC skontaktował się ze mną jakieś trzy godziny później, podłączył samochód do prądu w celu przeprowadzenia kontroli diagnostycznej i okazało się, że jest mnóstwo błędów - powiedział Morrison. Mechanik, który zajął się pojazdem, miał stwierdzić, że "nigdy nie widział czegoś podobnego". Mężczyzna przyznał, że po tym co się stało, nie jest pewien, czy ponownie wsiądzie za kierownicę samochodu elektrycznego.