Prezydent Andrzej Duda spotkał się z członkami Rady Mediów Narodowych (RMN). Jak przekazał w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl członek RMN Marek Rutka, głowa państwa chce "uporządkować zamieszanie" powstałe wokół mediów publicznych.
- Powiedział, że ta opcja polityczna, która wygrywa wybory, przejmuje władzę w mediach i bierze za nie odpowiedzialność. Stwierdził, że powinno być jasne i skoro Polacy zdecydowali, że taka opcja wygrywa, to bierze media, tak jak spółki Skarbu Państwa - relacjonował Rutka. Prezydent miał również przychylnie podejść do pomysłu zebrania "Okrągłego stołu" w obszarze mediów, który miałby wspólnie wypracować projekt ustawy. - Powiedziałbym, że jakaś zdolność koncyliacyjna jest u pana prezydenta. Jego zdaniem powinno być ustawowo uregulowane, że kadencja w mediach publicznych trwa tyle, ile trwa kadencja parlamentu - ocenił.
Dużym zaskoczeniem na spotkaniu miała być natomiast postawa posłanki PiS Joanny Lichockiej. - Zaczęła strofować pana prezydenta. Wszyscy zdziwiliśmy się, że można w taki sposób rozmawiać z prezydentem - przyznał Rutka. Zdziwienie postępowaniem Lichockiej wyraził również członek RMN Robert Kwiatkowski. - Mówiła, żeby nie negocjować, trzeba się przeciwstawić, bo to jest jedyna patriotyczna polska telewizja. Telewizja publiczna, która została zniszczona przez barbarzyńców, którzy archiwa niszczą i anteny wyłączają - przytaczał.
W trakcie rozmowy Duda miał krytykować TVP zarówno przed jak i po 2016 roku. - On mówił, że pamięta, jaka telewizja za Jacka Kurskiego była. Także jego, czyli Andrzeja Dudy wyborcy, nie chcieli tej telewizji oglądać - opowiadał Kwiatkowski. Członek RMN poruszył także temat finansowania TVP. Przypomniał, że za Jacka Kurskiego telewizja publiczna otrzymała aż 3,5 mln zł z budżetu. - Dla Lichockiej żadne pieniądze, żeby finansować TVP, nie są za małe, bo to decyduje o tym czy będziemy mówić po polsku, czy będziemy Polakami, bo inne media jej zdaniem są mediami zewnętrznymi - skwitował.
Jak informowaliśmy, obecna sytuacja w mediach publicznych miała swój początek pod koniec grudnia ubiegłego roku. Szereg zmian ruszył za sprawą uchwały ws. mediów publicznych, na podstawie której Sejm wezwał nowy rząd do przywrócenia w nich pluralizmu. Decyzją ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bartłomieja Sienkiewicza odwołane zostały zarządy TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Z działaniem tym nie zgodzili się przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości oraz kontrolowana przez ugrupowanie RMN. Przeciwnicy Sienkiewicza podkreślali, że według prawa jedynym organem uprawnionym do podejmowania takich decyzji jest RMN.
Nowym prezesem TVP wybrany został Tomasz Sygut, a stanowisko szefa Telewizyjnej Agencji Informacyjnej przypadło Grzegorzowi Sajórowi. RMN nie uznała jednak nowych władz mediów publicznych i wskazała swojego prezesa TVP - Michała Adamczyka. Ostatecznie, po zablokowaniu przez prezydenta uchwały o budżecie, minister Sienkiewicz postawił podległe mu media w stan likwidacji. Tym samym Sygut objął funkcję dyrektora generalnego, a w roli likwidatora TVP pojawił się Daniel Gorgosz.