Około trzystu właścicieli między Łodzią a Warszawą nie chce sprzedać swoich gruntów pod budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego - dowiedział się RMF FM. Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK przyznał w czwartek, że prawie połowę gruntów pod nowe centrum komunikacyjne w Polsce trzeba będzie uzyskać poprzez wywłaszczenie. - Jeśli chodzi o liczbę mieszkańców, byłoby ich dużo mniej. To są właściciele bardzo dużych gospodarstw, których często fizycznie tam nie ma - przekonywał w rozmowie z RMF. Ponad połowa właścicieli, którzy tam faktycznie mieszkali lub mieszkają, miała się bowiem zgodzić na sprzedaż w ramach Programu Dobrowolnych Nabyć.
Horała zapewniał też, że tworzenie sieci Kolei Dużych Prędkości związanych z CPK już się rozpoczęło. Zdaniem pełnomocnika jest duża szansa na uniknięcie przymusowych wywłaszczeń pod budowę samego lotniska. Podkreślił, że przygotowania do inwestycji są już na ukończeniu. Wskazał, że gotowy jest już projekt koncepcyjny lotniska i dworca kolejowego, jest już wybrany inwestor strategiczny, który wyłoży pieniądze na inwestycję. Jest także doradca strategiczny, który wnosi swoją wiedzę dotyczącą tego typu przedsięwzięć. Są także projekty sieci Kolei Dużych Prędkości. Tyle, że inwestycja może ostatecznie wcale nie powstać.
Przedstawiciele sejmowej większości, czyli Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi oraz Nowej Lewicy zapowiadają, że w spółce zarządzającej projektem zostanie przeprowadzony audyt i na jego podstawie zostanie podjęta decyzja dotycząca przyszłości inwestycji. - Wszyscy mamy takie poczucie, że CPK to jest polityczny pomysł i w wielu wymiarach chory pomysł. Po wyborach zweryfikujemy ten projekt - zapowiadał we wrześniu Donald Tusk. - Wszystko wskazuje na to, że Centralny Port Komunikacyjny to przeskalowana inwestycja, która jest nie do zrealizowania w tym budżecie. To trzeba sprawdzić. Musimy sprawdzić w dokumentach, jakie zostały poniesione nakłady i jakie trzeba ponieść - mówil z kolei poseł Trzeciej Drogi Ryszard Petru.
Przed zupełnym porzuceniem realizacji przedsięwzięcia przestrzegał wspominany Marcin Horała. Według niego w tej chwili wstrzymanie inwestycji byłoby bardzo kosztowne. Oszacował, że rezygnacja z budowy kosztowałaby od trzech do pięciu miliardów złotych. Wskazał też, że do tego należy dodać utracone zyski choćby z przyrostu ruchu cargo. Posłanka Lewicy Paulina Matysiak również przyznawała, że wyrzucenie całego projektu do kosza byłoby "bardzo nieodpowiedzialne", co pokazuje, że obecna większość jest w tym temacie podzielona.