Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała w środę o obniżce stóp procentowych o 25 punktów bazowych do poziomu 5,75 proc. Dzień później na konferencji prasowej Adam Glapiński komentował bieżącą sytuację gospodarczą, choć tak naprawdę, jak to ma w zwyczaju, mówił raczej o tym, co leży mu na sercu. Ku zaskoczeniu wszystkich tym razem mocno oberwało się nieprzychylnym mu ekonomistom i mediom. Prezes Narodowego Banku polskiego nazwał ekonomistów, którzy mają inne zdanie niż on na temat inflacji, "zdrajcami Polski", a nawet "zaczadziałymi ideologicznie". Mówił, że "umysł już gorzej im pracuje". To tylko kilka z wielu inwektyw, którymi prezes banku centralnego obrzucał swych adwersarzy na konferencji.
- On na każdej konferencji atakuje analityków, ekonomistów i opozycję. Wrzuca wszystko do jednego kotła i miesza z błotem, aczkolwiek na tej konferencji, jak to niektórzy mówią, poszedł grubo. Naprawdę ta krytyka ze słowami o głupotach i idiotyzmach była bardzo nasilona. Jak ktoś mówi, że ktoś inny mówi głupoty i idiotyzmy, to znaczy, że jest głupcem i idiotą - komentuje w rozmowie z next.gazeta.pl Piotr Kuczyński. On sam wielokrotnie krytykował prezesa Nardowego Banku Polskiego, więc mógł odebrać te słowa personalnie.
- Niektórzy z ekonomistów i analityków poczuli się bardzo obrażeni. Mnie prezes nie jest w stanie obrazić, bo niestety wypowiada się w sposób skandaliczny. Zupełnie nie tak, jak powinien się wypowiadać prezes banku centralnego. Naprawdę nie słyszałem nigdy z żadnych ust innych prezesów banków słów najmniejszej krytyki pod adresem mediów. Odpowiadają nawet na najgłupsze pytania w sposób bardzo poważny. Prezes Glapiński wyszedł z roli. Wychodził już od pierwszej konferencji, ale teraz wyszedł już zupełnie - punktuje analityk.
Według Kuczyńskiego prezesowi po prostu puściły nerwy z powodu nasilonej krytyki po ostatniej decyzji Rady Polityki Pieniężnej o obniżce stóp procentowych aż o 75 punktów bazowych, czego nie spodziewali się żadni ekonomiści. Co też zachwiało wyraźnie kursem złotego. - Uprzedzałem z góry, że jeżeli obniżą, to zwiększy się liczba krytyków. Po obniżce o 75 pkt bazowych ta krytyka musiała być totalnie zmasowana. Widać, że uderzyło to w ego prezesa tak mocno, że postanowił się zemścić, rzucając wręcz obelgami - komentuje wystąpienie Glapińskiego analityk Xelion.
Oprócz emocjonalnych i personalnych wycieczek w czwartkowym wystąpieniu prezesa NBP znalazła się też przestrzeń na kwestie merytoryczne. Zapowiedział, że inflacja będzie dalej spadać, do 6-7 proc. na koniec roku oraz około 5 proc. w połowie 2024 r. Według Piotra Kuczyńskiego zakładanie tego to obecnie "wróżenie z fusów".
- Istnieje co najmniej siedem możliwości tego jak będzie się zachowywała inflacja i złoty po wyborach. Ja nie jestem w stanie powiedzieć, co się stanie. Można by każdy z tych scenariuszy osobno omówić i w każdym inflacja będzie zachowywać się inaczej - wyjaśnia. Jak dodaje, możliwości te uzależnione są od wyniku wyborów (kto wygra, jak szybko i czy utworzy rząd), kursu złotego do dolara oraz polityki Rady Polityki Pieniężnej - "czy będzie zachowywała się w sposób polityczny, czy merytoryczny".
- W związku z tym prezes to, co opowiada, no może trafi, może akurat się trafi jeden z tych scenariuszy i rzeczywiście będzie tak, jak mówił prezes Glapiński, ale to tylko przez przypadek - kontruje prognozy prezesa NBP Piotr Kuczyński.