Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) szacuje, że od pomysłu na stworzenie nowej drogi do momentu jej otwarcia mija około 10 lat, czyli więcej, niż dwie kadencje Sejmu. To oznacza, że politycy często są wręcz skazani na kontynuację działań poprzedników.
- Program drogowy musi być absolutnie apolityczny - podkreślił Zbigniew Kotlarek, dyrektor GDDKiA w latach 2005-2008, a obecnie prezes stowarzyszenia branżowego Polski Kongres Drogowy w rozmowie z money.pl. Jak wskazał, nowy rząd nie powinien "obrażać się" na swoich poprzedników, lecz kontynuować rozpoczęte już inwestycje. "Inaczej w siatce drogowej powstają luki, które niweczą efekty budowy niepołączonych ze sobą odcinków dróg ekspresowych czy autostrad. A takich miejsc w Polsce nie brakuje, chociaż w ostatnich latach GDDKiA oddawała rocznie setki kilometrów tras szybkiego ruchu" - wskazuje portal.
Zbigniew Kotlarek oraz Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury w latach 2007-2011, wskazali na najpilniejsze zadania dla nowego rządu oraz GDDKiA. Eksperci ocenili, że priorytetem powinna być m.in. budowa S10 i S11 na północ od Poznania oraz dokończenie budowy drogi S6 z Koszalina w kierunku Trójmiasta do miejscowości Bożepole Wielkie.
Kolejne inwestycje, które zdaniem Kotlarka i Grabarczyka wymagają kontynuacji, to trasy S12 i S74 w środkowej Polsce, a także szlak Via Carpatia, czyli droga S19 we wschodniej Polsce. - PiS mocno się zaangażował w ten projekt ze względów politycznych. Jeśli jednak wybuduje się sprawnie działający korytarz transportowy, to jest on impulsem do rozwoju gospodarczego regionu - ocenił były dyrektor GDDKiA.