"Studio Biznes" tradycyjnie już otworzyliśmy rozmową z naszym stałym gościem, Piotrem Kuczyńskim, analitykiem firmy Xelion. Przeanalizował wydarzenia ostatnich dni. A działo się dużo, bo w poniedziałek upadł rząd Mateusza Morawieckiego, któremu Sejm nie udzielił wotum zaufania. Dostał je natomiast we wtorek Donald Tusk.
Piotr Kuczyński stwierdził, że Donald Tusk nie poświęcił w swoim exposé zbyt wiele czasu na gospodarkę, czemu nasz gość w ogóle się nie dziwił. Zwrócił uwagę, że w przeszłości premierzy obiecywali setki rzeczy, które się nie sprawdzały. Tusk natomiast - mówił Kuczyński - wygłosił ogólnikowe przemówienie, które zawierało jednak fundamenty i podwaliny ich rządu, co nasz ekspert ocenił jako słuszny ruch.
- Jestem na 100 proc. pewien, że nie będzie kwoty wolnej od podatku 60 tys. od razu w 2024 roku - mówił Kuczyński. Tłumaczył, że to nie dlatego, że nie można zmienić tego w trakcie trwania roku podatkowego, jak mówił Tusk, bo na korzyść podatnika można zrobić to w dowolnym momencie. Zdaniem eksperta, prawdziwym powodem jest chęć Donalda Tuska, do tego by nie nadwyrężać budżetu.
Kuczyński pytany o to, czy stać nas będzie na spełnienie obietnic wyborczych, odpowiedział, że państwo stać zawsze na prawie każdy wydatek, bo "to jest decyzja polityczna, czy zwiększymy podatki, czy się zadłużymy". - Jeśli będziemy się zadłużali, to wtedy nas stać. Polska ma zadłużenie 50 proc. do PKB, a takie USA 120 proc. W związku z tym to zadłużenie teoretycznie może rosnąć. Ja nie jestem za tym, żeby ono szybko rosło, ja się tego boję. Za kilkanaście lat możemy dojść do sytuacji greckiej - mówił ekspert.
Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to tylko decyzja polityczna. Nie ma sytuacji, w której rząd nie będzie miał pieniędzy. Jak będzie chciał, to będzie miał
- podsumował Kuczyński.
W drugiej części "Studia Biznes" gościliśmy Witolda Orłowskiego, ekonomistę z Akademii Finansów i Biznesu oraz Marka Zubera z akademii WSB. Marek Zuber zwrócił uwagę, że w dług publiczny znacząco wzrośnie. - Już zmierzamy do 60 proc. PKB, a w kolejnym roku 2025, moim zdaniem same koszty odsetkowe przekroczą 100 mld zł, czyli 12-13 proc. dochodów do budżetu. Nie mieliśmy takiej sytuacji przez te 30 lat. Choćby dlatego, że w przyszłym roku będziemy musieli pożyczyć rekordowe ilości pieniędzy, np. ze względu na to, że zaczynają się kończyć obligacje, które emitowaliśmy w czasie COVID-u - mówił ekspert z WSB.
Iwona Kutyna zwróciła uwagę, że może właśnie dlatego Donald Tusk zapowiedział powstanie Rady Fiskalnej. Witold Orłowski stwierdził, że taki pomysł przewija się od lat, a w propozycjach ekonomistów jest przyznanie radzie uprawnień np. do ustalania dopuszczalnego deficytu budżetowego. - To czy będzie miało to znaczenie, zależy od tego czy, będzie to tylko rada opiniująca. Takie rady miał rząd PRL i to jak wiadomo nie zmienia sprawy - stwierdził ekonomista. Orłowski wyjaśnił też, że niski dług publiczny zawdzięczamy podatkowi inflacyjnemu. - To nie oznacza, że dług nie wzrósł, tylko że koszty długu zostały przerzucone na prywatnych posiadaczy oszczędności. I tylko dlatego dług nam spadł - mówił ekspert. Tłumaczył też, że inflacja jest z tego powodu pewną pomocą dla Ministra Finansów i przez jakiś czas będzie mógł z niej jeszcze korzystać.
A co z programami, które zwiększają znacząco wydatki z budżetu, jak Bezpieczny Kredyt 2 proc., tarcze antynflacyjne czy 800 plus? - Nie da się w nieskończoność utrzymać tych tzw. tarcz. Zresztą one powinny już dawno zostać zniesione, dlatego że to były działania nadzwyczajne ponoszone ogromnym kosztem. Oczywiście, że one był niezbędne, gdy inflacja gwałtownie przyrastała. Natomiast gdy spadała, to był ten moment, gdy trzeba było przywrócić te stawki - uważa Witold Orłowski. Dodał, że dla finansów 2024 rok będzie ciężki, ale dla przeciętnego Kowalskiego niewiele się zmieni i raczej tych problemów nie odczuje, z czym zgodził się Marek Zuber. Ale gdy sytuacja gospodarcza się poprawi, przyjdzie czas na uporządkowanie finansów publicznych, uważa Orłowski.
Marek Zuber potworzył też to, co wiele osób mówiło jeszcze przed wprowadzeniem Bezpiecznego Kredytu 2 proc., że bez zapewnienia wzrostu od strony podażowej program ten podniesie ceny nieruchomości, co faktycznie się stało. - Ja się pomyliłem tylko co do skali, bo myślałem, że to będzie kilkanaście procent. A już teraz w moim rodzinnym Krakowie mówimy o dwudziestokilkuprocentowym wzroście w ciągu dosłownie miesięcy - mówił Marek Zuber.
Jeżeli rząd proponowałby kontynuację programu, lub ewentualnie zgodnie z zapowiedzią wprowadzenie kredytu 0 proc. (...), to absolutnie nie robiłbym tego w roku 2024, bo się skończy znowu wzrostem cen
- mówił Zuber. I jak tłumaczył, wynika to z tego, że choć podaż można zwiększyć np. poprzez uwolnienie gruntów, to da się to zrobić tylko stopniowo. Ekonomista uważa więc, że do programu można wrócić najwcześniej w 2025 roku.