Podczas lotu amerykańskich linii lotniczych Alasaka Airlines z Seattle do San Francisco doszło do bardzo niebezpiecznego zdarzenia. Lecący na pokładzie 44-letni pilot tych linii, który był już po służbie, próbował przejąć kontrolę nad samolotem i wyłączyć silniki w trakcie lotu. Na szczęście uniemożliwili mu to pozostali piloci. Atak na stery był możliwy, ponieważ 44-latek podróżował w kokpicie. Polityka linii umożliwia bowiem swoim pilotom przelot w takich warunkach, gdy korzystają z samolotów w celach służbowych - opisuje CNN.
Zaraz po tym incydencie załoga Alaska Airlines "zgłosiła wiarygodne zagrożenie bezpieczeństwa związane z upoważnioną osobą na fotelu do skoku w kabinie załogi" kontrolerom lotu, a samolot został przekierowany na międzynarodowe lotnisko w Portland. Tam pilot został zatrzymany przez policję. Amerykańskie media podają, że został oskarżony o 83 zarzuty usiłowania morderstwa, 83 zarzuty lekkomyślnego narażenia na niebezpieczeństwo i jeden przypadek narażenia samolotu na niebezpieczeństwo.
Tydzień temu, bo w poniedziałek 16 października, samolot linii lotniczych Alaska Airlines również znalazł się w niebezpiecznym położeniu. "The Independent" opisuje, że dwa loty komercyjne - Boeing 737 linii Alaska Airlines próbujący wylądować i samolot Skywest Airlines startujący z międzynarodowego lotniska w Portland lecące podczas burzy znalazły się w przerażająco bliskiej odległości od siebie. Zbliżyły się do siebie na odległość około 76 metrów, gdy na tej wysokości powinny utrzymywać separację pionową wynoszącą około 90 metrów.
Moment, gdy oba samoloty zaczęły się do siebie zbliżać uchwycił kanał VASAviation na YouTube. Według informacji portalu FlightRadar24, po komunikacji wieży kontrolnej z obydwoma samolotami, jeden z samolotów został przekierowany na oddalone o 400 km lotnisko w Redmond i mógł wylądować w Portland dopiero o 23:45.