Są limity dla trzech wrażliwych produktów - jaj, drobiu i cukru. Początkowo Komisja Europejska wykluczała jakiekolwiek kontyngenty, co oprotestował komisarz do spraw rolnictwa Janusz Wojciechowski. Potem Bruksela dopuściła taką możliwość, ale wybrała niekorzystny okres referencyjny, na podstawie którego wyznaczane byłyby limity - był to ubiegły rok, kiedy towary z Ukrainy płynęły szerokim strumieniem.
W najnowszej wersji są korzystniejsze zapisy. Mowa jest o tym, by limity były wyznaczone na podstawie wysokości importu od połowy 2022 roku do połowy ubiegłego roku. Polski komisarz chciał wprawdzie, aby były to ostatnie trzy lata, ale na to szans nie było. W najnowszej propozycji złagodzone zostały również procedury zaciągania hamulca bezpieczeństwa, czyli wprowadzania ograniczeń w imporcie dla pozostałych produktów.
Co ważne, wystarczy wniosek jednego kraju, który wykaże destabilizację u siebie na rynku i nie trzeba będzie, jak obecnie, udowadniać problemu dla całej Unii. Wtedy bardzo szybko wprowadzane byłyby ograniczenia, a w tym czasie Komisja dogłębnie sprawdzałaby sytuację i miałaby na to kilka miesięcy. Pierwsze rozporządzenie w sprawie liberalizacji handlu z Ukrainą zostało przyjęte po wybuchu wojny. Następnie przedłużono jego obowiązywanie do 5 czerwca 2024 roku.
Minister rolnictwa Czesław Siekierski uważa, że polscy rolnicy protestowali w słusznej sprawie. Do masowych blokad dróg doszło w minioną środę między innymi z powodu napływu zboża i innych produktów rolnych z Ukrainy.
Minister mówił w poniedziałek w radiowej Jedynce, że rolnicy wspominali również o zbyt dużych wymogach Unii Europejskiej dotyczących zazielenienia, co podraża koszty produkcji, problemach z dochodowością gospodarstw i o nadmiernym napływie produktów z Ukrainy. Minister wskazywał, że podobne protesty odbywają się w innych krajach Europy. Obecnie protestują między innymi rolnicy w Belgii.