Prezes PiS był pytany przez PAP o wypowiedzi polityków opozycji, którzy źle oceniają sytuację budżetową. Jak podkreślił, takie stwierdzenia są "jedną wielką bajką, która ma uzasadnić wycofanie się z obietnic wyborczych". - Co więcej, wbrew temu, co Tusk i jego koledzy opowiadali przed wyborami, teraz wychodzi prawda na jaw, że ich program to likwidacja programów społecznych, ograniczenia dobrych rozwiązań gospodarczych i wyprzedaż majątku państwowego. Krótko mówiąc: wraca stare, coś, czego doświadczyliśmy przed 2015 rokiem - mówił Jarosław Kaczyński. - Przez lata słyszeliśmy, że pieniędzy nie ma i nie będzie, a dzisiaj ta doktryna Donalda Tuska wraca na nowo - dodał prezes PiS.
Jarosław Kaczyński mówił, że to za czasów rządów Platformy Obywatelskiej Polska była objęta procedurą nadmiernego deficytu, a - jak wskazywał - "każdego roku z budżetu państwa wypływały miliardy złotych do oszustów podatkowych, mafii vatowskich, paliwowych". Prezes PiS przekonywał również, że dzięki "przemyślanej polityce finansowej" rządu PiS "budżet państwa jest w bardzo dobrej kondycji" - Programy takie jak 13. i 14. emerytura, 800 plus, czy wyprawka dla dzieci są zagwarantowane - zapewnił prezes PiS. Odpowiadając na pytania dotyczące zarzutów o niegospodarność PiS i poukrywane wydatki budżetowe, Jarosław Kaczyński powiedział, że są one "wyssane z palca".
Wicepremier był też pytany o niedziele niehandlowe, wprowadzone przez rząd Zjednoczonej Prawicy. - Z jednej strony to dobry czas na odpoczynek i dzień, który można spędzić z rodziną, ale to także szansa dla wielu małych rodzinnych, czy osiedlowych sklepików, które przecież tym zakazem nie były objęte, a wręcz dzięki niemu korzystały, zwiększając swoje obroty - powiedział wicepremier. - Podobnie zresztą jest między innymi z różnego rodzaju miejscami kultury: teatrami, kinami, czy kawiarniami, które to stały się dla wielu naszych obywateli miejscem rodzinnie spędzonej niedzieli - przekonywał Jarosław Kaczyński. Dodał, że zapowiedzi zniesienia niedziel niehandlowych to skutek działania "lobby dużych zagranicznych, niemieckich, francuskich firm, marketów i sieci handlowych".
Politycy opozycji w ostatnim czasie krytykowali stan finansów, jaki po swoich rządach zostawia Prawo i Sprawiedliwość. Izabela Leszczyna, posłanka KO i była wiceministerka finansów, pisała o "gigantycznej dziurze Morawieckiego". Ekonomiści nie są zgodni w ocenie sytuacji. - Nie ma ruiny, natomiast jest sporo chaosu, bo część pieniędzy budżetowych poprzesuwano do Polskiego Funduszu Rozwoju i Banku Gospodarstwa Krajowego. Te przesunięcia wywołują teraz niebezpieczne sugestie części komentatorów, że obie potrzebne instytucje należałoby zaorać, co uważam za narrację w gruncie rzeczy antyrozwojową. Na przyszły rok zaplanowano wysoki deficyt - 4,5 procenta PKB - ale ma to ekonomiczne uzasadnienie. W Polsce trwa gospodarcze spowolnienie i warto trochę dosypać do pieca, a nie ciąć wydatki. Podejrzewam, że każdy rząd robiłby podobnie - mówił w Gazeta.pl Michał Możdżeń z Polskiej Sieci Ekonomii. Z kolei zdaniem analityków banku Pekao, jak pisaliśmy w piątek, w budżecie państwa "nie jest tak dobrze, jak wierzyli optymiści, ale też nie ma katastrofy".