Wielu Polaków przekazuje pieniądze księżom odwiedzającym ich domy w ramach kolędy. Wierni niejednokrotnie zastanawiają się, jaka kwota będzie odpowiednia. Część duchownych nie pozostawia tej decyzji parafianom, lecz jasno komunikuje im swoje oczekiwania. Inni podkreślają jednak, że wizyta duszpasterska ma na celu przede wszystkim udzielenie błogosławieństwa i poznanie danej rodziny. Niektórzy odmawiają nawet przyjęcia datków. Wierni dzielą się historiami, które obrazują różnice w postawie poszczególnych księżmi.
Pani Kornelia skrytykowała w rozmowie z Onetem postawę swojego proboszcza. Jak powiedziała mieszkanka Sosnowca (woj. śląskie), ksiądz wyraźnie dał do zrozumienia, że oczekuje hojnych datków. - W naszej parafii na kolędy chodzi proboszcz, który już miesiąc wcześniej z ambony grzmi o tym, żeby się parafianie na tę wizytę przygotowali. Podpowiadał nawet kilka razy, że "dać 50 zł w kopercie to wstyd". Ludzie się zbuntowali, przestali go przyjmować - zauważyła.
Kobieta przekazała, że "ostatni raz, kiedy przyszedł do nas do domu, nie przygotowałam żadnej koperty, więc staliśmy przez chwilę w niezręcznej ciszy". - Ostatecznie okazało się, że jego zdaniem ani modlitwy nie potrafimy z mężem odmówić bez błędu, ani nie jesteśmy dobrymi chrześcijanami, bo nie powiesiliśmy świętych obrazków w mieszkaniu, ani nie "zadbaliśmy, żeby ksiądz miał co zjeść" - dodała.
Leszek Slipek, proboszcz parafii św. Andrzeja Apostoła w Warszawie, opowiedział "Tygodnikowi Powszechnemu" o zarobkach księży. Przekazał, że dzięki kolędzie jest w stanie zebrać nawet 30 tysięcy złotych. Zaznaczył, że około 20 procent tej kwoty trafia do księży, a resztę przeznacza się na potrzeby parafii.
Parafianie z podwarszawskiego Kobylina powiedzieli natomiast, że ich księża nie domagają się żadnych pieniędzy, a w niektórych przypadkach nawet odmawiają przyjęcia kopert od wiernych. Jak powiedzieli Wirtualnej Polsce, zdarza się tak, gdy duchowni wiedzą, że dana rodzina znajduje się w trudnej sytuacji materialnej.